Jacek Bida: W psychiatrii wciąż brakuje lekarzy

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Agata Sawczenko

Jacek Bida: W psychiatrii wciąż brakuje lekarzy

Agata Sawczenko

Coraz więcej dzieci cierpi z powodu depresji i chorób psychicznych. Niektóre z nich mają za sobą kilka prób samobójczych. – Musimy im pomagać. I to w taki sposób, by były jak najbliżej domu – mówi Jacek Bida, lekarz, szef Centrum Psychiatrii dla Dzieci i Młodzieży w Białymstoku

Podjął się pan niemal niemożliwego zadania – odbudowy psychiatrii dziecięcej w Białymstoku. Od dwóch tygodni dzieciaki mogą liczyć na specjalistyczną pomoc w szpitalu.

Z dziećmi pracuję już od 2005 roku. Jeszcze w trakcie rezydentury z psychiatrii dla dorosłych wziąłem kawałek etatu z dziećmi – najpierw w poradni, a później dr Kądziela, z którą pracowałem, stworzyła oddział dzienny w UDSK. Gdy jednak zaczęło się tworzyć Centrum Psychiatrii, nikt nie chciał się podjąć tworzenia tu oddziału dla dzieci.

Nikt oprócz pana.

Rok się wahałem, czy wchodzić w ogóle w kierowanie tym ośrodkiem. Ale widziałem, jak wielkie są potrzeby. Zresztą, od dawna chciałem zrobić specjalizację z psychiatrii dziecięcej. Tyle tylko, że wyjechać za bardzo nie mogłem, bo aby zrobić specjalizację, musiałbym zerwać kontrakty. A wiadomo przecież, że lekarze pracują dziś w kilku miejscach. Teraz możliwość zrobienia specjalizacji jest. Pomyślałem więc: rzeczywiście, za pięć lat będą u nas wyszkoleni specjaliści.

Walka o neurologię w podlaskim szpitalu trwa: Tego oddziału inne nie zastąpią, bo brakuje miejsc albo lekarzy

A teraz? Jak sobie radzicie?

Teraz jest bardzo ciężko. Niemal od razu dzieci przyjęliśmy ponad stan. Zakontraktowanych mamy 30 miejsc, pacjentów dziś jest 34, a za chwilę będą kolejne dwa przyjęcia. Potrzeby są ogromne, jednak za mało mamy lekarzy.

Centrum Psychiatrii w Białymstoku oficjalnie otwarte (zdjęcia)

Wiedział pan, że tak będzie.

Ale jak nie ja, to kto? Nie może być tak, że moi pacjenci cierpią. Do tej pory odsyłaliśmy naszych dziecięcych pacjentów do Warty, Sosnowca, Olsztyna, Józefowa, Konstancina, Zagórza, Warszawy. Dzieci były z dala od domu, od rodziców. Tak nie można, trzeba zapewnić im kontakt z bliskimi. Poza tym, pomyślałem, że gdy dzieci będą na miejscu, łatwiej je będzie przekierować na terapię rodziny, terapię indywidualną. Wtedy dziecko szybciej będzie zdrowe, nie będzie musiało tak długo leżeć w szpitalu. Bo przecież kontakt z lekarzami będzie możliwy na bieżąco.

Mówi pan o kontakcie z rodzicami. Ale w szpitalach psychiatrycznych nie jest on zbyt częsty. Z tego, co wiem, u was też odwiedziny są raz w tygodniu.

Tak, termin odwiedzin to soboty i niedziele. Ale w niektórych przypadkach – po ustaleniu z terapeutą i lekarzem prowadzącym – odwiedziny mogą być nawet codziennie. Możliwe są też codzienne kontakty telefoniczne. To czasem ważne i dobre, żeby dziecko przez jakiś czas nie widziało rodzica. Poza tym nasz oddział jest specyficzny. Tu potrzebny jest spokój. A proszę sobie wyobrazić, że codziennie do każdego dziecka – a mamy ich dziś przecież aż 34 – przychodzi jeden rodzic. To by zaburzało pracę oddziału.

Jakie problemy mają współczesne dzieci? Jak wielkie one muszą być, żeby przez nie trafić do szpitala?

Większość naszych małych pacjentów jest po próbach samobójczych. Problemem są relacje rówieśnicze, relacje rodzinne, zaburzenia depresyjne, lękowe, rozpoczynające się psychozy schizofreniczne – bo jest też schizofrenia dziecięca, i zaburzenia osobowości. Najwięcej dzieci – tak można najogólniej powiedzieć – jest samotnych. Czują się samotne, bo nie mają opieki... Cierpią. Ale jak dziecko cierpi, to pierwszym podstawowym leczeniem jest psychoterapia. A tu jest mało specjalistów, jest mało miejsc, za to są straszne kolejki. Poza tym są zasady, które wyznacza NFZ. Są ośrodki pierwszego, drugiego czy trzeciego poziomu referencyjnego. Fundusz wymaga, żeby ci zdrowsi byli zaopiekowani w ośrodku pierwszego poziomu, a my nie możemy ich przyjąć nawet do poradni, bo mamy za mało lekarzy.

Z tego co pan mówi, wynika, że są właściwie dwa rodzaje pacjentów: dzieci z chorobami psychicznymi i dzieci samotne, nieszczęśliwe.

Samotne w cierpieniu. To może być samotność związana z przemocą domową, przemocą rówieśniczą... Dzieci wtedy czasami idą w używki. To marihuana, substancje narkotyczne, alkohol. Na oddziale mamy teraz dzieci w wieku od 11 do 17 lat. Mamy pacjentkę 17-letnią, która była hospitalizowana już 40 razy! I 11-latkę po pięciu hospitalizacjach. Wszystkie po próbach samobójczych.

Jak można im pomóc?

Mamy psychoterapię indywidualną, ruszyła też już psychoterapia grupowa. Oprócz tego każdy pacjent ma swojego lekarza – staramy się, by rozmowa z nim odbyła się codziennie. Oprócz tego spotykamy się jeszcze zespołowo. To konsylia lekarskie, gdzie naradzamy się nad planami leczenia, nad ewentualną zmianą leków.

Coraz mniej się wstydzimy prosić psychiatrów o pomoc. Jesteśmy coraz bardziej świadomi, jak ważne jest zdrowie psychiczne.

Raczej tak. Wstydu przed psychiatrą nie ma na pewno w większych miastach. Niestety, w mniejszych miejscowościach, na wsiach ten wstyd cały czas jest, cały czas się utrzymuje. A przecież to taka sama choroba, jakby ktoś złamał rękę czy miał zapalenie wyrostka. To też da się leczyć! Tylko trzeba się szybko zgłosić.

Białystok. Centrum Psychiatrii zaczyna działać. Brakuje tylko specjalistów dziecięcych (zdjęcia)

Czasem się zgłasza i nic z tego...

Czasem rodzice mają skierowanie dziecka na terapię i muszą na nią czekać rok. Tak samo z wizytą u psychologa, psychoterapeuty. Większość psychoterapeutów jest tak obłożona pracą, że trudno się do nich dostać nawet prywatnie. A idealnie byłoby, gdyby dziecko od razu po wypisie ze szpitala trafiało na psychoterapię, bo to podstawowa metoda leczenia depresji i lęków. Farmakoterapię łatwiej jest kontynuować. Ja mogę zrobić receptę roczną i wtedy tylko umawiamy się co trzy miesiące w poradni, by ustalić, czy leki jeszcze na pewno są potrzebne.

Oddział psychiatryczny dzieci i młodzieży w Białymstoku działa już od dwóch tygodni. Czego jeszcze wam brakuje?

Na pewno lekarzy. Jakbym miał jeszcze czterech lekarzy więcej, to byłoby dobrze. Teraz każdy lekarz ma sześciu, siedmiu, a nawet dziesięciu pacjentów do prowadzenia. Jeśli z każdym codziennie porozmawia choć pół godziny, to już wychodzi pięć godzin samych rozmów. A jeszcze przecież trzeba robić dokumentację, trzeba spotkać się z rodzicem, zwołać konsylium, jeśli jest taka potrzeba... I nie ma czasu! Na etacie jest u nas jeden doktor, który jeszcze przyjmuje w poradni dziecięcej. Ja mam cały etat i również jestem w poradni, bo tak naprawdę nie ma tam komu pracować. Jest dwóch lekarzy konsultujących ze specjalizacją psychiatrii dzieci i młodzieży. Jest jeszcze trzeci doktor, ale na pół etatu – również pracuje trochę na oddziale, trochę w poradni. Są i rezydenci, którzy co prawda robią specjalizację z psychiatrii dorosłych, ale w ramach tej specjalizacji mają dwa miesiące pracy na oddziale dziecięcym. To dla nas duża pomoc, gdyż to osoby po drugim, trzecim roku rezydentury, z dużą wiedzą, które mogą mieć kontakt z dziećmi.

Ile dziecko musi czekać w kolejce, żeby trafić na nowy oddział?

Generalnie nie ma u nas czegoś takiego jak przyjęcia z kolejki. Cały czas przyjeżdżają do nas karetki, bywa, że przychodzą ludzie z ulicy. Staramy się, by tych hospitalizacji było jak najmniej, bo jednak jest to izolacja, więc nie przyjmujemy dzieci, gdy widzimy, że wcale nie jest to im potrzebne. Ale gdy są próby samobójcze, gdy dziecko zgłasza myśli samobójcze, mówi jak to zrobi, kiedy, gdzie – to nie ma wyjścia, musi być przyjęte na oddział. Ale i nie każdy pacjent, który ma myśli samobójcze, jest od razu przyjmowany, bo i nie zawsze musi od razu być w szpitalu zamkniętym. Jeśli to są przelotne myśli samobójcze, to trzeba poczekać na efekt leków i psychoterapii.

Wychodzą stąd dzieci szczęśliwe? Albo chociaż szczęśliwsze niż były?

Nie wiem. Wszystkich pytam, czy są zadowoleni... Rozmawiamy i z pacjentami, i z lekarzami, jak zorganizować działalność oddziału tak, by każdemu było jak najlepiej.

Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.