Gródek: Tablica upamiętniła żydowskich mieszkańców [ZDJECIA]

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Julia Szypulska

Gródek: Tablica upamiętniła żydowskich mieszkańców [ZDJECIA]

Julia Szypulska

W Gródku odsłonięto tablicę upamiętniającą jego przedwojennych żydowskich mieszkańców

„W tym budynku do listopada 1942 r. mieszkał i pracował szanowany gródecki lekarz dr med. Lew Cukierman. Zamordowany przez Niemców podzielił los większości gródeckich Żydów” - tablica o tej treści zawisła na ścianie ośrodka zdrowia.

- Ta tablica upamiętnia doktora Cukiermana, ale tak naprawdę jest pamiątką po tych mieszkańcach Gródka, którzy odeszli - powiedziała Anna Grycuk, dyrektor Szkoły Podstawowej w Gródku. - Część z nich wyjechała, ale większość zginęła podczas II wojny światowej.

W piątek odbyło się uroczyste odsłonięcie tablicy. Lew Cukierman to w Gródku znana postać, choć odchodzi już pokolenie ludzi, którzy znali go osobiście. Przyjmował chorych w budynku przy ul. Fabrycznej, gdzie obecnie znajduje się ośrodek zdrowia. Przez miejscowych był uważany za dobrego lekarza. Odwiedzał chorych w każdą pogodę, nie od wszystkich brał pieniądze. Często sam wspierał finansowo najuboższych.

Na uroczystości przyjechał z USA jeden z potomków gródeckich Żydów. Nie krył, że to dla niego bardzo wzruszający moment.

- To ważne nie tylko dla mnie osobiście, bo moja rodzina pochodzi z tego miasta, ale także ze względu na historię tego miejsca - powiedział Leo Wolinsky z Los Angeles.

Żydzi przez ponad 400 lat współtworzyli historię Gródka. Przed wojna stanowili niemal 60 proc. mieszkańców miasteczka. Niestety, przetrwało po nich niewiele pamiątek. Tymczasem Żydzi tworzyli tam przemysł, byli kupcami, uprawiali rzemiosła. Podczas okupacji niemieckiej zostali umieszczeni w getcie, a w listopadzie 1942 r. wywiezieni do obozu przejściowego w Białymstoku. Większość z nich zginęła w Treblince.

Doktor Cukierman nie zginął w obozie zagłady. Wraz z rodziną został przewieziony do obozu przejściowego w Białymstoku, ale uciekł stamtąd. Kierowali się na wschód, i prawdopodobnie ukryli się gdzieś w lesie niedaleko wsi Straszewo. Ktoś ich jednak wydał i zostali schwytani. Gdzie dokładnie ich zabito i co się stało z ciałami, nie wiadomo.

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.