Jest zgoda na sekundniki

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Marta Gawina

Jest zgoda na sekundniki

Marta Gawina

Mogą pojawiać się na drogach krajowych, czy dużych miastach. Zgodę dał resort infrastruktury. Czy sekundniki będą też w Białymstoku? Za są kierowcy, a radni obiecują do sprawy wrócić

Kierowcy skrzykiwali się w internecie, radni rezerwowali pieniądze w budżecie miasta, a magistrat nawet ogłosił przetarg na montaż sekundników na białostockich skrzyżowaniach. Nic z tego nie wyszło, choć pomysł pojawił się już kilka lat temu.

Sprawdziliśmy dlaczego. Ministerstwo infrastruktury uważało, że sekundniki są niezgodne z prawem. Prace nad wprowadzeniem systemu w Białymstoku utknęły.

Ale teraz resort zmienił zdanie. Jest już nawet gotowe rozporządzenie. Dziś zostanie opublikowane w internecie.

- Trzeba wrócić do tematu - przyznaje Paweł Myszkowski, miejski radny PiS.

Urzędnicy magistratu mają jednak obawy, czy sekundniki uda się połączyć z działającym od 2015 roku systemem zarządzania ruchem.

- Miasto powinno rozważać wszystkie rozwiązania, które ułatwiają poruszanie się po ulicach - uważa Konrad Wnorowski. Dwa lata temu zgłosił sekundniki do budżetu obywatelskiego.

Czy w Białymstoku powinny być sekundniki?

Czy sekundniki potrzebne są w Białymstoku?

Sekundniki to bardzo dobry pomysł. Sprawdzają się choćby w Nowym Jorku, skąd właśnie przyjechałam. Widać, ile sekund jeszcze zostało, żeby przejechać czy przejść na drugą stronę ulicy - mówi Terasa Gindorowicz.

Podobne rozwiązanie można będzie wprowadzić także w Białymstoku. Zdanie w sprawie sekundników zmieniło właśnie ministerstwo infrastruktury. I pozwala na ich montaż m.in. w miastach na prawach powiatu, czyli takich jak Białystok. Odpowiednie rozporządzenie zostało już podpisane. Dziś jego treść ma się ukazać w internecie.

- Sekundniki to dobre rozwiązanie i przynajmniej w niektórych miejscach należy je zastosować - podkreśla Tomasz Madras, miejski radny PiS.

- Jeżeli ministerstwo daje zielone światło, trzeba do tematu wrócić. Tym bardziej że białostoczanie chcą sekundników - dodaje jego klubowy kolega Paweł Myszkowski. Jak radni chcą do tematu wrócić, tego na razie nie zdradzają. W najbliższych dniach mamy poznać więcej szczegółów.

Już raz klub PiS wprowadził sekundniki do budżetu miasta. Miały pojawić się w 2016 roku. Został nawet ogłoszony przetarg, jednak nikt się do niego nie zgłosił. Kolejnego zamówienia już nie było. Magistrat powołał się wtedy na mało przychylne sekundnikom ministerstwo.

Czy wraz ze zmianą stanowiska Warszawy władze Białegostoku rozważą sekundniki? - Takiej inwestycji nie ma w budżecie miasta na ten rok, dlatego nie jest rozważana - mówi Anna Kowalska z magistratu.

Nie jest tajemnicą, że białostocki magistrat z dystansem podchodzi do czasomierzy na skrzyżowaniach. Główny argument: w naszym mieście mamy inteligentny system zarządzania ruchem, pod który podłączone są prawie wszystkie skrzyżowania. I działające na nich światła zmieniają się w zależności od natężenia ruchu. - Mogłoby dochodzić do kuriozalnych i niebezpiecznych sytuacji, gdyby na siłę próbowano połączyć oba systemy - uważa Maciej Biernacki, radny PO.

I podaje przykład. Sekundniki wskazują, 6, 5, 4 sekundy do zmiany światła, a potem wskakuje 15 sekund, bo nasz system zarządzania ruchem wydłużył zielone światło dla kierunku, z którego jedzie autobus.

- Są technologiczne możliwości, by systemy połączyć - mówi z kolei Konrad Wnorowski, prawnik z Wydziału Prawa UwB. Dwa lata temu zgłosił montaż sekundników do budżetu obywatelskiego. Jego projekt nie przeszedł do fazy głosowania. Wtedy też powołano się na nieprzychylne stanowisko ministerstwa infrastruktury. Czy Białystok powinien wrócić do sekundników?

- Miasto powinno rozważać wszystkie rozwiązania, które ułatwiają poruszanie się po mieście. W pierwszej kolejności powinno odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zakupiony za blisko 30 mln zł system zarządzania ruchem działa, czy nie. Potrzebne są też konsultacje społeczne w tej sprawie. Czy białostoczanie chcą utrzymania obecnego systemu, czy może woleliby sekundniki - podpowiada Konrad Wnorowski.

Sam nie należy do zwolenników obecnych rozwiązań. Jako przykład podaje swoją podróż z Zielonych Wzgórz w stronę Bielska Podlaskiego. Była godz. 4.20. Tylko dwa skrzyżowania przejechał na zielonym świetle.

- Efektywność obecnego systemu zarządzania ruchem przypomina efekty klikania w autobusach, które miało być obowiązkowe i nieodwołalne rzekomo dla dobra mieszkańców - uważa Konrad Wnorowski. - Efekty obydwóch tych systemów są takie same, czyli żadne.

Marta Gawina

Białostoczanka i dziennikarka z kilkunastoletnim stażem, którą świat ciągle potrafi zadziwić. Także świat polityki, który na co dzień przybliżam naszym Czytelnikom. Ustalam kto, z kim, dlaczego i co z tego mamy. "Buduję" też drogi, pilnuję komunikacji . Choć łopat nie wbijam, staram się być na bieżąco z najważniejszymi inwestycjami w Białymstoku i województwie podlaskim. Tak, tak czekamy na S19...

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.