Bokser miał sieć agencji towarzyskich

Czytaj dalej
Fot. Facebook
Alicja Fałek

Bokser miał sieć agencji towarzyskich

Alicja Fałek

Kryniczanin Dawid Ś. stał na czele grupy przestępczej. Janusz Hajduga, trener klubu Astra z Krynicy, wciąż nie może uwierzyć, że jego wychowanek, mógł stworzyć sieć agencji towarzyskich w prywatnych domach. 27-letni bokser został aresztowany przez krakowskich policjantów, a prokurator postawił mu kilka zarzutów. Grozi mu 10 lat.

- Ciężko w to uwierzyć, że ten młody chłopak, który swoimi zwycięstwami promował Krynicę w Polsce i za granicą, mógł się czymś takim zajmować - mówi burmistrz Dariusz Reśko.

- To mądry, dojrzały człowiek. Po studiach. Informację o jego aresztowaniu przyjąłem z niedowierzaniem - podkreśla trener Hajduga. - Dawid jeszcze niedawno przygotowywał się do grudniowej walki, w czasie której miał bronić pasa Międzynarodowego Mistrza Słowacji - dodaje.

Krynicki bokser na ringu się nie pojawi. Do stycznia będzie przebywał w tymczasowym areszcie. Tak zdecydował sąd na wniosek prokuratury. Śledczy ustalili, że kryniczanin w 2014 r. założył grupę przestępczą. Wraz ze znajomym i dwoma kobietami stworzył sieć agencji towarzyskich w prywatnych mieszkaniach m.in. w Nowym Sączu, Limanowej, Gorlicach i Rzeszowie. Kobiety do pracy werbował przez internet oferując dobrze płatne zatrudnienie, lokal i... środki czystości.

Zatrzymany 27-letni mieszkaniec Krynicy, który według prokuratury stał na czele grupy przestępczej werbującej kobiety do uprawiania prostytucji i czerpiącej z tego korzyści majątkowe, to odnoszący sukcesy w kickboxingu Dawid Ś. Znali go tu wszyscy, nawet burmistrz przyznawał mu odznaczenia za osiągnięcia sportowe. Nikt nie podejrzewał, czym może się zajmować.

Przyjmowały w mieszkaniu

Zorganizowaną grupę przestępczą od dawna na celowniku mieli policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Śledztwo prowadzili pod nadzorem tamtejszej prokuratury okręgowej. Ustalili, że grupę w 2014 r. założył właśnie Dawid Ś. Wraz ze swoim znajomym i dwiema kobietami stworzyli sieć agencji towarzyskich w prywatnych mieszkaniach na terenie Krynicy, Limanowej, Wadowic, Gorlic, Rzeszowa i Krosna. To właśnie w nich kobiety przyjmowały klientów.

Jedno z mieszkań znajdowało się w bloku przy ul. Józefa Marka w Limanowej. Mieszkańcy, kiedy tylko zorientowali się, interweniowali u właściciela.

- Podejrzewam, że on sam nie wiedział, na jakie cele wynajmuje mieszkanie - twierdzi 35-latek, który mieszka w tym bloku.

Prostytutki widywane były przez mieszkańców z pobliskich osiedli. - Spacerowały pod blokiem, czekając na swoich klientów. Wystarczyło popatrzeć na ich strój, by domyślić się, kim są - mówi ok. 40-letnia kobieta, która codziennie wyprowadza psa w okolice ul. Józefa Marka. Jak zaznacza, „klienci” przychodzili o każdej porze dnia i nocy.

- To był koszmar. Jestem wierzącą osobą i nie mogłam się pogodzić z tym, że pod dachem mojego bloku dzieją się takie rzeczy - denerwuje się 45-latka. Z informacji, jakie przekazali nam mieszkańcy, wynika, że w mieszkaniu były zawsze dwie kobiety, które co jakiś czas się zmieniały.

Anonse w internecie

Jak ustalili śledczy, dziewczyny do pracy były werbowane poprzez ogłoszenia, które przestępcy umieszczali na portalu internetowym z anonsami erotycznymi. - To tu, w zakładce „praca” można było znaleźć informację o dobrze płatnym zatrudnieniu, gdzie pracodawca zapewniał lokal i środki czystości - wyjaśnia kom. Grzegorz Gubała, rzecznik prasowy małopolskiej policji. - Tak zwerbowali nawet kilkadziesiąt kobiet.

Następnie dziewczęta trafiały do wcześniej wynajętych przez kryniczanina mieszkań. Umowy najmu na dane innej osoby zawierał Dawid Ś., posługując się nie swoim dowodem osobistym.

- W grupie przestępczej panował ścisły podział ról i zadań. Mieszkaniec Krynicy organizował też sesje fotograficzne prostytuującym się kobietom - dodaje kom. Gubała. - Zdjęcia trafiały następnie do internetu. Mężczyzna nadzorował także „pracę zatrudnianych” kobiet, jak i pozostałych członków grupy.

Drugi z przestępców, 29-letni Kazimierz B., sprawował stały nadzór nad agencjami i zapewniał „ochronę” kobietom. Zbierał również pieniądze za tzw. dniówki. - Od każdej kobiety pobierał po 150 złotych za dzień - zaznacza rzecznik małopolskiej policji.

W szafce miał maczety

Grupa przestępcza została rozbita 11 października. Policjanci z wydziału kryminalnego oraz dochodzeniowo-śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie tego dnia weszli równocześnie do 12 mieszkań i domów na terenie Małopolski, Podkarpacia, jak i województwa kujawsko-pomorskiego.

W czasie przeszukań pomieszczeń funkcjonariusze zabezpieczyli telefony komórkowe i dokumenty dotyczące wynajmu mieszkań.

W miejscu zamieszkania Dawida Ś. śledczy znaleźli pałki, maczety, kastety, gaz łzawiący oraz broń, na posiadanie której wymagane jest pozwolenie.

- Mężczyzna usłyszał zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, czerpania korzyści majątkowej z cudzego nierządu, posługiwania się nie swoim dowodem osobistym, a także nielegalnego posiadania broni - wylicza prokurator Janusz Hnatko, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie. - Trwają czynności mające na celu ewentualne doprecyzowanie zarzutów stawianych podejrzanym. W tym celu są badane zabezpieczone nośniki, między innymi dyski komputerowe.

Pozostali członkowie grupy usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, jak również czerpania korzyści majątkowych z cudzego nierządu.

Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla całej czwórki.

Miejscowi są tym zdumieni

- Ciężko w to uwierzyć, że ten młody chłopak, który swoimi zwycięstwami promował Krynicę w Polsce i za granicą, mógł się czymś takim zajmować - mówi Dariusz Reśko, burmistrz uzdrowiska. - Jestem w szoku, ale nie feruję wyroku. Dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem, trzeba myśleć, że jest niewinny.

Jednak na 27-latku ciążą poważne prokuratorskie zarzuty, które grożą pozbawieniem wolności nawet na okres dziesięciu lat.

W to, że Dawid Ś. był zdolny do kierowania grupą przestępczą, nie może uwierzyć również jego trener.

- Znam go od lat, to mój wychowanek. Nigdy bym nie przypuszczał, że mógłby się dopuścić takiego przestępstwa - podkreśla Janusz Hajduga, trener klubu Astra z Krynicy-Zdroju. - To mądry, dorosły człowiek, po studiach. Zawsze był grzeczny.

Podkreśla, że informację o jego aresztowaniu przyjął z niedowierzaniem.

Trener Hajduga zaznacza, że Dawid Ś. bardzo dobrze rokował. Przed rokiem na gali Fight Night pokonał reprezentanta Węgier Lukácsa Balázsa zdobywając pas Międzynarodowego Mistrza Słowacji.

To był kolejny sukces na koncie kryniczanina w tajskim boksie i kickboxingu. Ostatnio przygotowywał się do kolejnej gali. W grudniu miał bronić zdobytego tytułu.

- Jest mi przykro, ale też nie mogę odpowiadać za to, co robią moi zawodnicy poza klubem - dodaje Hajduga. - Niestety jego działanie rzutuje negatywnie na cały klub. Przez ponad 20 lat działalności nigdy nie mieliśmy sytuacji, o której teraz rozmawiamy.

To, co dzieje się wokół 27-latka, nie mieści się w głowie burmistrzowi Krynicy, który zaznacza, że bardzo dobrze zna rodziców boksera.

- To sympatyczni ludzie, którzy angażują się w życie uzdrowiska. Działają przy parafii - mówi Dariusz Reśko. - Samego Dawida znam jedynie ze spotkań w urzędzie, bo nieraz zapraszałem go, żeby wręczyć upominek za kolejny sukces. Zawsze był jednak uprzejmy i sprawiał wrażenie ułożonego...

Współpraca: Krystyna Trzupek

Alicja Fałek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.