Jerzy Doroszkiewicz

Kaci Wołynia. Najkrwawsi ludobójcy Polaków często dożywali starości. Nawet pod okiem CIA

Marek A. KoprowskiKaci Wołynia. Najkrwawsi ludobójcy PolakówWydawnictwo ReplikaPoznań 2019 Marek A. Koprowski

Kaci Wołynia. Najkrwawsi ludobójcy Polaków

Wydawnictwo Replika

Poznań 2019
Jerzy Doroszkiewicz

Ludobójstwo Polaków na Wołyniu jest faktem. Marek A. Koprowski starał się dotrzeć do ocalałych dokumentów banderowskich, żeby pokazać, iż za zbrodniami na ludności cywilnej stali konkretni ludzie. Tacy jak Mykoła Łebed’, organizator zamachu na sanacyjnego ministra spraw wewnętrznych czy Kłym Sawur odpowiedzialny za rzeź wołyńską i osobiście kierujący jej przebiegiem.

Autor „Katów Wołynia” zauważa, że dla większości osób, którym przypisałby osobistą odpowiedzialność za rozpętanie spirali nienawiści likwidacja polskich skupisk na Wołyniu była niejako ukoronowaniem walki z państwem polskim, którą zaczynali z reguły jeszcze w szkole średniej, przechodząc wszystkie stopnie nacjonalistycznego wtajemniczenia.

- Ich przypomnienie - czy raczej bezpośrednie nazwanie - jest tym ważniejsze, że większość z nich na Ukrainie uchodzi za bohaterów narodowych, a nie zbrodniarzy - pisze Koprowski. - Nikt nie dokonał ich oceny moralnej - ani Cerkiew Ukraińska Kijowskiego Patriarchatu (aspirująca do autokefalii), ani też Cerkiew Greckokatolicka, ani władze państwowe. Przypomnienie postaci ukraińskich zbrodniarzy banderowskiego rytu jest ponadto o tyle istotne, że prawda o wołyńskim holocauście Polaków jest na Ukrainie fałszowana, zamazywana i jako taka narzucana polskiemu społeczeństwu. Frakcja banderowska OUN swojemu autorstwu rzezi wołyńskiej zawsze zaprzeczała. Jej przedstawiciele nigdy nie chcieli wziąć grzechu ludobójstwa Polaków na siebie, choć znali jego wagę. Już pierwszy zbiorowy mord banderowcy próbowali przypisać bulbowcom i to na nich zwalić winę za rozpoczęcie nakręcania spirali zbrodni.

Dlatego Koprowski umieścił też w książce obszerną biografię Tarasa Borowcia „Bulby”, by czytelnicy mogli się zorientować, jaka różnica zachodziła między banderowcami a bulbowcami, skupiającymi w swych szeregach byłych petlurowców, ich zwolenników i kontynuatorów, do których należał sam „Bulba”. Koprowski przekonuje, że to nie on rozpoczął rzeź na Wołyniu. Był raczej jedną z ofiar banderowców, którzy wymordowali część jego formacji, a część wcielili pod przymusem do własnych szeregów.

Książkę otwiera szczegółowa biografia Mykoły Łebed’a. Po ukończeniu ukraińskiego gimnazjum akademickiego we Lwowie brał aktywny udział w tworzeniu młodzieżowych grup Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów na terenie Małopolski Wschodniej. W Karpatach zorganizował m.in. wiele nielegalnych obozów szkoleniowych, na których kształcili się przyszli terroryści walczący ze strukturami państwa polskiego. Koprowski sytuuje Łebed’a, podobnie jak Banderę, jako przedstawiciela tego odłamu ukraińskiej młodzieży, „która nie zamierzała czekać na sprzyjający moment w historii, lecz chciała stale prowadzić różnoraką działalność terrorystyczną przeciw państwu polskiemu.” Kulminacją owej eskalacji była organizacja zamachu na Bronisława Pierackiego, ministra spraw wewnętrznych 15 czerwca 1934 roku. Łebed’ delegując do zbrodni Hryhorija Maciejkę zaopatrzył go w bombę i rewolwer. Zapalnik zawiódł, a Maciejka wpakował dwie kule w tył głowy ministra. Dalsza część tej tragicznej historii warta jest sensacyjnego filmu. Zamachowiec nie został schwytany. Udało mu się zbiec - najpierw do Czechosłowacji, a później do Argentyny. Nigdy nie osądzono go za zamordowanie Pierackiego. Wpadł za to Łebed’. Po zamachu na ministra natychmiast uciekł z Polski wykorzystując kanały niemieckiego wywiadu. Jednak Ambasador RP w Berlinie, Józef Lipski, zwrócił się bezpośrednio do Gestapo z prośbą o wydanie zbiega Polsce, a tajna policja, podobno po konsultacjach z Hitlerem, Ukraińca Polsce wydała. Miał zawisnąć na stryczku, ale amnestia zamieniła mu wyrok na dożywocie. Tymczasem Niemcy napadli na Polskę, a Łebed’ już 5 września 1939 roku uciekł z transportu z więzienia w Siedlcach. Szybko skontaktował się z Banderą, a kiedy Ukraińcy zorientowali się, że Niemcy wojnę przegrają, postanowili wzniecić powstanie na Wołyniu.

Podobno w ukraińskich archiwach jest sygnowany przez niego dokument zawierający polecenie: „wiejskiej ludności rozkazać, żeby w ciągu kilku dni wyprowadziła się na rdzenne ziemie polskie. Jeżeli tego nie wykona, wówczas wysłać bojówki, które zlikwidują mężczyzn, a domy i dobytek spalą (zarekwirują).” Warto też zaznaczyć, że Łebed’ z Ukrainy uciekł. Zamieszkał w USA, gdzie zmarł w 1998 roku w Pittsburghu. Do lat 90. XX wieku cieszył się statusem cennego współpracownika CIA.

W podobnym tonie wypowiadał się także Dmytro Seme-nowicz Klaczkiwski, lepiej znany jako „Kłym Sawur”. W czerwcu 1943 roku zalecał: „powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. (…)”. Kławura zabiło NKWD.

Marek A. Koprowski pisząc „Katów Wołynia” nie szuka zemsty, tylko prawdy.

...

Marek A. Koprowski

Kaci Wołynia. Najkrwawsi ludobójcy Polaków

Wydawnictwo Replika

Poznań 2019

Jerzy Doroszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.