Białostoczanki odnalazły się w Anglii. I teraz razem kręcą biznes

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Marta Laszewicz

Białostoczanki odnalazły się w Anglii. I teraz razem kręcą biznes

Marta Laszewicz

Młode, zdolne i przebojowe dziewczyny pierwszy raz wyjechały do Londynu kilkanaście lat temu. Ze słyszenia znały się już w Białymstoku, ale nigdy nie spotkały się w Polsce. Na Wyspach rozkręciły wspólny interes. Zaczęły od darmowych porad prawnych dla rodaków

- Słyszałyśmy o sobie same dobre rzeczy, ale każda zajmowała się swoim życiem - opowiada Sylwia Guminus. - Los nie dał nam okazji, żeby spotkać się w Białymstoku - dodaje Paulina Kosior.

Sylwia skończyła filologię angielską. Po licencjacie stwierdziła, że nie ma większego sensu studiować tego samego na drugim stopniu. A z drugiej strony chciała iść w kierunku biznesu. ­

- Do tego mnie zawsze jakoś ciągnęło - opowiada. I dlatego zaczęła szukać czegoś innego. Ale już w Anglii.

- Najpierw zależało mi, żeby szybko skończyć nowy kierunek - wspomina Sylwia. - To miały być jednoroczne studia.

Chciała znaleźć coś, co da jej i wiedzę, i doświadczenie. I tak z planowanych jednorocznych studiów, Sylwia rozpoczęła trzy lata nauki. - To była prawdziwa szkoła życia - wspomina.

W międzyczasie pracowała jako nauczycielka, pomoc menedżerska związana z modą czy tłumaczka. To ostatnie wymagało przyjazdów do Polski. I wtedy poznała swojego męża, który stał się inspiracją do założenia firmy.

Bała się krwi, więc została prawnikiem

Paulina od zawsze chciała pomagać ludziom. Jej rodzice z kolei marzyli, by poszła w ich ślady i została lekarzem. - Ale mnie interesowało zupełnie coś innego. A może najlepszym wytłumaczeniem jest to, że po prostu bałam się krwi - śmieje się prawniczka. - Ewentualnie w grę wchodziła jeszcze weterynaria. Ale ostatecznie skończyło się na pomocy prawnej.

Paulina pierwszy raz wyjechała do Anglii po pierwszym roku studiów.

- To dlatego, że chciałam poznać tajniki prawa angielskiego - opowiada.

Na Wyspach początkowo pracowała w firmie windykacyjnej. A to pomogło jej w założeniu własnej kancelarii w Białymstoku i nawiązaniu stałej współpracy z firmą Sylwii.

Dziewczyny trafiły na siebie jednak dopiero na emigracji. Obie kontaktowały się w sprawach zawodowych z jednym przedsiębiorstwem. - Na początku to były tylko relacje zawodowe, a potem się zaprzyjaźniłyśmy - relacjonuje Paulina.

I tak od spotkania do spotkania, od słowa do słowa, powoli wykluwał się pomysł założenia własnej działalności. - Obserwowałyśmy ludzi wokół siebie - mówi Paulina.

Rozwód scementował ich przyjaźń

A oprócz tego w grę wchodziły jeszcze sprawy osobiste. - Moje pierwsze małżeństwo zakończyło się fiaskiem. Musiałam się rozwieść w Anglii - wspomina Sylwia. - I wtedy zaczęły się schody. Cała ta papierologia, pisanie pism do sądu, stawianie się w odpowiednim urzędzie. To był koszmar. We wszystkim pomagała mi Paulina i dlatego mogę śmiało powiedzieć, że przeszłyśmy przez rozwód razem.

W międzyczasie Sylwia zajęła się sprawami ojca, który prowadził firmę budowlaną. - On też zawsze miał kłopoty z pozwoleniami, które trzeba załatwić z urzędami - mówi Sylwia. - Irytowało go to, że nie ma w Anglii miejsca, gdzie może załatwić wszystko od ręki.

Kobiety nadal pracowały w różnych firmach, ale często zdarzało się, że pomagały innym osobom w podobnych sytuacjach.

- Ludzie dzwonili do nas i prosili, żeby sprawdzić czy wezwanie do zapłaty faktycznie jest konieczne albo czy powinni wykonać przelew, którym straszy ich były pracodawca - streszcza Sylwia. - Zaczęłyśmy rozglądać się wokół siebie i czytać potrzeby ludzi. Z perspektywy mogę powiedzieć, że to był klucz do sukcesu - dodaje Paulina.

Chodziło o przyziemne sprawy, z którymi borykają się obcokrajowcy nieznający prawa państwa, w którym żyją. Paulina miała już spore doświadczenie w poradach prawnych.

- W pierwszej firmie, w której pracowałam w Anglii zajmowałam się głównie windykacją - mówi. - To częsty problem Polaków, którzy nieświadomie podpisują umowę z landlordami (osoby wynajmujące mieszkania, ich właściciele - przyp. red). A ci, bardzo często na tym bazują - przyznaje prawniczka. I dodaje, że czasem wystarczy zwrócić uwagę na jeden zapis w umowie, który powoduje, że landlord nie może mieć wobec lokatora żadnych roszczeń.

Chciały pomagać rodakom za granicą

Kobiety usiadły przy kawie i zaczęły rozmawiać o założeniu firmy. Po burzy mózgów wiedziały, że chcą ułatwić rodakom życie w zakresie prawa poza krajem.

- I tak pomagałyśmy ludziom, bo to był nasz cel. To cudowne uczucie wiedzieć, że można zmienić czyjeś życie na lepsze. Potem przyszła pora, żeby zacząć na tym zarabiać pieniądze - mówi Sylwia. - Ale wcześniej pytałyśmy też znajomych czy w ogóle takie miejsce jest potrzebne. I czy skorzystaliby z porad prawnych, gdyby taka firma rzeczywiście istniała.

- Przyjaciele zastanawiali się tylko, dlaczego nikt wcześniej na to nie wpadł. I jednogłośnie odpowiedzieli, że to genialny pomysł - opowiada Sylwia. - Bo oczywiście w Anglii są kancelarie. Ale żadna z nich nie prowadzi obsługi online w języku polskim. I nie zajmuje się zatrudnieniem od początku do końca - wyjaśnia Paulina.

Dziewczyny teraz doradzają pracownikom szeregowym, ale też właścicielom firm.

- Prowadzimy kompleksową obsługę dla Polaków, którzy chcą pracować w Anglii, a jeszcze są w Polsce. Pomagamy im też na miejscu - tłumaczy Sylwia.

Bo nie wszyscy na przykład budowlańcy znają prawo budowlane od podszewki.

- Często jest tak, że pracodawcy wymagają ukończenia kursu BHP przed zatrudnieniem. I nawet o tym nie mówią - wyjaśnia Paulina. - Ostatnio w firmach, które zatrudniają Polaków pojawiają się kontrole. Pracownicy są proszeni o streszczenie umowy, którą się podpisało. Jeśli Polak zawarł umowę w języku angielskim i nie potrafi skleić w tym języku trzech zdań, zapłaci za to i pracodawca, i sam pracownik. Inaczej jest, jeśli umowa była podpisana w języku polskim. A my takie właśnie przygotowujemy.

Działają również w Polsce

Dziewczyny działają też na terenie Polski. - Jesteśmy w stanie obsłużyć klienta, który mieszka w Wielkiej Brytanii, a dostał właśnie spadek w Białymstoku. Nie musi tu specjalnie przylatywać - dodaje Paulina.

Ale to nie koniec. W kontekście Brexitu wspólniczki liczą na jeszcze lepszą sytuację firmy. - Nastroje są nieciekawe i trochę nacjonalistyczne, szczególnie w mniejszych miastach. Ale to nie zmienia faktu, że Polacy będą musieli jeszcze bardziej podnosić swoje kwalifikacje - mówi Sylwia.

Białostoczanki planują też ekspansję na inne rynki europejskie. Chcą w ciągu trzech lat dotrzeć do rynków większości stolic.

Marta Laszewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.