Krzysztof Szubzda: Zły to ktoś, co własne zęby kała

Czytaj dalej
Fot. pixabay.com
Krzysztof Szubzda

Krzysztof Szubzda: Zły to ktoś, co własne zęby kała

Krzysztof Szubzda

W restauracji, pizzerii a nawet podrzędnym barze często stoi na stole tubka pełna wykałaczek. To miłe. Ale nie zauważyłem jeszcze, żeby ktoś z nich korzystał. Mało tego, kiedyś sięgnąłem po jedną i dziewczyna, z którą siedziałem zrobiła taką minę, jakbym co najmniej wyciągnął z nosa kozę i zaproponował, że będziemy ją do siebie turlali po stole.

Publiczne dłubanie w zębach jest chyba objęte silniejszym tabu niż publiczne karmienie piersią, przekazywanie sobie gumy do żucia z ust do ust, a nawet męsko-męskie pocałunki. Naprawdę. Kiedyś widziałem młoda matkę, która po wyjściu z niemowlęciem z łazienki postawiła pampersową kulę na brzeżku stołu i spokojnie dokończyła obiad.

- No, a co miała zrobić? - zapytała mnie młoda dyrektor, kiedy wymieniłem z nią kilka uwag na temat mało nastrojowego zawiniątka.

Ciekawe czy z podobnym zrozumieniem przyjęłaby to, że po sutym obiedzie chcę sobie przez kwadransik powyciągać spomiędzy zębów mięsne ścięgienka, szpinakowe włókienka, kminki-drobinki i cały ten śmietniczek zapakowałbym w podobną kuleczkę i postawił między nami. Łatwiej by mi wybaczyła sążniste smarknięcie zakończone furkotem chusteczki niż beztroskie wykałanie. No właśnie! Nawet sam czasownik wydaje nam się podejrzanie dziwny i jakiś taki brudny! Jest tak nieestetyczny, że wyrzuciliśmy wykałanie ze słownika. To dziwne, bo jest wyżymaczka, którą się wyżyma, trzepaczka, którą się trzepie, obieraczka, wycieraczka, zamiataczka, polewaczka, spluwaczka, zwilżaczka, przewijaczka czy skrobaczka, którymi się obiera, wyciera, zamiata, polewa, spluwa, zwilża, przewija i skrobie a wykałaczką się nie wykała? Dlaczego? Jeszcze nasze babcie czytały bajki o ptaszku zwanym brodziec, co mieszka w paszczy krokodyla i co wieczór mu zęby wykała. Teraz dzieci uczą się raczej o tym, żeby w zębach nie grzebać.

Tolerancja dla grzebania w zębach jest prawdopodobnie wprost proporcjonalna do problemów stomatologicznych danego kraju. Tak jak tolerancja dla charkania jest wprost proporcjonalna do stopnia zanieczyszczenia powietrza. W Chinach charka się, ciąga nosem, chrząka i pluje w najlepsze pod nogi, w krzaki, za siebie, przed siebie i wszyscy są szczęśliwi, że nieszczęśnik pozbył się pomyślnie pyłów PM2,5 oraz PM10. I wykałaczki też są na Wschodzie w szerokim użyciu. Jest nawet powiedzenie, że kulturalny człowiek używa wykałaczki, nawet jeśli przez cały dzień nic nie jadł. Amerykańscy maczo też podobno wyjmują wykałaczkę z buzi tylko do ślubnego portretu.

Bez względu na to, czy wykałanie jest eleganckie czy nie, człowiek robi to jednak od pradziejów. Być może wykałaczki z epoki żelaza bardziej rysowały szkliwo niż nasze drewniane, a już wykałaczką z ery kamienia łupanego można było spokojnie wyłupać sobie i ząb. I teraz fachowcy to widzą. Z całą pewnością wykałaczki z epoki brązu, robione były z brązu i znajdujemy je w grobach, co czyni z wykałaczki najstarszy udokumentowany środek higieny osobistej. Wykałaczka dzierży też inne niezwykłe rekordy. Jest najczęściej połykanym przez pomyłkę przedmiotem w Stanach Zjednoczonych. W Polsce ten rekord należy chyba do rybiej ości. Jeśli chodzi o ucho, na topie jest chyba groszek, a z nosa najczęściej wyjmują lekarze guziki, pinezki i nasadki od mazaków. Są oczywiście jeszcze inne części ciała, w które można coś wetknąć, ale chyba za daleko odeszliśmy od wykałaczki.

Wykałaczka jest naprawdę genialnym wynalazkiem i ma wiele zaskakujących zastosowań. Można nią udrażniać zaschłe wyloty dawno nieużywanych keczupów, wyczyścić klawiaturę komputera, albo zawinąć ją na końcu taśmy klejącej. Niejeden z nas szukał, drapiąc paznokciami, gdzie kończy się taśma. Poza tym wykałaczką da się uszczelnić wąż ogrodowy na kranie, zreperować zawiasy drzwiczek. Ostatnio widziałem też wykałaczki z małymi chorągiewkami. Odruchowo zakwalifikowałem je do najgłupszych udogodnień świata. Ale moja znajoma zrobiła z nich bardzo praktyczny użytek. Wbija odpowiednie flagi w odpowiednie kiełbaski. Bo syn woli mocno wypieczone, drugi syn średnio, mąż słabo, a ona w ogóle nie lubi kiełbasek. Więc wbija najstarszemu Brazylię, młodszemu - Włochy, mężowi - Niemcy, a swoją flagę wbija w kaszankę. Flaga Francji jest w kaszance oczywiście. I od razu świat jest prostszy, a prostota bardziej światowa.

Krzysztof Szubzda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.