Katarzyna Rutkowska: Wczorajszy triumf wcale nie gwarantuje jutrzejszego zwycięstwa

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Maryla Pawlak-Żalikowska

Katarzyna Rutkowska: Wczorajszy triumf wcale nie gwarantuje jutrzejszego zwycięstwa

Maryla Pawlak-Żalikowska

Rozmowa z Katarzyną Rutkowską, prezes AC SA, która w tegorocznej, 13. edycji Podlaskiej Złotej Setki Przedsiębiorstw wybrana została Menedżerem Roku 2015

Ma Pani wykształcenie wyższe w zakresie zarządzania i finansów, pracuje w bardzo innowacyjnym dziale branży motoryzacyjnej. Czy spotkała się Pani z brakiem akceptacji bądź podważaniem kompetencji związanym z faktem, że jest Pani kobietą?

Katarzyna Rutkowska: Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Miałam to szczęście, że spotykałam w życiu ludzi, którzy w podejmowaniu decyzji kierowali się merytorycznymi kryteriami, opartymi na przejrzystych zasadach oceny kwalifikacji i kompetencji, niezależnie czy była to kobieta, czy mężczyzna. Jednakże mam świadomość, że w przypadku zarządów, a w szczególności w branży motoryzacyjnej, mamy raczej do czynienia z tzw. „męskim klubem”.

Szybko się uczę i dość dobrze znam już branżę motoryzacyjną, a na stanowisku prezesa operacyjna znajomość zagadnień technicznych jest mniej przydatna, bardziej liczy się przywództwo, wizja, inspiracja, motywacja... i zarządzanie, czyli nadzór, egzekwowanie, kontrola, zgodność z planami.

To już dziewiąty rok, jak pełni Pani funkcję prezesa firmy AC. Co uważała Pani kiedyś za największe wyzwanie, a co jest nim teraz?

Obejmując stanowisko prezesa w 2008 r. już dość dobrze znałam spółkę AC. Pracowałam w niej od niemalże roku, a od 8 miesięcy byłam wiceprezesem. Wtedy naszym największym wyzwaniem, obok przygotowania do upublicznienia na giełdzie, było szybkie zwiększenie mocy produkcyjnych i sprostanie rosnącemu popytowi, gdy cena baryłki ropy sięgała historycznych szczytów, a w ślad za tym konwersja samochodu na gaz przynosiła bardzo atrakcyjne oszczędności.

Ten miły ból głowy trwał jednak krótko - już po kilku tygodniach, po upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers, gwałtowny kryzys rozlał się na cały świat: cena baryłki ropy ze 147 spadła poniżej 40 dolarów, a ceny walut zaczęły szybować w górę o kilkadziesiąt procent. Ludzie niepewni miejsc pracy wstrzymywali się nawet z najmniejszymi inwestycjami.

Wtedy dość szybko przeszłam swój pierwszy test na przywództwo, zjednałam ludzi wokół wspólnej wizji i celu, a po pół roku mogliśmy już znów przyjemnie zamartwiać się realizacją wysyłek na czas.

Obecnie mamy świat, w którym znaczna część dawnych narzędzi zarządzania przestaje działać, a brak zmiany jest zagrożeniem. Jeśli chcemy pozostać na czele peletonu musimy podejmować nowe inicjatywy strategiczne, wyszukując równocześnie wiele źródeł krótkotrwałej przewagi konkurencyjnej.

Firma istnieje 30 lat. Za Pani kadencji weszła na warszawską GPW i wybudowała Centrum Badawcze. Jak oba te kroki wpłynęły na pozycję AC na rynku?

Ze względu na kryzys lat 2008-2009 przesunęliśmy nasz debiut giełdowy na rok 2011. Ale - tym razem za sprawą Grecji - trafiliśmy w sam środek burzy finansowej, kiedy to niepokój i emocje targały rynkiem i większość debiutów była odwoływana.

Jak widać dla dobrych spółek nie ma złych czasów i nasz debiut zakończył się sukcesem. Zostaliśmy pozytywnie ocenieni przez wymagające fundusze giełdowe, uzyskując potwierdzenie naszej dojrzałości biznesowej. Weszliśmy do elitarnego grona spółek giełdowych, zyskując na rynku większą rozpoznawalność i wiarygodność, a dla naszych właścicieli obiektywną wycenę i płynność akcji.

Na stanowisku prezesa bardziej niż wiedza techniczna liczy się wizja, inspiracja i umiejętność zarządzania.

Co roku płacimy solidne dywidendy przy stopie dywidendy 6-12 proc. będąc w czołówce firm giełdowych, a dodatkowo kurs naszych akcji od dnia debiutu wzrósł o 120 proc. Decydując się pod koniec 2009 r. na przekonanie właścicieli do inwestycji we własne, nowocześnie wyposażone Centrum Badawczo-Rozwojowe, miałam świadomość, że w naszym wypadku jest to konieczność. Dzięki temu jesteśmy w gronie światowych liderów w dziedzinie systemów autogaz, czego niezbitym dowodem jest fakt, iż policja w kilku stanach USA wybrała nasze instalacje gazowe. Sprzedajemy pod naszą marką STAG kompletną ofertę systemów zarówno do LPG jak i CNG, do ponad 50 krajów na sześciu kontynentach, wliczając w to nie tylko zestawy elektroniki, ale też własne główne komponenty mechaniczne.

Białystok i okolice to polskie zagłębie firm instalacji autogaz. Czy fakt, że byliście „kuźnią kadr” dla innych przedsiębiorstw irytuje, czy przyjmuje to Pani jako cenę, jaką się płaci za byciem liderem?

O ile taka sytuacja nie jest związana z nieuprawnionym wykorzystywaniem naszej własności intelektualnej i prowadzeniem nieuczciwej konkurencji, nie denerwuje nas za bardzo. Obecnie nie mamy z tym problemu. Oferujemy naszym ludziom pracę w solidnej spółce, udział w ciekawych, inspirujących projektach i dostęp do najnowszych technologii.

Jak odpowiedzialność za firmę zmieniła Panią jako człowieka? Co jest trudniejsze: wspinanie się na pozycję lidera czy utrzymanie „mistrzowskiego pasa”?

Na pewno dzięki tej pracy stałam się silniejsza, potrafię stawić czoła niepomyślnym faktom i zmierzyć się z rzeczywistością, a przez kontakt z kontrahentami z wielu krajów świata, zaspokajam po części swoje osobiste pasje podróżnicze. Prywatnie i zawodowo odwiedziłam już 40 krajów.

W obecnych burzliwych czasach utrzymanie się na pozycji lidera jest dużym wyzwaniem. Nasz wczorajszy sukces wcale nie gwarantuje jutrzejszego zwycięstwa, a jednocześnie lider musi mierzyć się z wieloma ryzykami, tak modelować kulturę organizacyjną i postawy ludzi, by mieli zdolność kwestionowania rzeczywistości, nie stawiali oporu wobec zmian. W tym celu staram się angażować wiele osób w proces podejmowania decyzji. Mam świadomość, że stanowisko prezesa nie gwarantuje nieomylności. Doceniam ludzi, którzy się ze mną nie zgadzają i nie boją się tego powiedzieć. Warto słuchać innych, nie tyko dlatego, że sami wszystkiego nie wiemy i nie możemy wiedzieć, ale też dlatego, że taka postawa oznacza szacunek i buduje motywację członków naszego zespołu.

AC SA

Intensywnie inwestuje w infrastrukturę produkcyjną (nowa hala produkcji wiązek i elektroniki, nowe maszyny i urządzenia). Od 2008 r. na inwestycje wydała łącznie ponad 90 mln zł.

Blisko 167 milionów zł przychodów w 2015 roku dało jej 29. miejsce na liście Podlaskiej Złotej Setki Przedsiębiorstw Kuriera Porannego. Kiedy weszła na parkiet warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych kurs jej akcji wynosił 19.90 zł. W miniony czwartek przekraczał 40 zł.

AC ma własne spółki zagraniczne w Peru i we Włoszech.

Na białostockim rynku w branży autogaz działają jeszcze takie firmy, jak EuropeGAS, LPGTECH, Alex i EDDC.

Maryla Pawlak-Żalikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.