Jerzy Tokajuk: Da się żyć bez socjalnych enklaw

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne
Tomasz Mikulicz

Jerzy Tokajuk: Da się żyć bez socjalnych enklaw

Tomasz Mikulicz

Dobrze byłoby zmienić podejście do mieszkań komunalnych: może zamiast budować, miasto powinno kupować je u deweloperów w różnych budynkach i na różnych osiedlach? Są takie próby w innych krajach i to często udane - mówi Jerzy Tokajuk z białostockiego oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich

Do rewitalizacji Białystok podchodzi w ostatnich latach już po raz drugi.

Jerzy Tokajuk: Sytuacja sprzed dekady różni się tym, że obecnie na działania rewitalizacyjne są zagwarantowane pieniądze z funduszy unijnych. W ramach Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014-2020 będzie można sfinansować opracowanie Gminnych Programów Rewitalizacji oraz, jeśli gmina będzie miała plan rewitalizacji, może potem skorzystać ze wsparcia. W poprzednim programie operacyjnym nie było środków na ten cel. Trzeba też pamiętać, że obecnie tworzony program rewitalizacji będzie opierał się na ustawie o rewitalizacji, która weszła w życie w 2015 roku. Tak więc oczywiste jest, że dokument ten musi zostać gruntownie przebudowany, tym bardziej że pewne kwestie musiały się w sposób naturalny zdezaktualizować. Minusem wcześniej tworzonych Lokalnych Programów Rewitalizacji był brak powiązania działań rewitalizacyjnych z finansowaniem oraz brak instrumentów prawnych wdrożenia tych działań. Jednocześnie nie istniały regulacje dotyczące zakresu i sposobu sporządzania programów. Jedynie przepisy planowania i zagospodarowania przestrzennego definiowały obszary problemowe, które można porównywać do dzisiaj pojmowanych obszarów zdegradowanych. To, co uzasadniało ówczesne dążenie do tworzenia LPR-ów to wymogi unijne i ewentualne pojawienie się funduszy pomocowych.

Jak Pan ocenia poprzedni program, który, niestety, nie został zrealizowany? Jakie miał plusy, a jakie mankamenty?

Nie zgodzę się z opinią, że cele poprzednich opracowań rewitalizacyjnych nie zostały zrealizowane. Lokalny Program Rewitalizacji z 2010 r. wskazywał na koncentrację problemów społecznych przede wszystkim w obszarze śródmieścia, szerzej definiowanego niż obecnie. Zrealizowano tu przecież sztandarową inwestycję rewitalizacyjną, a mianowicie przywrócono do życia publiczną przestrzeń Rynku Kościuszki czy ulicy Białówny. Działania te to nie tylko nakłady finansowe na przebudowę i remonty ulic i placów, ale też cała programowa strategia zagospodarowania śródmieścia chociażby poprzez stymulację funkcji lokali komunalnych.

Twórcy nowego programu zaprosili mieszkańców, by zaprezentować wstępne założenia. Wyłonili już dzielnice, które mają szansę na otrzymanie pomocy. Czy zgadza się Pan ze wskazaniem akurat tych dzielnic? Na spotkaniu mówił Pan, że przyjęta klasyfikacja nie jest właściwa. Bo na jednym osiedlu są tereny o różnym charakterze...

W programach rewitalizacji chodzi o to, aby określić tereny, gdzie będą mogły być prowadzone działania rewitalizacyjne finansowane ze wsparciem środków pomocowych. Aby to ustalić, trzeba wyjść od określenia granic obszarów, które następnie zostaną porównane według jednakowych wskaźników np. według liczby osób bezrobotnych czy korzystających z pomocy społecznej na danym obszarze czy liczby budynków niskoemisyjnych. W obecnym programie przyjęto dość schematycznie istniejący podział obszaru miasta na 28 osiedli. Jest to najprostsze podejście, ale nie oddające rzeczywistych uwarunkowań. Podział na obszary porównawcze jest dość umowny, chociaż moim zdaniem powinien opierać się o uwarunkowania urbanistyczne tj. funkcjonalno-przestrzenne, uwzględniające obszary zabudowane ograniczone układem komunikacyjnym czy systemem przyrodniczym.

Twórcy programu rewitalizacji do diagnozy podeszli bardzo mechanicznie, zestawiając najłatwiej dostępne i bezdyskusyjne wskaźniki dotyczące efektów edukacji, uczestnictwa w kulturze oraz korzystania z pomocy społecznej i wskazując te osiedla, gdzie wyniki odbiegają od średniej dla całego miasta. Ale fakt niższych wartości wskaźników w tych sferach od średniej w mieście nie oznacza jeszcze koncentracji problemów społecznych oraz stanu kryzysu. Trudno dyskutować z liczbami, ale można zastanowić się nad sensownością przyjętych kryteriów.

Podczas wspomnianego spotkania dziwił się Pan też, dlaczego opisując poszczególne osiedla przyszli twórcy programu wskazywali, że tam i tam stoi budynek Polmosu czy Wodociągów. Mówił Pan, że na terenie osiedli rosną też drzewa czy stoją szkoły. Występują szczególne cechy, uwarunkowania, czy też istnieją inne znaczące obiekty, których autorzy nie dostrzegają. Nie uważa Pan, że program powinna wykonywać białostocka firma czy np. pracownicy politechniki, a nie ludzie z zewnątrz nieznający lokalnych uwarunkowań.

Jest oczywiste, że firmie zewnętrznej jest trudniej dokonać rzetelnej analizy stanu istniejącego. Dotykamy kwestii zamówień publicznych, które ograniczają możliwość swobody wyboru wykonawcy zamówienia. Co prawda warto zwrócić uwagę na to, że od niedawna, wskutek zmiany przepisów, zamawiający nie może przy wyborze wykonawcy kierować się jedynie ceną. Można żądać od wykonawcy udokumentowania doświadczenia zawodowego w sporządzaniu podobnych opracowań. Na pewno nie można postawić warunku, że wykonawcą mają być osoby pochodzące czy działające zawodowo czy mieszkające w Białymstoku. Z doświadczenia jednak wiem, że przy usługach szczególnie konsultingowych trudno jest uzyskać oczekiwany efekt.

Dlatego tak ważne jest zaangażowanie społeczne w konsultacje nad dokumentem, aby wskazać wykonawcy ewentualne mankamenty czy wyartykułować swoje oczekiwania.

Wśród dzielnic do rewitalizacji nie ma Bojar. Czy to przeoczenie twórców programu, czy może akurat ta dzielnica zmieniła się w ostatnich latach na tyle, że rewitalizacja nie jest potrzebna?

Bojary są wymienione w programie jako jedna z dzielnic, które są obszarami porównawczymi. To, że obszar ten nie spełnił kryteriów do rewitalizacji w porównaniu do innych może powodować wątpliwości, co do prawidłowości zastosowanych wymagań. Jednak pamiętajmy, że rewitalizacja w rozumieniu ustawy to przede wszystkim interwencja społeczna. Na Bojarach jest przede wszystkim problem z zachowaniem historycznej substancji. Przypomnijmy, że wciąż nie ma nawet pełnej zgody w środowiskach zawodowych zainteresowanych tematem, czy ta substancja jest wartościowa kulturowo. Być może dane społeczne wskazują, że nie ma na Bojarach problemu koncentracji negatywnych zjawisk społecznych, a więc nie ma czego lub kogo rewitalizować. Przypomnijmy, że część mieszkańców budynków komunalnych została przekwaterowana do innych rejonów miasta, a to wśród tej grupy białostoczan o problemy społeczne stosunkowo najłatwiej.

Rewitalizacja to nie tylko odnawianie zabytków, ale przede wszystkim rozwiązywanie trudnych spraw społecznych. A z tymi mamy do czynienia chociażby przy ul. Barszczańskiej. Czy jest sens tworzyć w mieście enklawy mieszkań socjalnych? Czy może lepiej „rozsiać” rodziny, które nie płacą czynszów w różnych częściach miasta?

Jak definiuje ustawa - rewitalizacja to proces wyprowadzania ze stanu kryzysowego obszarów zdegradowanych, prowadzony w sposób kompleksowy, poprzez zintegrowane działania na rzecz lokalnej społeczności, przestrzeni i gospodarki oraz skoncentrowane terytorialnie. Jak widać z diagnozy osiedla tzw. komunalne generują zjawiska kryzysowe, czego przykładem jest skupisko zabudowy w obrębie Starosielc, co powoduje, że całe osiedle, według przyjętych kryteriów jest obszarem zdegradowanym, spełniającym przesłanki do rewitalizacji. Świadczy to o tym, że nie należy tworzyć enklaw mieszkań socjalnych w skoncentrowanych formach zabudowy. Potwierdza się znowu wątpliwe założenie wyznaczenia obszarów porównawczych pokrywających się z granicami osiedli i przyjęte kryteria oceny. Nie można powiedzieć, że całe osiedle Starosielce jest obszarem zdegradowanym.

Wracając do problemu mieszkań socjalnych czy komunalnych. Na pewno nie jest łatwo tworzyć nowe zasoby mieszkań w rozproszeniu. Wiąże się to choćby z własnością gruntów. Może jednak w ogóle dobrze byłoby zmienić podejście: może zamiast budować takie zasoby miasto powinno kupować je u deweloperów w różnych budynkach i w różnych osiedlach? Są takie próby w innych krajach i to często udane. Jednak należałoby rozwiązać problem wyższych kosztów, a zwłaszcza późniejszego zarządzania tymi zasobami.

Towarzystwo Urbanistów Polskich zaprosiło mieszkańców na dyskusję na temat rewitalizacji. Jakie wnioski wysnuli specjaliści? Jakiego rodzaju rewitalizacji potrzebuje Białystok? Gdzie pomoc potrzebna jest najpilniej?

Wnioski są i powinny być różne, bo inny jest punkt widzenia problemu rewitalizacji przez teoretyków i praktyków, a wszystko jeszcze jest zależne od reprezentowanej profesji. Do dyskusji podczas Forum Urbanistów zostali zaproszeni potencjalni uczestnicy rewitalizacji - przedstawiciele środowisk samorządu, organizacji pozarządowych, organów władzy publicznej, architekci i urbaniści.

Jeden z ważnych z wniosków to obawa wynikająca z wejścia ustawy o rewitalizacji w politykę przestrzenną gminy i ograniczenie potencjału planowania przestrzennego. W związku z tym działania rewitalizacyjne należy ściśle powiązać z polityką przestrzenną gmin - to kwestia studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, planów miejscowych, strategii i wszelkich dokumentów programowych dotyczących rozwoju gminy. Po drugie - należy wpisać rozdmuchane badania typu socjologicznego do uwarunkowań niezbędnych do podejmowania decyzji w zakresie gospodarczo-przestrzennym z podniesieniem znaczenia, obecnie niedowartościowanych z punktu widzenia planowania przestrzennego, zagadnień kultury.

Kolejną istotną kwestią jest to, że bezpośrednimi beneficjentami wsparcia finansowego na działania rewitalizacyjne mogą być, oczywiście poza gminą, również np. organizacje pozarządowe, spółdzielnie mieszkaniowe, kościoły, instytucje finansów publicznych, przedsiębiorcy czyli potężna grupa potencjalnych, jak określono w ustawie - interesariuszy, którzy zazwyczaj i teraz również zajmują pozycję dość wyczekującą.

Niezwykle ważny jest więc udział społeczny w tworzeniu Gminnego Programu Rewitalizacji - udział w konsultacjach czy warsztatach.

Do mieszkańców i przedsiębiorców musi dotrzeć informacja o tworzonym programie, który będzie wyłączną podstawą do ubiegania się o finansowanie z regionalnego Programu Operacyjnego. Jak do tej pory oddźwięk społeczny w sprawie rewitalizacji jest dość znikomy. A jak stwierdziła w swojej prezentacji podczas ostatniego Podlaskiego Forum Urbanistów Wiceprezes Fundacji SocLab, socjolog Agnieszka Maszkowska - bez partycypacji nie ma rewitalizacji.

Kim jest Jerzy Tokajuk?

to szef białostockiego oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich. Jest zastępcą kanclerza ds. technicznych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Miejscy urbaniści przygotowali w końcu projekt nowego studium zagospodarowania przestrzennego. Miał być on przedstawiony na poniedziałkowej sesji. PiS chce jednak, by był najpierw zaopiniowany przez rady osiedli.

Tomasz Mikulicz

Zajmuję się sprawami miejskimi, czyli m.in.: białostocką i podlaską polityką samorządową, architekturą, urbanistyką i ochroną zabytków. Opisuję też obrady rady miasta oraz zajmuję się też różnego rodzaju interwencjami zgłaszanymi przez mieszkańców. Zajmuje mnie również pisanie też o historii Białegostoku i najbliższych okolic. Zdarza mi się też zajmować działką kulturalną. Lubię wszak rozmowy z ciekawymi i inspirującymi ludźmi. W swojej pracy zwracam uwagę na szczegóły. Bo jak wiadomo diabeł tkwi właśnie w szczegółach.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.