Lekkoatleci byli chlubą przedwojennej Białostocczyzny

Czytaj dalej
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.
Alicja Zielińska

Lekkoatleci byli chlubą przedwojennej Białostocczyzny

Alicja Zielińska

Od 21 do 23 lipca na białostockim stadionie w Zwierzyńcu odbędą się 93. Mistrzostwa Polski w Lekkoatletyce. To ogromna i prestiżowa impreza sportowa. W przeszłości Białystok był gospodarzem mistrzostw mężczyzn, ale było to ponad 80 lat temu, w lipcu 1935 roku. O sukcesach naszych zawodników przed wojna opowiada Jerzy Górko, autor wydanej właśnie książki Medale i rekordy. Z historii lekkiej atletyki w regionie podlaskim 1921 - 2017.

Białostoczanie lubili sport. Każde zawody to było wydarzenie. Mieliśmy wiele powodów do radości, prawda? Nasi lekkoatleci osiągali świetne wyniki.

Jerzy Górko: Lekkoatletyka była wizytówką przedwojennego województwa białostockiego. Z naszego regionu pochodził pierwszy sportowiec, który uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Berlinie w 1936 r. To trójskoczek Edward Luckhaus, reprezentujący barwy Jagiellonii. Był sześciokrotnym reprezentantem Polski na najważniejszych zawodach w trójskoku. W olimpiadzie w 1936 r. brał udział także białostoczanin Kazimierz Kucharski, chociaż już wówczas reprezentował Pogoń Lwów. Sprinter Bernard Zasłona z policyjnego klubu Sparta Białystok w latach 1936-38 był sześciokrotnym mistrzem Polski w biegach na 100 i 200 metrów i etatowym reprezentantem kraju. I czwarty muszkieter w tym sportowym gronie Julian Strzałkowski jako pierwszy w historii zawodnik zdobył medal w lekkiej atletyce. Ale w jakiej konkurencji? W chodzie na 50 km! W 1930 r. w Białymstoku 12 października na Stadionie Zwierzynieckim był start i meta w chodzie na tym dystansie. Trasa prowadziła w kierunku Nowosiółek i z powrotem. I tenże Julian Strzałkowski, zawodnik klubu sportowego przy 42 pułku piechoty pokonał tę trasę w żołnierskich butach. Co ciekawe wynik, jaki wówczas uzyskał - 5 godzin, 2 minuty i 12 sekund do dziś jest rekordem naszego regionu w chodzie na 50 km, ponieważ poza okresem przedwojennym żaden z naszych lekkoatletów nie próbował sił aż na 50 km.

Luckahaus i Kucharski, jak czytamy w Pańskiej książce, zmienili barwy klubowe i opuścili Białystok.

- Tak. Kucharski, jak wspomniałem, poszedł do Pogoni Lwów. Śmiem twierdzić, że to ja dotarłem do tej informacji. W październiku 1935 r. Kazimierz Kucharski był najlepszym w świecie średniodystansowcem. Po zdobyciu w barwach Jagiellonii 6 złotych medali w biegach na 800 i 1,5 km w mistrzostwach seniorów, po ustanowieniu siedmiu rekordów Polski na dystansie od 800 do 1,5 km, po wygraniu w 1935 r. z Amerykanami na zawodach w Sztokholmie, które traktowano jako mistrzostwa świata - Kucharski po tym niezwykle udanym sezonie, w specjalnym liście zamieszczonym na łamach ówczesnego Dziennika Białostockiego pożegnał się z białostockimi kibicami informując, że niestety odchodzi z dniem 1 stycznia 1936 r. do Pogoni Lwów. Natomiast Luckhaus po olimpiadzie w Berlinie został ściągnięty do Polonii Warszawa. Były to mocniejsze ośrodki niż Białystok. Ale jak się przegląda przedwojenną prasę białostocką, to co chwila czyta się o sukcesach Kucharskiego i Luckhausa. Luckhaus np. 15 czerwca 1936 r. miał znakomitą formę przed igrzyskami - na stadionie zwierzynieckim ustanowił rekord Polski, który był trzecim w ogóle w historii w świecie.

Co się składało na te wspaniałe sukcesy? Świetni zawodnicy, sprzyjające warunki?

- W latach przedwojennych o wszystkim decydował talent, to co najważniejsze w każdym zawodniku. Byli to bardzo zdolni ludzie, oni przecież godzili uprawianie sportu z codzienną pracą. Kucharski był z zawodu geodetą, pracował w urzędzie mierniczym, Zasłona był policjantem. Ze swoimi wynikami jeszcze dziś znaleźliby się w pierwszej dziesiątce w historii regionu podlaskiego w tych konkurencjach. Rekord regionu Kucharskiego na 800 metrów ustanowiony w 1935 roku został pobity dopiero w 1974 roku, po 39 latach. Rekord Zasłony na 100 metrów został pobity po 34 latach w 1972 roku, a rekord Luckhausa w trójskoku został pobity po 31 latach. To świadczy o tym jakie to były talenty. A przecież warunki do uprawiania sportu były nieporównywalne z tymi obecnie. Nie było trenerów osobistych, żadnych odżywek, czy ubrań, butów. Na przykład dziś uznaje się, że spodenki, w jakich startowali zawodnicy, wstrzymywały pęd powietrza, a kiedyś to było coś naturalnego.

Jak się potoczyły dalsze losy naszych zawodników?

- Zasłona w 1939 r. walczył w kampanii wrześniowej. Internowany na Litwie uniknął Katynia, ale oczywiście został też przejęty przez Sowietów, znalazł się w łagrze w Związku Radzieckim. Po amnestii trafił do armii Andersa, gdzie był instruktorem sportowym. Z II korpusem doszedł pod Monte Cassino , gdzie został ranny podczas walk o zdobycie klasztoru. Odznaczony krzyżem Virtuti Militari pozostał na emigracji w Londynie. Kucharski po wojnie trafił do klubu w Warszawie i tam kontynuował swoją karierę sportową. Luckhaus w 1937 r. przeszedł do Polonii Warszawa, z chwilą wybuchu wojny podpisał folkslistę z racji na nazwisko. W czasie wojny był referentem sportowym i został przez Niemców wysłany do pertraktacji z Januszem Kusocińskim, aby ten - aresztowany w Warszawie - za cenę uratowania życia podjął się obowiązków trenera kadry niemieckich biegaczy. Kusociński odmówił.

Szkoda, że taką drogę wybrał właśnie Luckhaus.

- Ale proszę zobaczyć, co się z nim dalej dzieje. W 1942 r. Luckhaus zgłasza się ochotniczo na front wschodni, walczy z Sowietami, tam zostaje wzięty do niewoli, w 1948 r. wraca do Niemiec i staje się uznanym malarzem. Do śmierci, w 1975 r. był cenionym artystą w środowisku niemieckich malarzy.

A nasze panie sportsmenki?

- Przed wojną kobiety też były dobrymi zawodniczkami, chociaż nie zdobyły tak jak ich koledzy złotego medalu. Wyróżnić należy Irenę Daszutę- Zimnoch. Była pierwszą w historii białostocką sportsmenką, która startowała po wyjściu za mąż, co było ewenementem wówczas, gdyż w ogóle uprawianie sportu przez kobiety było nieładnie odbierane, a co dopiero mówić o mężatce. Irena Daszuta- Zimnoch w 1933 r. zdobyła brązowy medal w skoku wzwyż w halowych mistrzostwach Polski, a w 1936 r. zdobyła srebrny medal w biegu na 200 metrów, już na otwartym stadionie.

Do książki Jerzego Górki wrócimy w lipcu, przed mistrzostwami Polski na białostockim Zwierzyńcu.

Alicja Zielińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.