Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Adam Karol Czartoryski, czyli książę bez gronostaja

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Łukasz Gazur

Adam Karol Czartoryski, czyli książę bez gronostaja

Łukasz Gazur

Interesował się samochodami, sportem i kobietami. Kim jest Adam Karol Czartoryski, potomek arystokratycznego rodu, od którego państwo odkupiło słynną „Damę z gronostajem”?

Jest 1975 rok. Muzeum Czartoryskich odwiedza jako hiszpański zapaśnik. Do dziś pamięta moment, kiedy staje przed słynną „Damą z gronostajem” Leonarda da Vinci. - Zachwycająca - szepcze.

To Adam Karol Czartoryski, potomek księżnej Izabeli. Tej samej, która w Puławach stworzyła pierwsze polskie muzeum, złożone ze zbiorów arystokratycznego rodu. To właśnie jej syn, Adam Jerzy, podarował mu jako pamiątkę z włoskich wojaży portret Cecylii Gallerani znany jako „Dama z gronostajem”.

Książe Adam wspomina, że tamtego popołudnia, kiedy pojawił się w Krakowie, przebywał w Polsce incognito. Nie chciał, by polskie władze mu się przyglądały. Przecież pochodził z arystokracji, rodziny obszarników posiadających m.in. ordynację sieniawską. Ale - jak sam mówił- dla tamtego młodego chłopaka brzmiało to raczej niczym legendy niż fakty. Bo on, urodzony w Hiszpanii, jako Adán Carlos Jesús María José Czartoryski y de Bórbon-Dos Sicilias (czyli Adam Karol Czartoryski Burbon-Sycylijski), specjalnych związków z Polską nie miał. A w kręgach międzynarodowej arystokracji większe wrażenie robiło raczej jego powinowactwo z hiszpańskim domem panującym - przez matkę Marię Dolores jest kuzynem byłego króla Juana Carlosa.

Adam Karol urodził się w Hiszpanii, natomiast studia kończył w Anglii. Bardziej niż dziełami sztuki interesował się sportem. Po studiach osiadł w Londynie. Później trafił do Rzymu. Słynął ze słabości do zapasów, samochodów i pięknych kobiet. A o kraju nad Wisłą nie myślał w ogóle.

***

Sytuacja zmieniła się w latach 80. Wtedy w Polsce pojawiła się koncepcja, by wykupić zbiory Czartoryskich. Głównym architektem tego pomysłu był Marek Rostworowski, ówczesny pracownik Muzeum Czartoryskich, oddziału Muzeum Narodowego w Krakowie. W negocjacje z ówczesnym jedynym już spadkobiercą rodu Czartoryskich zaangażował się kolekcjoner, Adam Ciechanowiecki. Cena ustalona została na 5-6 milionów dolarów. Suma niewygórowana.

Adam Karol Czartoryski przyznaje, że wówczas nawet nie podejrzewał, że komunizm w Polsce może upaść. Zdziwił się nawet, że władze PRL chcą mu za kolekcję (do której i tak nie miał dostępu) zapłacić. Ale państwo po prostu chciało się zabezpieczyć. Kolekcja bowiem nigdy nie była znacjonalizowana. Od 1950 roku była „pod opieką” Muzeum Narodowego jako jego oddział.

Kiedy wydawało się, że sprawa znajdzie swój finał, któryś z ministerialnych urzędników wpadł na pomysł, by wspomnianą sumę wypłacić w... węglu. - No wyobraża pan to sobie? Chcieli mi to pod moim domem w Londynie wysypać czy jak? - burzył się w 2009 roku Adam Karol Czartoryski.

Tak oto pierwsza z propozycji kupienia kolekcji nie doszła do skutku.

W 1989 roku komunizm upadł. Zbiory zostały mu zwrócone jako jedynemu spadkobiercy. Czartoryski utworzył prywatną fundację, której przekazał na własność kolekcję i budynki muzealne. Ministrem kultury był wtedy Marek Rostworowski. Państwo reprezentowane przez Muzeum Narodowe wzięło na siebie obowiązek utrzymania Muzeum i Biblioteki Czartoryskich.

W statucie fundacji zapisano, że jej majątek w Krakowie i Sieniawie jest jako „historyczna, nierozerwalna całość” niezbywalny. Przedmioty, które były w muzeum jako depozyty Czartoryskich, książę oddał też w depozyt fundacji. Prezesem zarządu miał być „każdoczesny dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie”. W preambule stwierdzono, że Muzeum i Biblioteka Czartoryskich są „instytucją kultury narodowej”, której działanie „gwarantowane jest przez państwo polskie”.

***

Przez kilka lat wydawało się, że model współpracy stworzony między Muzeum Narodowym w Krakowie i prywatnym właścicielem wychodzi sztuce na dobre. Ale w 1997 r. Adam Karol Czartoryski wycofał - za wiedzą fundacji - część depozytów z kolekcji i... sprzedał. - Już wcześniej się na to zanosiło - twierdzi anonimowo jedna z osób zasiadających wówczas w Radzie Fundacji.

- Adam Karol poprosił, by na zebraniu rady była także jego żona, Jossette, choć do tego gremium nie należała. I to właśnie ona w pewnym momencie powiedziała: „Wygląda na to, że to mogłoby być prywatne, całkiem dochodowe muzeum”. Dobrze pokazywało to, że w tej parze głową być może jest Adam Karol Czartoryski, ale szyją - zdecydowanie jego żona.

Tadeusz Chruścicki, dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie, rozpoczął - w imieniu fundacji jako jej ówczesny prezes - akcję kupowania najcenniejszych depozytów z kolekcji. Pieniądze pochodziły z sum, które przynosiły podróże zagraniczne „Damy...”.

Umowę sfinalizowano w 2001 roku. Adam Karol odsprzedał fundacji 2 tys. przedmiotów za kilka milionów złotych. Za bezcenną statuetkę, relikwiarz Drzewa Krzyża Świętego w stylu bizantyjskim, jeden z kilkunastu takich na świecie, oddaną w depozyt zamkowi wawelskiemu, zgodził się wziąć... 1 tys. zł.

Sierpniowe popołudnie 2011 roku. Do budynku Fundacji xx. Czartoryskich wkraczają nowe władze. Wypraszają pracowników, pieczętują dokumenty. Zdezorientowane sekretarki dzwonią do członków zarządu. Podobno już odwołanego. Chodzi o Adama Zamoyskiego, Marię Osterwę-Czekaj i Antoniego Potockiego. Ale nikt nie przedstawił żadnych dokumentów.

***

To nie był jedyny zarząd fundacji, z którym fundator rozstał się w ten sposób. Wszyscy kolejni byli w ten sposób żegnani. Zresztą z wieloma byłymi współpracownikami spory skończyły się w sądzie. Tak było choćby ze wspomnianym zarządem fundacji i z Adamem Zamoyskim jako prezesem. Poszło o zarzut niegospodarności, z którym byłe władze fundacji się nie zgadzały. I sprawę przed sądem wygrały.

Innym przyjacielem, który niepostrzeżenie stał się wrogiem, został Adam Ciechanowiecki. Ten sam, który w latach 80. negocjował ze spadkobiercą Czartoryskich sprzedaż zbiorów. Oskarżony został o „przywłaszczenie niektórych zbiorów” i włączenie ich w kolekcję Fundacji Ciechanowieckich, działającej przy Zamku Królewskim w Warszawie.

Ciechanowiecki twierdził, że za nie przecież zapłacił. Chodziło m.in. o wspomniane wycofane w 1997 roku z Muzeum Czartoryskich depozyty.

Kolekcja którą państwo polskie wykupiło za równowartość 100 mln euro, to zbiory stanowiące pierwsze polskie muzeum. Założyła je w 1801 r. w Puławach księżna Izabela Czartoryska. Po powstaniu listopadowym księżna wywiozła zbiory do rezydencji w Sieniawie, skąd trafiły do Paryża. Wnuk twórczyni cennej kolekcji, Władysław, chciał wypełnić wolę babki. Po kilku latach zabiegów w końcu zbiory trafiły do Krakowa. W 1876 r. powstało tu Muzeum xx. Czartoryskich, które miało „służyć narodowi”.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Kuriera Porannego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Kuriera Porannego
  • codzienne e-wydanie Kuriera Porannego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Łukasz Gazur

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.