Kolejna bomba. Tym razem skończyło się na strachu

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Andrzej Matys andrzej.matys@polskapress.pl

Kolejna bomba. Tym razem skończyło się na strachu

Andrzej Matys andrzej.matys@polskapress.pl

Wczoraj rano na budowie ulicy Ciołkowskiego firma saperska wykopała kolejną bombę. Na szczęście okazało się, że niewielką. Niewybuch został wywieziony. Obyło się bez ewakuacji

Firmę saperską zatrudnił - na polecenie miasta - wykonawca, czyli Budimex. I to właśnie ci saperzy znaleźli drugi niewybuch. Wbrew początkowym podejrzeniom okazało się, że ta bomba jest dziesięć razy mniejsza od poprzedniej. Ważyła tylko 50 kg.

- Saperzy już ją wydobyli, zabezpieczyli i umieścili w specjalnym samochodzie. Jeszcze dzisiaj zostanie wywieziona na poligon w Orzyszu i zdetonowana - poinformował wczoraj po popołudniu prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Dodał, że tym razem ewakuacja nie była konieczna.

Za to już wiadomo, że duża część budowy zostanie przeczesana przez specjalistów. - We wtorek i środę fragment ulicy Ciołkowskiego między Sulika i Plażową, na którym znaleziono obydwa niewybuchy, będzie dokładnie sprawdzana przez saperów - zapowiedział prezydent.

Pytany dlaczego tak późno sprawdzany jest plac budowy, prezydent odparł, że mniejszy niewybuch leżał pod pryzmą piachu, której do niedzieli nie można było przekopać. - Jak mi wyjaśnili saperzy, było to możliwe dopiero, gdy została wywieziona pierwsza bomba. I dopiero wtedy mógł tam wjechać ciężki sprzęt, a wynajęta firma mogła zacząć poszukiwania - podkreślił Tadeusz Truskolaski.

Okazało się również, że ani inwestor - czyli miasto, ani wykonawca nie musieli wcześniej sapersko sprawdzać terenu budowy. - Nie ma takich przepisów i nie ma takiego obowiązku. Jedynie decyzja środowiskowa nakazuje nam prowadzenie między innymi nadzoru archeologicznego i przyrodniczego. O niewypałach nie wspomina - mówi Bożena Zawadzka, szefowa Zarządu Dróg Miejskich w Białymstoku.

Urzędnicy zapewniają, że akcje saperów nie spowodują opóźnień w budowie ulicy Ciołkowskiego. Bo ekipy budowlane na czas wydobywania niewypałów przeniosły się w inne miejsca.

Sprowadzenie saperów i wydobycie obu bomb kosztowały kilkanaście tysięcy złotych. - Kontrakt nie przewidywał takich wydatków i Budimex będzie musiał za to zapłacić. Potem prawdopodobnie zwróci się do nas o refundację kosztów. Wtedy będziemy rozmawiać - dodaje Bożena Zawadzka.

Andrzej Matys andrzej.matys@polskapress.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.