Jerzy Doroszkiewicz

Czy białostocki Doktor Żywago uwiedzie polską publiczność?

Rafał Drozd będzie kreował podczas premiery postać doktora Żywago, jego sceniczną kochanką Larą zostanie Agnieszka Przekupień. Fot. Jerzy Doroszkiewicz Rafał Drozd będzie kreował podczas premiery postać doktora Żywago, jego sceniczną kochanką Larą zostanie Agnieszka Przekupień.
Jerzy Doroszkiewicz

Operowa adaptacja musicalu wykorzystuje brzmienie orkiestry i taneczno-wokalne talenty chóru. Któż lepiej niż Polacy może pojąć brutalność rosyjskiej rewolucji będącej tłem pięknego romansu?

W nagrodzonej literackim Noblem powieści Borysa Pasternaka jest wszystko. Wielkie namiętności, wielka historia i bohater, który chce jedynie zachować przyzwoitość. W XX wieku to nie było łatwe.

Twórcy musicalowej wersji „Doktora Żywago” położyli nacisk nie tylko na romans żonatego lekarza z zamężną morderczynią. - Żywago, oprócz tego, że jest kochankiem, jest człowiekiem na tle historii - podkreśla Daniel Wyszogrodzki, autor polskiego tłumaczenia libretta musicalu. - To dobry, wyjątkowy człowiek na tle wyjątkowo nieludzkich czasów - dodaje. Kiedy porównuje wersję musicalową z obsypanym Oskarami i Złotymi Globami filmem z 1965 roku uważa, że na scenie opery walka o godność, wolność wewnętrzną, niezależność Jurija Żywago będzie dobrze widoczna.

Podobną opinię o kreowanym przez siebie bohaterze ma Rafał Drozd, który już w piątek wcieli się w doktora Żywago. - Porównuję postać Jurija do Ryszarda Kapuścińskiego. Jeden i drugi zawsze stali za biednymi, za człowiekiem. Obojętnie gdzie by byli - człowiek był dla nich najważniejszy - mówi z entuzjazmem Drozd. Wiadomo - jako widzowie lubimy stawać po stronie słabszych i pewnie polubimy uczciwego doktora poetę, jak polubili go kinomani na całym świecie, a wcześniej ci, którzy mieli szczęście powieść Pasternaka przeczytać. W Związku Sowieckim ukazała się po 40. latach od przyznania nagrody Nobla, w PRL do końca była zakazana. Legalnie na półkach księgarń pojawiła się w roku 1990. Dlatego przygotowywana przy Odeskiej polska prapremiera musicalu będzie miała wyjątkowy rozmach.

- Robimy wielki musical, dyrektor chciał, żeby było to coś spektakularnego, większego niż „Upiór w operze” - przyznaje Jakub Szydłowski, reżyser spektaklu.

Białostoczanie zetknęli się już z jego pracą, bo reżyserował w operze bajki muzyczne „Adonis ma gościa” i „Brzydkiego Kaczorka”. Był też odtwórcą roli Claude Bukowskiego w musicalu „Hair”.

Na potrzeby musicalu powstało ponad 500 kostiumów. Kostiumolożka Anna Chadaj musiała odtworzyć nie tylko carskie mundury, ale nawet łapcie z łyka. Efekt jest zachwycający.

Chcąc jak najwięcej opowiedzieć na scenie, choreograf Jarosław Staniek postanowił scenami tanecznymi na drugim planie dopowiadać to, co dzieje się w musicalu. A do dyspozycji oprócz solistów ma nie tylko świetnie śpiewający, ale i roztańczony chór opery.

- Czeka państwa mnóstwo emocji - od scen miłosnych poprzez sceny batalistyczne, po sceny śmierci - zapowiada prof. Violetta Bielecka, szefowa chóru. - I przepiękna muzyka - dopowiada Agnieszka Przekupień, sceniczna Lara. Premiera już w piątek.

Jerzy Doroszkiewicz

Piszesz, nagrywasz, tworzysz - może warto pochwalić się naszym Czytelnikom?

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.