Agata Kilon: Dopóki nie masz swego kota, nie wiesz, że je lubisz

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Urszula Ludwiczak

Agata Kilon: Dopóki nie masz swego kota, nie wiesz, że je lubisz

Urszula Ludwiczak

Jeden kot w domu to zwykle rozpieszczony książę czy księżniczka. Trzeba mu stale dogadzać - mówi Agata Kilon, miłośniczka kotów i prezes Fundacji Kotkowo z Białegostoku. - Dlatego lepiej mieć dwa koty...

Mówią na panią „kociara” czy „kocia mama”?

Agata Kilon: Chyba nie. To raczej dobre dla starszej pani... Poza tym to określenie nie zawsze wszystkim dobrze się kojarzy.

A ja staram się promować odpowiedzialne bycie „kocią mama”. Nie bezmyślne wyrzucanie wątróbki przez okno na chodnik z 4 piętra, tak aby sobie leżała i wszystkim przeszkadzała. Staram się uczyć karmicieli czy też osoby zajmujące się kotami, aby to było mądre. Z różnym skutkiem, bo na naukę niektórzy są odporni, ale często się to udaje. Chodzi o to, aby nie tylko karmić bezdomne koty, ale i nie przeszkadzać przy tym innym mieszkańcom. Żeby to nie było za bardzo na widoku, aby zwierzaki nie brudziły. I żeby były wysterylizowane. Bo jak się tylko karmi i obrasta potem w stado 30-40 sztuk, to może komuś przeszkadzać.

Czyli nie jest tak, że idzie pani osiedlem, a za panią podąża 40 kotów z okolicy, bo wiedzą, że nadeszła pora karmienia...

Nie. Zresztą to stereotyp, że to tak wygląda. Ja staram się wprowadzać dobre wzorce, jak to można rozwiązać.

W 2007 r. na naszej działce żyło ze 40 bezdomnych kotów. Na szczęście udało się część z nich oddać, część wysterylizować. Teraz jest tam 5-6 kotów, to akurat tyle, ile trzeba. To tzw. koty publiczne, dokarmiane przez działkowców, jest też dyżurna publiczna pani karmicielka, która o nie dba, niezależnie od tego, czy dostaną coś z grilla czy nie.

A jak wygląda sytuacja z bezdomnymi kotami w Białymstoku?

Nieźle. Miasto co roku daje środki na to, aby koty sterylizować i dokarmiać. Kupuje im na zimę piękne drewniane domki.

Jest u nas taka instytucja jak społeczny opiekun kotów. To ok. 220 osób, zapisanych w urzędzie miasta jako zajmujące się kotami. Staramy się, aby to były osoby odpowiedzialne i wyedukowane. One otrzymują karmę na zimowe dokarmianie i domki do postawienia w miejscach, gdzie nie będą przeszkadzać i jest zgoda administracji.

To schroniska dla kotów już u nas nie trzeba?

Tu zdania są podzielone. Schronisko to w wielu przypadkach na pewno byłoby łatwe rozwiązanie, np. gdy umiera starsza osoba i zostaje kot. Ale dla takiego zwierzaka schronisko to wyrok śmierci, on sobie tam nie poradzi, nie przebije przez młodsze. Dlatego my stoimy na stanowisku, że kot jest takim samym spadkiem jak mieszkanie. My możemy pomóc w opiece, czy pomóc wyadoptować. Ale nie będziemy go zabierać do klatki. Dla takiego zabranego z kanapy kotka, cierpienie będzie ogromne.

Mamy też w mieście kilka domów zastępczych. Tu trafiają koty czekające na adopcję, na stały dom. Takich domów nam zawsze brakuje, zwłaszcza latem. A to może być świetne rozwiązanie dla osób, które nie mogą mieć kota na stałe, bo np. często wyjeżdżają. Ale może wziąć kota czy kociaki na trochę, poprzytulać, poleczyć. A jak się zakocha w kotku, to zostawić na zawsze. Bo to też się zdarza.

Kotkowo działa już niemal 10 lat. Ile kotów przez ten czas się przewinęło przez wasze ręce?

Kilka tysięcy na pewno. Standardowo co roku mamy ok. 300 adopcji naszych podopiecznych, gdy podpisujemy umowy adopcyjne. Ale pomagamy też w adopcji innych kotów, tzw. gościnnych. Zajmujemy się też kotami wolno żyjącymi, rocznie wykonujemy 600-1000 sterylizacji.

A pani ile ma kotów w domu?

Teraz tylko dwa, Słonika i Szczoteczkę. Kiedyś były cztery. Ale moja pierwsza kotka, Nokia, rok temu przeniosła się do krainy wiecznych łowów. A wcześniej jeden kot musiał znaleźć nowy dom, bo Nokia go tłukła.

Ale 2-3 koty to w sam raz. Jak ktoś ma warunki, to może mieć i 5 czy 6. Ale już nie 10 czy 20. To nie jest dobre. Nie daje się im odpowiedniej uwagi, one między sobą toczą walki dominacyjne, mogą znaczyć teren. To naturalne w takim stadzie.

Ale jest coś w powiedzeniu, że „posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania drugiego”?

Tak, zdecydowanie. W pewnym momencie nasz pupil potrzebuje towarzystwa, to rodzi zdrową konkurencję. Jeden kot w domu to zwykle rozpieszczony książę czy księżniczka. Trzeba mu stale dogadzać, a on w zamian często nie bardzo nas obdarza względami. Bo jest jeden i wie, że jesteśmy na niego skazani. A jak pojawia się drugi, to z miski szybciej znika jedzenie, jest też konkurencja do głaskania i kolan. To bardzo wychowawcze dla kota.

Wbrew powszechnej opinii, dwa koty to nie są większe koszty. Marnuje się mniej jedzenia. Może być jedna kuweta. A patrzenie na kotki, które się bawią, to lepsze niż Animal Planet. Niektórzy nie potrzebują telewizora tylko dwóch kotów do zabawy.

Coś jest w tych zwierzętach, co ludzi fascynuje. Jak to powiedziała Wisława Szymborska: „Panu Bogu nic się nie udało, z wyjątkiem kotów”. Ale też dużo prawdy jest w powiedzeniu, że „psy mają swoich panów, a koty - służących...”

Koty są bardzo niezależne. A ludzie mają skłonność do podporządkowania sobie zwierząt, tymczasem kota nie zmusimy do niczego. On może łaskawie zrobić to, co chcemy, ale tylko, gdy ma w tym interes. I uważa, że to nie my go wytresowaliśmy, ale że to on wytresował nas.

Kot jest subtelny w wyrażaniu emocji, ale też bardzo przywiązuje się do właściciela. Ale to nie jest takie oczywiste i proste do zauważenia.

Na przyjaźń i uwagę kota trzeba zasłużyć.

Tak. A najciekawsze, że koty zwykle idą do tych osób, które nie zabiegają o ich względy. Gdy mamy gości, kot zwykle podejdzie do tej osoby, która nie zwraca na niego uwagi. Aby udowodnić, jaki jest fajny i że trzeba go lubić.

17 lutego to Międzynarodowy Dzień Kota. To święto obchodzone od niedawna, ale znaczy chyba, że miłośników tych zwierząt jest coraz więcej?

W obecnych czasach coraz więcej ludzi ma koty. Psy oczywiście są cudowne, ale trzeba je wyprowadzać. A gdy dużo pracujemy i długo nie ma nas w domu, zostawienie kotu kuwety nie zaowocuje tym, że jak wrócimy do domu będzie tam brudno. Chyba że kot zdenerwuje się, że nas nie ma, a on nie ma też kolegi do zabawy. Jak są dwa koty, zajmują się sobą, wystarczy, że je karmimy, a one może zauważają wieczorem, że pani od sprzątania kuwety wraca z pracy... Generalnie znaczenie kotów wzrasta, jest ich coraz więcej.

A dopóki ktoś nie ma kota, zwykle nie zdaje sobie sprawy, że je lubi.

Akcja sterylizacja

Przy okazji Dnia Kota Fundacja Kotkowo zachęca do sterylizacji tych zwierząt. W wybranych lecznicach w Białymstoku w dniach 20 lutego-20 marca można wykonać zabiegi w promocyjnych cenach. Szczegóły na www.kotkowo.pl.

Mamy talon na bezpłatną sterylizację lub kastrację kotki lub kocurka. Otrzyma go osoba, która napisze jako pierwsza, za co najbardziej kocha swego kota. Na maila czekamy w piątek, 17 lutego, o godz. 14 pod adresem: pupile@poranny.pl

Urszula Ludwiczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.