Chcę pomóc Jezusowi zbawić świat. Wiem, że moje cierpienie ma sens

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Szkocki
Maciej Pieczyński

Chcę pomóc Jezusowi zbawić świat. Wiem, że moje cierpienie ma sens

Maciej Pieczyński

Dorota trafiła do Sióstr Uczennic Krzyża ciężko chora. Cudem uniknęła śmierci. Z rodzinnego domu, w którym uprawiano okultyzm, wykradł ją ksiądz. Bóg był wtedy dla niej zupełnie obcy.

Dorota Bakun urodziła się z niewydolnymi nerkami. – W dzieciństwie, zamiast biegać z dziećmi na podwórku, większość czasu spędzałam w szpitalu. Wtedy buntowałam się, nie mogąc pogodzić się z cierpieniem – wspomina Dorota. - Gdy miałam 18 lat, lekarze powiedzieli mi, że moje nerki przestały pracować i muszę zacząć dializy. Leczenie wiązało się z dużą liczbą ograniczeń. Nie chciałam się z tym pogodzić, jako młoda, pełna życia osoba – mówi.

Jak przyznaje, w tamtym czasie nie wiedziała nawet, kim jest Jezus. Zanim go poznała, przeżyła prawdziwe piekło na ziemi. I nie jest to żadna efektowna metafora. Ze Złym musiała się zmierzyć już w dzieciństwie. – Pochodzę z rodziny niewierzącej, w której uprawiało się magię – mówi. – Chodziliśmy do szamana, odprawialiśmy magiczne obrzędy na podstawie książek z czarami.

Dorota praktycznie od urodzenia była wychowywana w okultyzmie. Co gorsza, rodzice, kierowani przesądami, nie chcieli leczyć niewydolności nerek u córki. Nie ufali lekarzom. Dorocie zabraniali jeździć na dializy. Wysyłali ciężko chorą córkę do bioenergoterapeutów, co oczywiście nie przynosiło żadnych pozytywnych skutków dla jej zdrowia. Gdy w końcu jednak sytuacja była na tyle poważna, że dziewczyna trafiła do szpitala, jej matka i babcia wykradły ją stamtąd. Była w bardzo złym stanie. Było o krok od tragedii. Życie dziewczyny uratowali policjanci. Ze względu na stan zdrowia i niepełnoletność dwunastoletniej wówczas Doroty, siłą odebrali ją rodzicom i z powrotem umieścili w szpitalu. Dziewczyna uniknęła śmierci, ale jej rodzinna gehenna trwała dalej. – Bili mnie, stosowali różnego rodzaju kary – przyznaje. – Była przemoc fizyczna i psychiczna.

Brak szacunku ze strony rodziny powodował, że Dorota nie była też nauczona szacunku do siebie samej. – Miałam, powiedzmy, „szemrane” towarzystwo. Nie wiedziałam, co to miłość... Nie interesowało mnie to, czy kogoś krzywdzę czy nie – przyznaje.
Matka Doroty nienawidziła wszystkiego, co związane jest z Kościołem. – Miała w zwyczaju wydzwaniać do księży tylko po to, żeby ich obrazić – mówi dziewczyna. W nieco lepszej sytuacji była jej młodsza siostra. Jej matka tak bardzo nie kontrolowała.

Siostra Doroty chodziła do kościoła, była wierząca. Dzięki temu cała historia zakończyła się szczęśliwie… – Z rodzinnego domu wykradł mnie ksiądz, znajomy mojej siostry – mówi Dorota. Trafiła do Sióstr Uczennic Krzyża, które zaopiekowały się nią, mając świadomość, że dziewczyna, choć cudem uniknęła śmierci, uciekając z piekła rodzinnego domu, to jednak wcale nie zamierza okazywać za to wdzięczności Bogu. On był dla niej obcy. Przynajmniej na początku. Mimo dotychczasowych cierpień, okultyzm wciąż był mocno zakodowany w jej podświadomości. – Jeszcze mieszkając u sióstr, praktykowałam magię. Czytałam książki: „Magiczna moc czarów” i „Jak osiągnąć sukces”, które zdążyłam zabrać z domu – przyznaje. – Powiem szczerze, że na początku, gdy trafiłam do sióstr i zobaczyłam, co robią, jak się zachowują, to pomyślałam, że to wariatki. Cały czas się modliły, a ja nie miałam pojęcia po co i co to oznacza.

Siostry dużo modliły się za mnie. Ale też opowiadały mi wciąż o Jezusie, jak małemu dziecku, które dopiero coś poznaje, odkrywa jakąś nową tajemnicę. Tłumaczyły, że Jezus jest lepszy od magii – mówi Dorota. – Z czasem zaczęłam Go poznawać. Z Jezusem jest zdecydowanie łatwiej cierpieć. Zaczęłam przyjmować cierpienie i coraz bardziej się zakochiwać w Krzyżu. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez Niego.

„Wokół nas dzieje się bardzo dużo zła. Dlatego chcę pomóc Jezusowi zbawić świat, chcę cierpieć za nas wszystkich razem z Nim”
Andrzej Szkocki „Wokół nas dzieje się bardzo dużo zła. Dlatego chcę pomóc Jezusowi zbawić świat, chcę cierpieć za nas wszystkich razem z Nim”

Dorota dotarła więc do Jezusa poprzez cierpienie, które z powodu nieuleczalnej choroby od dziecka było w pewnym sensie jej krzyżem. O ile jednak kiedyś musiała go nieść samotnie, o tyle wiara w Boga i wiążące się z nią wartości pozwalają tę samotność przezwyciężyć. Dorota już nie cierpi sama. Swoje cierpienie oddaje także za innych. – Każde moje cierpienie, każdy mój ból ofiarowuję w różnych intencjach – mówi. – Prowadzę też zeszyt z intencjami. Modlę się też w intencjach, które przynoszą mi inni ludzie. Proszą o modlitwy w różnych sprawach. W intencji nawrócenia, zdrowia, poczęcia dziecka, powołania…

– Obecność Doroty w naszym domu jest wielkim darem – mówi siostra Redempcja, Uczennica Krzyża. – Oczywiście, obecność w naszym domu mogła pomóc jej w jakiś sposób odnaleźć wiarę, ale dziś także my wiele się od niej uczymy. Przykładem dla nas jest prostota i szczerość jej wiary, zaufanie, jakim obdarza Boga. Bardzo wiele o Dorocie mówi pewien zwyczaj. Przed każdym wyjazdem na dializę przychodzi do kaplicy i modli się przy Krzyżu Jezusa. Modląc się mówi, że „zabiera” ze sobą do szpitala igły z korony cierniowej Chrystusa, żeby choć w ten sposób ulżyć Mu w cierpieniu. Ta niemal dziecięca ufność, otwartość, szczerość jest urzekająca. Nie ma to nic wspólnego z jakimś infantylizmem. To pokazuje, jak głęboko Dorota rozumie sens Męki Pańskiej. Chrystus Ukrzyżowany jest blisko wszystkich, którzy cierpią.

Pragnieniem Doroty jest pomagać Mu w tym cierpieniu za innych. To oczywiście skłania do refleksji. My, jako siostry z definicji ofiarujemy swoje życie Bogu poprzez konsekrację. Życie Doroty skłania nas do głębszej refleksji nad tym, na ile my jesteśmy skoncentrowane na swoich sprawach, swoich cierpieniach, a na ile potrafimy wczuć się w potrzeby drugiego człowieka i mu pomóc? Na ile jesteśmy w stanie wyjść poza siebie i zatroszczyć się o innych, przede wszystkich o ich zbawienie? Dorota przypomina ważną rzecz: Jezus już nie cierpi na krzyżu, ale Jego cierpienie wciąż jest obecne w świecie, i ważne, byśmy starali się wyciągać igły z koron cierniowych innych ludzi, byśmy przeżywając własny ból, nie zapominali o cierpieniach innych.

Ostatnio Dorota zaczęła modlić się o jeszcze więcej cierpienia. – Mam wiele intencji, a zbyt mało cierpienia – mówi. – Wokół nas dzieje się bardzo dużo zła. Dlatego chcę pomóc Jezusowi zbawić świat, chcę cierpieć za nas wszystkich razem z Nim.

Autor: Maciej Pieczyński

Maciej Pieczyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.