Grzegorz Kuczyński

Mordercy, gwałciciele i kanibal. Grupa Wagnera mocno zmienia oblicze na Ukrainie

Wagnerowcy na ukraińskim froncie zazwyczaj współdziałają ze specnazem regularnej rosyjskiej armii Fot. mil.ru Wagnerowcy na ukraińskim froncie zazwyczaj współdziałają ze specnazem regularnej rosyjskiej armii
Grzegorz Kuczyński

Kilka dni temu w Chersoniu mieli zetrzeć się z kadyrowcami. W poniedziałek są zaś doniesienia, że precyzyjny ostrzał z HIMARS-a zdemolował im bazę w Kadijewce w Donbasie. Wagnerowcy, bo o nich mowa, ponoszą coraz większe straty na Ukrainie. Ale też ta prywatna spółka najemnicza stała się dla Kremla niezbędna dla dalszego prowadzenia wojny.

Wojna z Ukrainą spowodowała, że Jewgienij Prigożin i sponsorowana przez niego tzw. Grupa Wagnera, wyszli z cienia. Bliski Putinowi oligarcha jeszcze niedawno dementował wszelkie doniesienia o jego, czy też jego spółek, związkach z wagnerowcami. Ba! Za takie twierdzenia pozywał nawet do sądu. Teraz zrzucił maskę. Stał się bowiem ważną postacią w wojnie z Ukrainą, a za zasługi bojowe wagnerowców i wkład Grupy Wagnera w wysiłek zbrojny dostał nawet najwyższe odznaczenie: tytuł Bohatera Rosji.

[twitter]https://twitter.com/den_kazansky/status/1571749808045432832[/twitter]

W mediach już otwarcie nie tylko mówi się o udziale wagnerowców w wojnie, ale wychwala ich zasługi i zachęca do wstępowania w szeregi słynnej najemniczej organizacji. Nic dziwnego, wszak Kreml zdecydował, że nie chce ogłaszać powszechnej mobilizacji, więc ubytki w szeregach oddziałów walczących z Ukraińcami trzeba wypełniać ochotnikami idącymi wojować za pieniądze. A że najlepiej płaci Prigożin, to i Grupa Wagnera stała się najbardziej atrakcyjną formacją (choć na Ukrainie są też inne spółki najemnicze). Według raportu ukraińskiego wywiadu wojskowego, wagnerowcy otrzymują równowartość 6 tys. dolarów miesięcznie (plus premie). Ale nawet to za mało, żeby zwerbować wystarczającą liczbę żołnierzy. Więc Kreml polecił, by szukać ich za drutami kolonii karnych i w murach aresztów śledczych. Tej misji podjął się Prigożin, i to nawet osobiście.

Więzienny zaciąg Wagnera
Kilka dni temu w Internecie opublikowano nagranie, na którym Prigożin przedstawia więźniom jednej z kolonii karnych warunki "współpracy". Biznesmen mówi m.in., że zabroniona jest dezercja, szabrownictwo, narkotyki i alkohol oraz oddanie się do niewoli. Co zyska ochotnik za pół roku służby? Ułaskawienie i oczywiście żołd. Nagranie z kolonii karnej w Republice Mari El nie jest takim pierwszym. Wcześniej w sieci krążyło nagranie, na którym widać, jak w pewnej kolonii karnej w Kraju Krasnodarskim ląduje śmigłowiec z Prigożinem i domniemanym dowódcą Grupy Wagnera, Dmitrijem Utkinem ps. Wagner. Tam też odbyło się spotkanie z więźniami i padły te same obietnice oraz ostrzeżenia. Według społecznych aktywistów monitorujących sytuację w rosyjskim systemie penitencjarnym na wojnę z Ukrainą zwerbowano już ok. 10 tys. więźniów.

[twitter]https://twitter.com/Maxio28/status/1570167213684064258[/twitter]

Więźniowie, którzy decydują się pójść na wojnę z Ukrainą, trafiają na zaledwie dwutygodniowe szkolenie w Mołkino. A potem już front. Trudno więc uznać, by przedstawiali jakąś szczególną wartość bojową, zwłaszcza jeśli nie mają za sobą służby wojskowej. Ubywa weteranów kampanii w Syrii i Afryce, byłych żołnierzy specnazu. Przybywa słabo wyszkolonych i niezdyscyplinowanych przestępców, w tym morderców, rabusiów i gwałcicieli. Z tych ostatnich sformowano odrębny oddział. Nie wiadomo gdzie trafił skazany za zabójstwo kanibal, były więzień kolonii karnej w Saratowie.

Na wojnie z Ukrainą
Do czerwca obecność Grupy Wagnera na froncie ukraińskim nie była tak widoczna, jak operacje tych najemników w Syrii czy Afryce, szeroko udokumentowane w mediach społecznościowych i tradycyjnych. Jeszcze w maju minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zapewniał: „Grupa Wagnera nie została rozmieszczona na Ukrainie i nie ma żadnych związków z państwem rosyjskim”. W pierwszej fazie inwazji wagnerowców na Ukrainie nie widziano. Doniesienia brytyjskiego „Timesa” z pierwszych dni kampanii o ponad 400 najemnikach z Grupy Wagnera polujących w Kijowie na Wołodymyra Zełenskiego i członków ukraińskiego rządu były sensacyjne, ale z rzeczywistością wiele wspólnego nie miały.

Po pierwsze, wagnerowcy w tego typu mokrej robocie się nie specjalizują (mimo tego, że kilka lat temu zlikwidowali kilku niewygodnych komendantów polowych w okupowanej przez Rosjan ługańskiej części Donbasu). Po drugie, wszystkie dane wskazują, że o znaczącej obecności tych najemników na Ukrainie można mówić dopiero w kwietniu. I to na wyraźne polecenie Putina, którego zawiodły plany Szojgu. Minister obrony od dawna pozostaje w konflikcie z Prigożinem i armia wspiera oraz współpracuje z wagnerowcami tylko wtedy, gdy jest wyraźna presja Kremla. Z kolei Prigożin nie raz dawał do zrozumienia, że odpowiada przed Putinem, a nie Szojgu. Informator portalu Meduza twierdził, że Prigożin odmówił przed rozpoczęciem wojny w lutym zmobilizowania swoich najemników na Ukrainę bez bezpośrednich rozkazów prezydenta Putina.

[twitter]https://twitter.com/christogrozev/status/1571153768204435456[/twitter]

Generałowie musieli przeprosić się z „kucharzem Putina”, jak mówi się o Prigożinie, którego firmy wygrywają od lat przetargi na dostawy żywności dla jednostek wojskowych, ale też są potentatem w cateringu dla szkół i przedszkoli. Wojskowe lotnictwo transportowe przerzuciło na zaplecze frontu setki weteranów Grupy Wagnera z Sudanu, Republiki Środkowoafrykańskiej czy Libii i Syrii. Do tego rozpoczął się masowy werbunek nowych członków organizacji jak Rosja długa i szeroka. W efekcie w kwietniu agencja AFP podawała, powołując się na źródła w UE, że na Ukrainie jest już 10-20 tys. najemników. Ale, co warto zaznaczyć, nie chodziło tu o samych wagnerowców, ale wszystkich ogółem najemników. Oddziały wagnerowców zostały podporządkowane rosyjskiemu dowództwu wojskowemu na Ukrainie. Wypełniają rozkazy dowództwa armii, korzystają z logistyki i wsparcia armii.

Wagnerowcy w Donbasie
Obserwując dotychczasowy (od kwietnia) szlak bojowy wagnerowców na Ukrainie uwagę należy zwrócić na trzy kwestie. Po pierwsze, najemnicy z Grupy Wagnera zazwyczaj ściśle współpracują ze specnazem i podejmują się bardzo trudnych zadań bojowych. Po drugie, obszarem ich działalności jest Donbas, doniecki i ługański odcinki frontu. Po trzecie, po kilku powodzeniach militarnych, wraz z wejściem do gry zachodniej artylerii po stronie ukraińskiej, wagnerowcy na równi z regularną armią i milicjami z tzw. republik ludowych zaczęli brać srogie baty.

Pierwszym sukcesem militarnym Grupy Wagnera był walny udział w zdobyciu na początku maja Popasnej, ważnego węzła drogowego i kolejowego na tzw. kierunku bachmuckim, tuż przy granicy obwodu ługańskiego z donieckim. Potem, w czerwcu wagnerowcy wspierali regularne wojsko w walkach o Łysyczańsk, który padł 3 lipca. Dzień później rosyjskie wojsko z pomocą wagnerowców zajęło Kłynowe, wieś między Switłodarskiem a Bachmutem. To właśnie w Switłodarsku, a także w Myroniwce, ok. 10 km na południowy wschód od Bachmutu, najemnicy Prigożina walczyli wspólnie z wojskowym specnazem.

[twitter]https://twitter.com/ralee85/status/1529235651094360064[/twitter]

W lipcu zaś wiadomo, że wspólnie z żołnierzami 22. Brygady specnazu najemnicy Wagnera działali w Wołodmyrywce, na południowy zachód od Doniecka. Jeszcze w pierwszej połowie lipca wagnerowcy wzięli po krwawych bojach elektrociepłownię w Wuhlehirsku. Ale potem utknęli na kierunku bachmuckim. Przez kolejne blisko dwa miesiące Rosjanie byli tam w stanie przesuwać się o góra kilkaset metrów dziennie. Zaczęły się poważne problemy – Ukraińcy dostawali coraz więcej precyzyjnej artylerii z Zachodu.

Nerwowo w szeregach Rosjan
Przy jej użyciu zaczęli zadawać ciężkie straty także najemnikom z Grupy Wagnera, wszak już i tak wykrwawionym w długich bitwach o Popasną i Łysyczańsk. Na początku czerwca w ogniu stanął stadion w Kadijewce (Stachanowie), gdzie znajdowała się baza wagnerowców. 14 sierpnia ostrzał z HIMARS-ów zdziesiątkował wagnerowców w Popasnej. Tam właśnie założyli swoją kwaterę główną. W szeregach rosyjskich agresorów narasta napięcie także między poszczególnymi formacjami. Kadyrowców, często służących za oddziały zaporowe, nie lubi (mówiąc delikatnie) nikt. Już dochodziło do starć między nimi a innymi żołnierzami, choćby z Buriacji.

[polecane]23077685[/polecane]

Doniesienia o starciu kadyrowców z wagnerowcami też nie powinny budzić zdziwienia. Otóż w Grupie Wagnera od początku jej istnienia obowiązuje faktyczny zakaz werbowania mieszkańców Kaukazu Północnego, a już zwłaszcza Czeczenów. Być może wynika to z ideologicznego profilu wagnerowców, być może z innych powodów. Ale to tylko pokazuje, jaką zbieraniną są dziś siły Rosjan walczących z Ukrainą. Obok regularnego wojska najemnicy, a obok nich jeszcze kadyrowcy. Co więcej ich zwierzchnicy też za sobą nie przepadają: Szojgu, Prigożin, Kadyrow. To wieści jeszcze więcej kłopotów Rosji na wojnie, ale też zapowiada poważne tarcia w elicie rządzącej Rosją, w bezpośrednim otoczeniu Putina. Wszak cała wymieniona trójka to ludzie zaufani (no może Szojgu ostatnio stracił sporo punktów) i niezbędni, bo niezbędni na froncie są ich podwładni.

Grzegorz Kuczyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.