Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Przychodzi baba do sołtysa, a sołtys... też baba

Czytaj dalej
Fot. Helena Wysocka
Helena Wysocka

Przychodzi baba do sołtysa, a sołtys... też baba

Helena Wysocka

Wioskami coraz częściej rządzą kobiety. Przejmują władzę, za którą nie idą żadne pieniądze. Za to problemy, ciężka praca i odpowiedzialność, to i owszem. Sołtyski muszą dwoić się i troić, by sprostać oczekiwaniom roszczeniowych mieszkańców. - Nie raz bywa, że zanim napada śnieg, to ludzie już dzwonią, że trzeba odśnieżyć drogę - śmieje się Anna Wojciechowska z Krzywego.

Ludzie mówią, że sołtyski trzymają z władzą. Bo nie krzyczą, nie przeklinają, a na wiejskich zebraniach siadają przy prezydialnym stole, obok wójtów. - To prawda, ale uśmiechem i dobrym słowem można zdziałać więcej - przekonuje Urszula Chmielewska, sołtyska wsi Prudziszki w gm. Jeleniewo. - Przynajmniej w mojej gminie.

I przypomina, że nie wszystko da się załatwić od ręki. Bo wsi jest wiele, w każdej potrzeb moc, a kołdra - ta finansowa - jest krótka.

- Na wszystko nigdy nie wystarcza - przyznaje Anna Wojciechowska, sołtyska Krzywego na Suwalszczyźnie. - Ale cierpliwie czekamy.

Chce wiedzieć, co w trawie piszczy

Anna Wojciechowska ma blisko 70 lat. Pochodzi z podsuwalskiej wsi, którą aktualnie rządzi. W przeszłości była nauczycielką w wiejskiej szkole. Gdy ją zlikwidowali, 18 lat temu przeszła na emeryturę.

- Zachłysnęłam się wolnością, ale po pewnym czasie poczułam pustkę - wspomina sołtyska Krzywego. - Zaczęłam szukać dla siebie miejsca.

Pomagała ówczesnemu sołtysowi, walczyła w gminie o ścieżkę rowerową i wiejską świetlicę, w której miejscowi mogliby się spotykać. Udało się? Efekt przerósł oczekiwania - we wsi powstał gminny, tętniący życiem ośrodek kultury. W tym czasie sołtysi zmieniali się jak rękawiczki. Wytrzymywali po jednej kadencji. Siedem lat temu ludzie przyszli do Wojciechowskiej, by wzięła władzę w swoje ręce.

- Pomyślałam, że może warto spróbować - wspomina. - Na zebraniu wyborczym frekwencja była największa od lat. Spośród 64 osób tylko trzy były przeciwko mnie.

Krzywe to duża wieś i wciąż się rozbudowuje. Wielu mieszkańców przeprowadziło się tu z pobliskich Suwałk. Sołtyska zaczęła kombinować, jak zintegrować ludzi. I jak ich zachęcić, by korzystali z oferty kulturalnej.

- W GOK-u przynajmniej raz w miesiącu coś fajnego się dzieje, a widownia świeciła pustkami - dodaje. - Na szczęście powoli zaczyna się to zmieniać.

Trzy lata temu pojawił się pomysł, by utworzyć grupę teatralną. Już kiedyś, na początku lat 60. minionego wieku, taka we wsi działała. Aleksy Bujkowski, kuzyn pani Anny, pisał komedyjki i je wystawiał. Sołtyska pomyślała, że warto pójść w jego ślady. I grupę reaktywowała.

Pierwsza, wystawiona przez nią, 20-minutowa historyjka dotyczyła wigierskiej siei i była rozpisana na dwie osoby. Jedną z aktorek miała być sołtyska, drugą - jej sąsiadka.

Wojciechowska uznała, że rolę trzeba trochę rozpisać. Oddała więc swój tekst sąsiadce, a sobie napisała nowy. Spektakl spodobał się miejscowym, więc powstał kolejny, z okazji wigilii...

- Na ploteczkach u Kazimierzowej spotykały się kobiety - relacjonuje sołtyska. - Opowiadały różne z życia wzięte historie, ale też przypominały o przesądach, czy zabobonach. Ot, choćby takich, że w wigilijny dzień nie można zamiatać do progu. Oczywiście, w spektaklu nie zabrakło przytyku do gminnych władz...

Dziś 7-osobowa grupa „Zamaniony”, a żartobliwie nazywana „Zmaniony”, w swoim repertuarze ma trzy spektakle. Scenki prezentowane są w krzywiańskiej gwarze. Ciekawostką może być to, że członkiem zespołu jest krakowianin, który zamiast „trzy” mówił „czy”. Ale idzie mu coraz lepiej. Trudno więc się dziwić, że grupa teatralna ma wiele zaproszeń. Występowała już parokrotnie w Suwałkach, Wiżajnach, Filipowie i Zielonym Kamedulskim. I wszędzie dostała gorące owacje.

- Nie dość, że pracuje na rzecz wsi i gminy, to jeszcze angażuje się w wiele projektów kulturalnych - przypomina wójt Tadeusz Chołko. - Takich sołtysów oby było jak najwięcej.

- Teraz zamierzamy realizować projekt „Krzywe komedyjki, czyli wioskowe scenki teatralne” - dodaje sołtyska. - Będą to spotkania w plenerze. Na ten cel otrzymamy pieniądze z zewnątrz. No a poza tym, mieszkańcy wsi śpiewają w zespole „Na Przekór” i chodzą z kijami - podkreśla rozmówczyni.

Działalność kulturalna to jedno, a życie - drugie. Poza próbami i występami sołtyska musiała znaleźć czas na załatwianie problemów mieszkańców. Jedni przychodzą po radę, drudzy oczekują wsparcia w urzędzie, a kolejni - inwestycji. Sołtysi muszą się na tym się znać.

- Czuwałam nad projektem technicznym, gdy kilka lat temu budowali wojewódzką drogę z Sejn do Suwałk - wspomina Wojciechowska. - Trzeba było przypilnować, aby powstały zjazdy do wszystkich gospodarstw.

Niewielu pewnie wie, że dzięki pani sołtys - w ramach tej inwestycji - wykonano oświetlenie wsi. Podczas jednego z zebrań szepnęła wójtowi, by ująć je w projekcie.

- Jak nie będzie nas stać, to lampy zawsze można wyłączyć - tłumaczyła. - Najważniejsze, że będą. I, póki co, świecą.

Z myślą o bezpieczeństwie co roku organizuje zbiorowe czyszczenie kominów. Do Krzywego, w wakacje, przyjeżdża kominiarz i chodzi od domu do domu. Właściciele posesji nie muszą za nim biegać, a - co równie istotne - usługa jest nieco tańsza, bo zbiorowa.

Sołtyska uczestniczy w sesjach rady gminy, choć to nie jest obowiązkowe. Ale woli wiedzieć, co - jak to mówią - w trawie piszczy. Teraz przygotowuje się do zebrania, które odbędzie się we wrześniu. To jedno z najważniejszych spotkań, ponieważ trzeba zaplanować inwestycje na przyszły rok.

- Nasze „pobożne życzenia” przekazuję do wójta, a ten analizuje na co go stać - mówi.

Wojciechowska zauważa, że w Krzywym już niewiele potrzeba, by ludziom żyło się wygodnie. No, może asfaltu na kilku gminnych traktach. Ale i to niebawem da się załatwić. Przynajmniej taką ma nadzieję.

- W gminie mamy 49 wiosek i każda ciągnie do siebie - nie ukrywa sołtyska. - Trzeba się zastanowić, jak podejść do sprawy, aby cokolwiek ugrać.

Między młotem a kowadłem

Urszula Chmielewska, sołtyska wsi Prudziszki w gm. Jeleniewo, uwielbia jeździć rowerem i gotować. Na szkolny piknik potrafi zrobić nawet 50, albo i więcej kartaczy! Ale mieszkańcy Prudziszek, w których rządzi od niemal trzech lat, widują ją także na drzewach z sekatorem w ręku. Albo z pędzlem, jak maluje swoje lub szkolne płoty. A jak trzeba, to bierze worek i sprząta wokół ustawionej w środku wsi wiaty dla rowerzystów. Nie chce, by turyści mówili o wsi źle.

- Czasem trzeba zrobić coś dla ogółu - przyznaje. - A przy okazji zachęcić innych do działania.

Wychowała się i wykształciła w Suwałkach. Założyła rodzinę i dziewięć lat temu postanowiła przenieść się pod miasto. Wybrała Prudziszki, bo spodobało się jej niewielkie, położone na uboczu gospodarstwo. A poza tym, wieś jest dobrze zlokalizowana, przy wojewódzkiej drodze.

W Suwałkach Chmielewska była instruktorką nauki jazdy. Po przeprowadzce na wieś zrezygnowała z etatu, zajęła się domem, wychowaniem dzieci i rzuciła się w wir pracy społecznej. A było co robić. Mieszkańcy walczyli bowiem o utrzymanie szkoły - niewielkiej i potwornie zniszczonej. Prowadziło ją i wciąż prowadzi stowarzyszenie Edukator. Ale nikt nie ma wątpliwości, że bez pomocy rodziców na drzwiach budynku już dawno wisiałaby kłódka.

- Porządkowaliśmy teren wokół budynku, malowaliśmy izby lekcyjne - wspomina sołtyska.

Potrzebne były też pieniądze. Rodzice organizowali więc wiejskie pikniki, na których sprzedawali setki kartaczy, czy kilogramy ciast, by zebrać jak najwięcej środków. A te szły na wymianę okien, pieca do ogrzewania, czy dachu. Dziś placówka może świecić przykładem. Budynek jest zadbany, a dziećmi, choć jest ich mało, zajmuje się profesjonalna kadra. Efekty? Bez problemu radzą sobie w suwalskich szkołach ponadpodstawowych.

- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że placówka zostałaby zlikwidowana - mówi Chmielewska. - To nie tylko szkoła, ale też miejsce naszych spotkań. Organizujemy tam m.in. damskie wieczory przy herbatce. Panowie zostają wtedy w domach, z dziećmi, a my mamy czas na babskie pogaduchy.

Pani Urszula jest pierwszą sołtyską w Prudziszkach. Wcześniej, przez cztery kadencje, wsią rządził mężczyzna. Ale oddał władzę, bo - jak mówił - czuł się zmęczony. Padło na Chmielewską.

- Obawy? Nie, lubię pracę społeczną - tłumaczy. - Oczywiście, że funkcja ta zajmuje trochę czasu, ponieważ trzeba wyjść do ludzi, porozmawiać z nimi i poznać ich potrzeby.

Sołtys jest bowiem pośrednikiem pomiędzy mieszkańcami wsi a wójtem. Niektórzy żartują, że w mało wygodnym położeniu, bo między młotem a kowadłem. Ale trzeba jakoś sobie radzić. Pani Urszula wyznaje zasadę, że uśmiechem można zdziałać więcej, niż krzykiem. I, jak do tej pory, dobrze na tym wychodzi. Wieś pięknieje i się rozwija. Liczy ponad trzystu mieszkańców i z roku na rok jest ich coraz więcej.

- Staramy się, aby nasze sołectwo świeciło przykładem - mówi Chmielewska.

Został już wyremontowany przydrożny krzyż, przy którym odbywają się nabożeństwa z okazji święcenia pól, równane są drogi i organizowany plac zabaw.

- Pomysłów nam nie brakuje, ale ich realizację ograniczają skromne środki na koncie - zauważa rozmówczyni.

Mieszkańcy Prudziszek wiele inicjatyw realizują społecznie. A chętnych do pracy nie brakuje. Podobnie jak problemów, w tym rodzinnych tragedii. Kilka lat temu o wsi było głośno, bo brat zabił brata. Ich matka została teraz sama, w pustym domu.

- To bardzo sympatyczna kobieta - podkreśla sołtyska. - Odwiedzam ją, gdy tylko mam czas.

Chmielewska zapowiada, że jeśli mieszkańcy jej zaproponują, to będzie startować w nadchodzących wyborach i rządzić wsią kolejne cztery lata. Natomiast Anna Wojciechowska z Krzywego, po cichu szykuje się na drugą, tym razem społeczną emeryturę.

- Jeśli znajdzie się ktoś młody, energiczny, może zrobi więcej - zastanawia się głośno.

Ale szybko raczej tego nie sprawdzi. Bo mieszkańcy Krzywego nawet słyszeć nie chcą o zmianie sołtysa. Mówią, że lepszego nie znajdą, choćby szukali ze świecą.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Kuriera Porannego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Kuriera Porannego
  • codzienne e-wydanie Kuriera Porannego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Helena Wysocka

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.