Daje ubraniom drugie życie. Karolina, dziewięć lat temu musiała tłumaczyć, że upcycling, ma sens. Dziś ma zamówienia z Włoch, Indii

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Borucki
Urszula Kropiewnicka

Daje ubraniom drugie życie. Karolina, dziewięć lat temu musiała tłumaczyć, że upcycling, ma sens. Dziś ma zamówienia z Włoch, Indii

Urszula Kropiewnicka

Obserwuję ogromny wzrost zainteresowania ręcznie malowanymi ubraniami –  mówi białostocka projektantka Karolina Borucka. – Cieszy mnie, że teraz te rzeczy wzbudzają zachwyt, a nie – jak kiedyś – zdziwienie. Upcycling, przetwarzanie, przeszywanie – teraz to jest na topie, ale jeszcze 9 lat temu, kiedy zaczynałam, musiałam ludziom tłumaczyć, że ma to sens.

Suknia z makulatury i buty z butelek

Karolina już w przedszkolu szyła ubrania lalkom. Pod koniec nauki w szkole podstawowej wzięła udział w konkursie o tematyce ekologicznej. Stworzyła suknię z makulatury i foliowych torebek oraz buty z plastikowych butelek. I zajęła pierwsze miejsce!  Po liceum dostała się na architekturę.

– Nie czułam się mocna w rysunku, ale bardzo lubiłam upcycling , czyli przetwarzanie niepotrzebnych, zużytych przedmiotów np. meble „z odzysku”–  przyznaje Karolina.

Do dzisiaj pamięta też dzień, kiedy ją olśniło, czym chce się zajmować w życiu.

– Zupełnie przypadkowo kupiłam bluzkę z angielską metką, na której przeczytałam, że ta bluzka powstała  z dwóch starych sztuk odzieży: sweterka i jedwabnej chusty – wspomina. – Wtedy poczułam, że to jest właśnie to, co  chcę robić! Tak zrodził się pomysł na Ecoclo. Postanowiłam tworzyć ekologiczne ubrania. Teraz ten trend jest  znany, ale jeszcze dekadę temu nie było takiej mody, by – zamiast wyrzucać ubrania – dawać im nowe życie.

Eksperymentowała rozmaitymi technikami.

– Początkowo robiłam ubrania głównie dla siebie, ale, o dziwo, moimi projektami zainteresowała się rodzina i znajomi – wspomina z uśmiechem. – Pierwszą recenzentką była mama, której spodobał się filcowany kwiatami szalik. Gdy założyłam sklep online, to właśnie ona pozowała jako moja modelka do sesji sprzedażowej.

Dwustronna suknia ślubna

Latem Karolina brała na warsztat stare, czy z outletów bluzki i sukienki, na których – techniką zbliżoną do akwareli – malowała nowe wzory. Zimą zaś tworzyła miękkie aplikacje z wełny merynosów, którymi ozdabiała szale, swetry i berety.

– Jednak nie wszystkim klientom odpowiadało, że ubrania są przetwarzane, więc stworzyłam też drugą gałąź działalności i zaczęłam projektować je od samego początku – tłumaczy projektantka. – Wtedy powstała kolekcja dwustronnej odzieży RESTRUCTURE. Stworzyłam nawet suknię ślubną z jednej strony śnieżnobiałą, a z drugiej – wzorzystą, w kwiaty. Chciałam, żeby każdy element mojej kolekcji można było nosić na różne sposoby. Żeby te ciuchy nie nudziły się właścicielom i miały szansę dłużej ich cieszyć.

Córka na wybiegu

Jak przyznaje Karolina, początki jej działalności nie były łatwe. – Często widziałam zdziwienie: Co? W Białymstoku ktoś założy malowaną suknię ślubną? Nie ma szans, bo Białystok jest konserwatywny! Radzono mi, bym próbowała w innych częściach Polski. Ja jednak byłam uparta. Chciałam przekonać ludzi, że warto sięgać po ubrania unikalne, w których można czuć się wyróżnionym.

Przełomem był pokaz, który zorganizowała w jednym z białostockich kin. – W roli modelek wystąpiły wszystkie kobiety z mojej rodziny, od trzyletniej córki Zuzi, po 50-letnie ciocie. Były to modelki w różnych rozmiarach i różnym wieku. Każda z nich dwukrotnie pojawiła się na wybiegu – w stroju z kolekcji letniej z motywem malowanym oraz  filcowanym z kolekcji zimowej.

– Było to tak ekscytujące wydarzenie, że tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że właśnie tego potrzebuję do życia – uśmiecha się Borucka.

Później próbowała swoich sił w ogólnopolskich konkursach modowych: Off Fashion w Kielcach i „Srebrnej Pętelce” w Poznaniu w 2016 r.

– Razem z moją koleżanką Anią, która szyła moje projekty, znalazłyśmy się w gronie laureatów. Pamiętam jak od znanej projektantki Gosi Baczyńskiej pożyczałyśmy szpilki do ubrań – śmieje się Karolina. I przyznaje: – Chociaż nie wygrałyśmy tych konkursów, to sam fakt, że udało nam się tam wystąpić, był dla mnie ogromnym przeżyciem i sukcesem.

Ma zamówienia z Włoch, Indii i Australii

Na początku Karolina sprzedawała swoje ubrania przez internet, ale z czasem  zaczęła dostrzegać, że jednak większość klientek wolałaby odwiedzić ją w sklepie, dotknąć jej ciuchów, przymierzyć.

– Wynajęłam więc na moim osiedlu lokal i otworzyłam showroom, ale wciąż działam też w internecie – opowiada. I nie ukrywa, że jej projekty zaczęły podbijać świat.

– Miałam zamówienia z Włoch, Indii i Australii, lecz pandemia zahamowała tę dobrą passę. Wiadomo, artystyczna odzież nie jest pierwszą potrzebą – żali się Borucka. – Jednak nie poddałam się. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę –  kupiłam własny lokal i otworzyłam w nim sklep. Oczarował mnie klimat tego miejsca. Odnowiliśmy je z mężem  własnymi siłami zachowując jego stary urok – wspomina.

Wielu jej klientów doceniło ten ruch, bo teraz mogą przyjść do jej sklepu i zmierzyć ubrania, które wcześniej upatrzą sobie w internecie.

Welon dla dziewicy

Karolina maluje nie tylko różne części garderoby, ale też buty i torebki. Tworzy zarówno wzory o wyrazistych kształtach, jak i rozmyte, podobne do akwareli.

– Natomiast do zdobienia dzianiny stosuję filcowanie – wyjaśnia. – Jest to o tyle przyjemne, że zmiany mogę wprowadzić w każdym momencie, dodać lub odjąć kolejną warstwę. Z malowaniem zaś trzeba być bardziej ostrożnym, bo farby nie da się cofnąć.

Ostatnio dostaje  sporo zamówień na suknie dla druhen i dla matek panien młodych.

– Bo one chcą i powinny się wyróżniać wśród pozostałych weselnych gości – podkreśla Karolina. – Miałam też jedno bardzo ciekawe, spersonalizowane zlecenie. Kobieta szukała niezwykłej sukni, gdyż zdecydowała się przyjąć święcenia jako dziewica konsekrowana. I na tę okazję chciała mieć piękną szatę z welonem, całym wymalowanym w drobne kwiatuszki. To wymagało ode mnie precyzji i cierpliwości – uśmiecha się  projektantka.

Nie wyobraża sobie innej pracy niż ta, którą wykonuje.

– Jestem menadżerem, księgową, sprzedawcą, projektantką, a w międzyczasie jeszcze mamą dwóch córek – uśmiecha się. – I to daje mi szczęście. Choć momentami jest ciężko, to nie myślę o pracy na etacie.

Urszula Kropiewnicka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.