„Kontrasty” jako legitymacja peerelowskiego inteligenta

Czytaj dalej
Jerzy Doroszkiewicz

„Kontrasty” jako legitymacja peerelowskiego inteligenta

Jerzy Doroszkiewicz

Z jednodniówki społeczno-kulturalnej dla białostockiej inteligencji twórczej „Kontrasty” ewoluowały do miesięcznika. Kiedy na czele redakcji stanął Klemens Krzyżagórski, pismo nie tylko zmieniło szatę graficzną, ale w ciągu kilku lat stało się trybuną najlepszych polskich reporterów i fotografów. Było o nim głośno w całej Polsce.

Dziś tamte lata trudno sobie młodzieży nawet wyobrazić. Punkty ksero łaszą się do przechodniów promocjami, nikt już nie pamięta o powielaczach, a drukarka komputerowa to standardowe wyposażenie komputera każdego nastolatka. Pół wieku temu było zupełnie inaczej.

Bez partii ani rusz

Marek Kietliński w publikacji „Historia białostockich Kontrastów 1965-1990” pomyślanej jako katalog wystawy przygotowanej przez Archiwum Państwowe w roku 2015 przypomina klimat kulturalny Białegostoku początku lat 60. XX wieku. Przywołuje legendę Klubu „Siedmiu” łączącego aktorów, architektów, dziennikarzy, ekonomistów, muzyków, plastyków i prawników. Spotykali się w budynku, gdzie mieściła się redakcja „Gazety Białostockiej” ( dziś to gmach „Solidarności” przy ulicy Suraskiej). Żeby było zabawniej, a władzy wygodniej, w tym samym budynku w czasach PRL-u mieściła się cenzura pilnie patrząca, co wydobywa się z redakcyjnych maszyn do pisania. W 1962 roku odrodził się Białostocki Klub Literacki, zaś dwa lata później powstał Białostocki Ośrodek Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy. Narodziły się też Białostockie Towarzystwo Kultury i Białostockie Towarzystwo Naukowe. Przypomnijmy - nie było internetu, białostocka rozgłośnia nadawała kilka godzin programu, w telewizji był tylko jeden program. Twórcy i inteligenci chcieli zaznaczyć swoją obecność w formie pisanej. Z misją założenia pisma społeczno-kulturalnego do komitetu wojewódzkiego PZPR poszła Krystyna Marszałek- Młyńczyk, posłanka na Sejm reprezentująca Stronnictwo Demokratyczne. Władza pokazała figę.

W końcu w styczniu 1965 roku ukazała się jednodniówka ”Kontrasty”. Współpracowali z pisemkiem dziennikarze „Gazety Białostockiej” ale też poeci: Zbigniew Ślączka, Wiesław Kazanecki czy historyk Henryk Majecki.

Przez trzy lata władza zgodziła się na wydanie sześciu numerów. Także trzy lata zajęło przekonanie towarzyszy z komitetu centralnego PZPR w Warszawie, że Białystok ma ukształtowane środowisko kulturalne i naukowe, któremu brakuje regularnego periodyku. Od 1968 roku „Kontrasty” zaczęły wychodzić już jako regularny kwartalnik. W stronę Białegostoku powiały pomyślne wiatry i od 1 stycznia 1969 roku sam minister kultury i sztuki pozwolił zamienić pismo w miesięcznik.

Prowincja ma głos

Pierwsze lata „Kontrastów” to zdaje się niezgorsze czasy dla wykuwania się osobowości późniejszych pisarzy i dziennikarzy, dla niektórych była to z pewnością możliwość zdobycia honorariów z dodatkowych publikacji. W redakcji pisma zadomowił się choćby Wiesław Kazanecki. Jeden z najlepszych współczesnych poetów jakich wydał Białystok, prowadził w miesięczniku dział literacki. Na łamach pojawiali się Edward Redliński, Sokrat Janowicz, ale też i Aleksander Omiljanowicz. Czasy były takie, że nikomu nie przeszkadzała jego przeszłość jako szefa bezpieki w Iławie i Nidzicy, zwłaszcza że wcześniej był więźniem hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Do roku 1998 Aleksander Omiljanowicz napisał kilkanaście książek. Za zbrodnie komunistyczne trafił do więzienia dopiero w 2005 roku, rok później zmarł za kratami.

„Kontrasty” na przełomie lat 60. i 70. XX wieku pisały o problemach regionu, relacjonowały imprezy kulturalne. Pismo mogło nawet pisać o środowiskach polonijnych w Detroit i Toronto, a nawet publikować ich wiersze. Były numery poświęcone przeszłości miast i miasteczek województwa białostockiego. Kiedy rządzącego województwem Białorusina Arkadiusza Łaszewicza zastąpił warszawski spadochroniarz Zdzisław Kurowski, szybko zorientował się, że „Kontrasty” to regionalne pismo, w dodatku słabo redagowane. Zlecił opracowanie koncepcji periodyku, który miał „ukazywać społeczną treść budowania drugiej Polski, szczególnie bacznemu oglądowi poddając społeczną substancję obszarów cywilizacyjnie zapóźnionych i rozwijających się, szczególnie Białostocczyzny”. W piśmie miał dominować reportaż i literatura faktu. Potrzebny był tylko nowy naczelny. Jak wspominał kilka lat temu Krzysztof Rau, to on miał zaproponować Klemensowi Krzyżagórskiemu, redaktorowi sławnej już wówczas wrocławskiej „Odry” (miesięcznika społeczno-kulturalnego, w którym publikowali Zbigniew Herbert, Miron Białoszewski, Stanisław Lem, Ryszard Kapuściński, Tadeusz Różewicz, Wisława Szymborska, Jarosław Marek Rymkiewicz, czy Julian Kornhauser) pracę konsultanta teatralnego w naszym teatrze lalek. Już w Białymstoku otrzymał on propozycję szefowania „Kontrastom”. I się zaczęło.

Złote lata miesięcznika

Klemens Krzyżagórski zaprosił do współpracy najlepszych reporterów. Z całej Polski zjeżdżali na Białostocczyznę, by odkrywać region. Namówił do współpracy Melchiora Wańkowicza, Wojciecha Giełżyńskiego, Hannę Krall, Małgorzatę Szejnert, Krzysztofa Kąkolewskiego, a nawet Kazimierza Brandysa.

Lśniła gwiazda Włodzimierza Pawluczuka, Edward Redliński publikował „Nikiformy”, Janusz Niczyporowicz pisał świetne reportaże wcieleniowe. Pojawili się sławni fotografowie, zaś etatowym fotoreporterem pisma był Piotr Sawicki, który szukał kadrów do tekstów reporterskich sław. Charakterystyczne okładki, mimo podłego papieru, wyróżniały się szatą graficzną w kioskach, a „Kontrasty” stały się znane w całej Polsce.

Śmierć po cichu

Od 1989 roku pojawiały się teksty o „białych plamach” historii, Jan Leończuk publikował swój „Zapiśnik sołtysa”, współpracowali Sokrat Jano-wicz czy Waldemar Smaszcz. Kiedy można było sprywatyzować tytuł, nie znaleźli chętni do podjęcia ryzyka. Ostatni numer „Kontrastów” wyszedł w sierpniu 1990 roku.

Jerzy Doroszkiewicz

Szeroko pojęta kultura - to temat rzeka, który można eksplorować w nieskończoność. A że w Białymstoku dzieje się wbrew pozorom sporo - warto o tym pisać. A kiedy jest czas - skonfrontować z tym, co dzieje się w Polsce i świecie i podzielić się przemyśleniami z Czytelnikami i Internautami. Stale zaglądamy do Opery i Filharmonii Podlaskiej, śledzimy poczynania Teatru Dramatycznego, ale nie zaniedbujemy Białostockiego Teatru Lalek i teatru szkolnego Wydziału Sztuki Lalkarskiej. A zatem - do zobaczenia na imprezach i do poczytania

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.