Głuchota nie jest przeszkodą, by mówić kilkoma językami i grać na kilku instrumentach

Czytaj dalej
Adam Jakuć

Głuchota nie jest przeszkodą, by mówić kilkoma językami i grać na kilku instrumentach

Adam Jakuć

- Co piąte dziecko zaczynające edukację szkolną ma problemy ze słuchem – mówi światowej sławy otolaryngolog, prof. Henryk Skarżyński, który odwiedził gminę Czyżew.

W tym roku wydał pan książkę pt. „Powrót Beethovena”. Z myślą o kim ją pan napisał?
Profesor Henryk Skarżyński: Przede wszystkim z myślą o pacjentach, bo to oni są prawdziwymi bohaterami tej książki, całego programu leczenia całkowitej i częściowej głuchoty. Ich osiągnięcia są fantastyczne nie tylko w rozwoju słuchowym, w rozwoju mowy, w opanowaniu kolejnych języków, ale w rozwoju zawodowym, w rozwoju artystycznym. Przez pryzmat życiorysów tych pacjentów pokazujemy powrót wielkiego artysty, który tracił słuch i o tym wszyscy wiedzą, jak tracił, jakie miał problemy. Częściowo w książce przypominam i przywołuję Beethovena.

Beethovena nie udało się uratować przed głuchotą. Ale ludzie z talentami mogą znaleźć się wśród wyleczonych przez pana pacjentów?
Jeżeli dziś ktoś patrzy na muzyka, to jest przekonany, że on musi mieć słuch absolutny. To jeżeli mój pacjent, który nie słyszał całkowicie, ma wszczepiony implant, mówi swobodnie, porozumiewa się z otoczeniem, gra na różnych instrumentach i tworzy, jest kompozytorem, to znaczy, że ma słuch absolutny. To pokazuje tylko, że ta współczesna technologia daje bardzo dużo pacjentowi.

Pana pacjenci po udanej operacji naprawdę tworzą muzykę albo uczą się kilku języków obcych?
Bardzo wielu moich pacjentów w tej chwili posługuje się kilkoma językami, grają na różnych instrumentach. Widząc ich osiągnięcia zainicjowałem siedem lat temu Międzynarodowy Festiwal Muzyczny Dzieci, Młodzieży, Dorosłych „Ślimakowe Rytmy”, żeby pokazać prawdziwe osiągnięcia tych osób, ich możliwości. To nie jest paraolimpiada, że oni na czymś grają albo jakoś grają. Jeżeli ktoś mi mówi, że interpretacja Sonaty Księżycowej Beethovena przez jednego z laureatów, którego operowałem, jest fantastyczna, to znaczy, że inni, słyszący takiej interpretacji nie przedstawili. To jest dzieło samo w sobie.

Niesie pan wielką nadzieję osobom głuchym lub niedosłyszącym. Które z tych osób współczesna technologia pozwala wyleczyć?
Prawie wszystkie - używam takiego określenia z pełną świadomością. My wiemy, że te technologie, którymi dzisiaj dysponujemy i możemy zaoferować, dadzą szansę każdemu pacjentowi. Natomiast są sytuacje, w których pacjent może już nie chcieć się poddać pewnemu treningowi, pewnej pracy, żeby z tego skorzystać.

Czyli to jest tak, że operacja narządu słuchu to tylko początek powrotu do słyszenia?
Potem jest praca, żeby się nauczyć mówić.

A na czym to polega?
W przypadku dzieci, które rodzą się głuche, to dla nich jest to pierwszy słuch. One innego nie znają. Jak pan zapyta takiego trzylatka jak słyszy, to odpowie „znakomicie”. Powie płynnie, jeśli był zoperowany w pierwszym roku życia.

Co z osobami, które słuch straciły już po urodzeniu?
Część z nich natychmiast wraca do zdrowia i funkcjonuje świetnie. Część z nich ciągle marzy o tym dawnym słuchu, bogatszym. Ale w codziennym funkcjonowaniu mają niebywały komfort. No i są osoby, które z różnych powodów nie mogą, nie chcą, nie mają warunków poddać się pewnemu procesowi rehabilitacji.

Jak długo trwa rehabilitacja po operacji?
Bardzo różnie. Ja mam pacjentów, którzy potrafili następnego dnia po podłączeniu procesora mowy już korzystać i się z tego cieszyć, a są osoby, które muszą powoli wchodzić, oswajać się z tym nowym słyszeniem, w którym nie ma tylu barw. Mówię to na podstawie ich relacji: „tamten słuch miał tyle barw, ten jest taki bardziej mechaniczny, zubożały”.

Wspomniał pan o leczeniu małych dzieci. Jakie znaczenie ma badanie słuchu już u noworodków?
To jest wielka szansa, żeby zdiagnozować do trzeciego miesiąca życia głuchotę i zoperować dziecko przed końcem pierwszego roku życia. Wtedy w wieku dwóch lat te dzieci są lepiej rozwinięte niż słyszące od urodzenia.

Co mówią badania słuchu o nas? Jak słyszą Polacy?
W zależności od grupy wiekowej. Różnymi badaniami przesiewowymi objęliśmy ponad 1,5 miliona dzieci rozpoczynających edukację szkolną. Co piąte, co szóste dziecko ma różnego rodzaju problemy, które mają wpływ na codzienną komunikację.

To dużo. Z czego to może wynikać?
Te problemy wynikają z chorób wrodzonych albo nabytych. Często są to następstwa infekcji górnych dróg oddechowych i one są przemijające. Inne są trwałe, ale wczesne rozpoznanie w każdej sytuacji daje szansę na wczesną interwencję i możliwości wczesnego, tańszego i bardziej efektywnego leczenia.

A jak słyszy reszta?
Drugą grupą są seniorzy. Trzy czwarte z nich ma zaburzenia słuchu. W tej grupie pojawia się najwięcej częściowych głuchot.

Jakie są przyczyny niedosłuchu u seniorów?
Część wynika z przebytych chorób, część z procesu starzenia się, na który się nakładają zwłaszcza choroby układu krążenia, układu nerwowego, choroby nowotworowe.

Jaki wpływ na nasz słuch ma tryb życia?
My dzisiaj wiemy, że rozwój cywilizacji, hałas środowiskowy – nie ten wielkoprzemysłowy, bo tego już nie ma, ale środowiskowy, który nas otacza – ma ogromny wpływ na zmęczenie narządu słuchu. Hałas środowiskowy to jest głośna ulica, to jest dom, w którym jest dużo różnych urządzeń, nawet komputer potrafi szumieć, po pewnym czasie go nie słyszymy, ale to wszystko się kumuluje.

Do czego prowadzi zmęczenie słuchu?
Objawem tego jest nasilająca się grupa pacjentów, którzy mają przemijające, a potem stałe szumy uszne. To jest pierwszy sygnał, że dochodzi do zaburzenia funkcjonowania układu. Szum uszny, który może być piskiem, gwizdem, stukaniem, pukaniem.

Jakie objawy powinny nas niepokoić i skłonić do kontroli lekarskiej?
Jeżeli powtarza się, że słyszymy, ale nie rozumiemy. Jeżeli prosimy, żeby ktoś mówił do nas głośniej. Jeżeli nadstawiamy się, czego często nie zauważamy w codziennym życiu, a dopiero potem ktoś mówi, „dlaczego ja odbierałem przez 20 lat telefon tylko prawym uchem”. No, bo lewe było słabsze już od 20 lat, ale z tego ktoś sobie nie zdawał sprawy.

Jak zatem powinniśmy na co dzień dbać o słuch?
Na pewno unikać hałasu, który ma ogromny wpływ na funkcjonowanie nie tylko narządu słuchu, ale i innych narządów układu krwionośnego, nerwowego, pokarmowego, z czego sobie nie zdajemy sprawy. Nie wolno bagatelizować pewnych ewidentnych objawów, że to samo przejdzie. Banalny katar może przejść sam, ale zmiany w uchu, który powstaną podczas tego kataru, same przejść nie muszą.

W jakimś sensie jest pan cudotwórcą. Czy jakiś swój cud szczególnie pan pamięta?
Przy takiej liczbie wykonanych operacji trudno mi jest podać taki najlepszy przykład. W związku z tym mogę się odnieść do pewnych grup. Największe wrażenie na mnie zrobiły osoby, które nie słyszały, a potem zaczęły słyszeć, zaczęły rozwijać słuch, język, mowę. A w dalszej kolejności zaczęły rozwijać swoje umiejętności artystyczne, znaczy grać na różnych instrumentach i to oni przyczynili się do tego, że muzyka znalazła się jako jedno z narzędzi w naszym programie muzykoterapii.

Jest pan człowiekiem - orkiestrą. Już wiemy, że operuje pan, pisze książki. A co jeszcze?
Napisałem libretto musicalu, który był wystawiony na deskach Warszawskiej Opery Kameralnej. Grali w nim moi pacjenci jako pełnoprawni aktorzy w różnym wieku, którzy przeszli casting. Reżyser nie wiedział, kto jest pacjentem, a kto nie jest pacjentem. Dopiero potem się dowiadywał. Michał Znaniecki, który jest świetnym reżyserem, rozpoznawalnym na wszystkich kontynentach, był bardzo usatysfakcjonowany i zauroczony możliwościami i tym, co wnieśli do całej grupy pacjenci, zwłaszcza dzieci w wieku szkolnym. Odtwarzały sytuacje i problemy, z jakimi się spotyka dziecko z wadą słuchu w szkole. Napisałem wiele wierszy poświęconych konkretnym pacjentom i ich przeżyciom. Niektóre są też tutaj w tej książce („Powrót Beethovena” –przyp.red.).

Udało się panu coś niebywałego na polskie warunki. Zoperował pan ponad 210 tysięcy osób. Chyba nikt na świecie nie wykonuje tylu operacji co pan. Jak to możliwe?
Po pierwsze to zespół, który się do tego włączył - młodzi ludzie. Zobaczyli, że można wykonywać coś z pasją, że to ma sens, że to przynosi efekty, i naukowe w ich rozwoju, i zawodowe. Starałem się, żeby wszystkie elementy ich rozwoju i uposażenie szły w parze, mimo że jesteśmy jednostką resortową. Po drugie to cały szereg rozwiązań, które wprowadziliśmy. Pozwoliły one obniżyć koszty pewnych terapii. W związku z tym mogliśmy czegoś wykonywać dużo więcej. Po trzecie to edukacja pacjentów, którzy zrozumieli, że z nami trzeba współpracować, bo wtedy to wszystko staje się łatwiejsze, prostsze i tańsze i dla systemu, i dla nich. Oczywiście, za tym wszystkim kryje się ogromna praca, no i pracujemy na bloku od godziny siódmej do dziewiętnastej, dwudziestej, nawet dwudziestej pierwszej.

W rodzinnych stronach, w Rosachatem Kościelnem, spotkał się pan z uczniami. Czy ma pan receptę dla młodych ludzi na spełnianie marzeń?
Przede wszystkim muszą mieć marzenia, a potem muszą wyzwolić w sobie siłę, żeby je zrealizować.

Czy 10 proc. talentu, a 90 proc. pracy wystarczy, żeby odnieść sukces na skalę światową?
Nawet więcej pracy. Ale warto. Warto się dzielić z innymi tym wszystkim, co się robi, bo wtedy rzeczywiście mnożymy efekty tej naszej pracy.

Adam Jakuć

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.