My, brudasy. Podrzucamy śmieci sąsiadom, do lasu, na dzikie wysypiska

Czytaj dalej
Fot. Małgorzata Oberlan (wszystkie fot.)
Małgorzata Oberlan

My, brudasy. Podrzucamy śmieci sąsiadom, do lasu, na dzikie wysypiska

Małgorzata Oberlan

Podobno w pandemii zaczęliśmy cenić kontakt z naturą i szanować przyrodę. Podobno... Jeśli jednak chodzi o nasze podejście do śmieci, to niewiele się zmieniło. Wciąż je podrzucamy! Tak nam taniej i wygodniej.

W Toruniu w maju odkryliśmy wielkie, dzikie wysypisko śmieci. Powstało na działce dzierżawionej przez warszawską spółkę Protekt International od miasta. Przedsiębiorca od dawna tutaj nie zaglądał, a tymczasem miejscowi miesiącami (latami?) zwozili stare meble, zdezolowane sprzęty agd i rtv, poremontowa gruzy, szmaty... Co ciekawe, góry śmieci wyrosły zaledwie 5 minut od starówki - za szpalerami bzów.

Gdzie jeszcze podrzucamy śmieci? Nieustannie do lasów, w okolice miejskich parków i - najprostsze rozwiązanie - sąsiadom. Spółdzielnie mieszkaniowe znów narzekają, że pod osłoną nocy tak zwane gabaryty zwożą do śmietników przy blokach inni. Czasem z drugiego końca miasta. Tak zawsze jest taniej i wygodniej...

Jak z tym walczyć? Wydaje się, że dopiero zmiana mentalności pomoże. Urzędnicy, straże miejskie i policja często okazują bezradne. Przykładem historia dzikiego wysypiska przy ul. Chłopickiego w Toruniu.

Wielka góra śmieci w Toruniu. Kto ją usunie? "Użytkownicy działki zniknęli lata temu"

Ulica Chłopickiego 6a to adres wstydu w Toruniu. Nie tylko dla mieszkańców-brudasów, którzy nazwozili tutaj tony śmieci, ale i dla użytkownika tego terenu i miasta. Na razie wobec tego wielkiego, śmierdzącego problemu panuje wielka bezradność.

Teren znajduje się zaledwie kilka minut drogi od starówki, która przecież jest turystyczną dumą Torunia. Dzikie wysypisko śmieci wyrosło za szpalerami drzew i krzewów, odgradzających działkę od mało uczęszczanej ulicy Chłopickiego. Tutaj torunianie, a może i mieszkańcy okolicznych miejscowości nazwozili praktycznie wszystko: odpady poremontowe, stare meble, szmaty, zdezelowane sprzęty. Odkryliśmy to i udokumentowaliśmy fotograficznie na początku maja. Sprawę zgłosiliśmy Wydziałowi Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta w Toruniu.

Co się zmieniło po blisko miesiącu? - Niewiele. Odpadów nie ubyło - sprawdzała to dziś nasza dzielnicowa. Zresztą, podobne dzikie wysypisko wyrosło tuż obok, na tyłach restauracji "Lokomotywa" - mówi Jarosław Paralusz, rzecznik Straży Miejskiej w Toruniu.

Co na to urzędnicy? Anna Kulbicka-Tondel, rzeczniczka prezydenta miasta przekazuje, że działka pod numerem 6a jest własnością gminy, ale oddana w wieczyste użytkowanie spółce Protekt International w Warszawie. To ona w świetle prawa odpowiada za utrzymanie tutaj porządku.

Joanna Pepłowska z magistrackiego Wydziału Gospodarki Komunalnej informuje z kolei, że "sprawa przekazana została Straży Miejskiej". a to z uwagi na to, że gminna nieruchomość jest w użytkowaniu wieczystym. Czytaj: to nie miasto odpowiada za góry śmieci tutaj i ich likwidacje, tylko ów użytkownik.

Tymczasem Straż Miejska wie, że przedsiębiorcy stojący za spółką Protekt International rozpłynęli się w powietrzu już dekadę temu. Zresztą, wie o tym również liczne grono torunian. Przed 2012 rokiem przedsiębiorcy (małżeństwo) prowadziło tutaj szwalnię. Biznes splajtował, a szwaczki bezskutecznie domagały się zaległych wypłat, co opisywaliśmy na lamach. Potem budynek szwalni się zawalił; powtarzały się podpalenia. Na zgliszczach natomiast walały się... dokumenty osobowe szwaczek. To również opisywaliśmy.

- Już wtedy nie było kontaktu z przedsiębiorcami, którzy zniknęli. Prawdopodobnie wyjechali za granicę - mówi Jarosław Paralusz ze Straży Miejskiej.

Co robić w takiej sytuacji? Gmina może wziąć na siebie koszty likwidacji dzikiego wysypiska i obciążyć nimi potem użytkownika wieczystego. Tylko, jak nietrudno się domyślić, ten rachunek ureguluje z takim samym zapałem, jak przed laty "regulował" zaległości wobec szwaczek. Podsumowując: zamknięte koło. I Toruń jest jedną z wielu gmin, które znają taki scenariusz.

Ze śmieciami do lasu. "Nie przesadzajmy. Użyźnią glebę"

Pan Adam na codzienny spacer z kijami udaje się zazwyczaj do podmiejskiego lasu. Ile razy już "łapał na gorącym" brudasów z worami śmieci? Nie zliczy.

-Czasem to samochody z gruzem, czasem to ktoś ze starą lodówką czy fotelem. Nie przestaję zwracać uwagi, ale czasem się boję, bo padały już groźby ("Spadaj dziadku, kłopotów szukasz?"). Kiedyś usłyszałem, żebym nie przesadzał, bo "te śmieci tylko użyźnią glebę". Ręce opadają. Wstyd - podsumowuje emeryt.

Lasy problem znają od lat. Tylko w 2019 roku i tylko z terenów Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie wywieziono niemal 6 tys. metrów sześciennych śmieci, co kosztowało dokładnie 1 mln 23 tys. zł – przekazywał niedawno Maciej Pawłowski, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie.

W 2020 roku ta liczba była nieco mniejsza, bo leśnicy uprzątnęli niewiele ponad 4,5 tys. metrów sześc. odpadów za kwotę 943 tys. zł. Nieco mniej niż rok wcześniej, ale...

W ocenie rzecznika, pandemia nie miała raczej wpływu na zmniejszenie ilości śmieci trafiających do lasu. – Lasy były zamknięte przez krótki czas, a ludzie, zmęczeni siedzeniem w domu, chętnie odwiedzali tereny leśne, bo była to dla nich najlepsza odskocznia w dobie pandemii – mówił Pawłowski. Dodajmy, że ci spacerowicze zostawiali po sobie... góry niechcianych pamiątek.

W całej Polsce w roku 2020 zebrano ponad 83 tys. metrów sześciennych śmieci i to kosztowało Lasy Państwowe blisko 17,5 mln zł. Przez ostatnie 10 lat z lasów wywieziono niemal 1,2 mln metrów sześciennych śmieci. To objętość przewyższająca kubaturę Stadionu Narodowego w Warszawie. Koszty posprzątania tych śmieci wyniosły 173 mln zł.

Dlaczego tak rzekomo ukochane przez nas lasy regularnie zaśmiecamy? Przyczyn jest przynajmniej kilka. To niska wykrywalność procederu, trudność w udowodnieniu winy, jeśli nie przyłapie się sprawcy na gorącym uczynku, oraz wzrastające koszty usuwania śmieci.

Gabaryty i inne cuda podrzucamy sąsiadom. Bo wywózka zbyt rzadka lub za droga

"Gabaryty", czyli duże odpady typu meble lub sprzęty agd, w miastach są regularnie wywożone. Problem w tym, że rzadko i że nie zawsze Polak brudas chce czekać na termin podany w harmonogramie. Właśnie zrobił remont w mieszkaniu albo wymienił pralkę na nową, więc pozbyć się odpadu potrzebuje "już, teraz".

Przeciętny rodak najczęściej dysponuje niewielką powierzchnią życiową, więc nawet gdyby chciał, to często nie ma gdzie przechować "gabarytów" do terminu wywózki z ulicy, organizowanej przez gminę. Rozwiązanie? Podrzucić starą kanapę albo lodówkę tam, gdzie są duże boksy śmietnikowe.

Ten problem dobrze znają spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe dysponujące takimi dużymi śmietnikami osiedlowymi. Takie sytuacje są dość powszechne. A podrzucanie "gabarytów" często uskuteczniane jest pod osłoną nocy. Kto tak czyni?

- Spółdzielnie, takie jak nasza, organizują miejsca gromadzenia odpadów wielkogabarytowych, najczęściej przy śmietnikach. Tam czekają na wywózkę, którą Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania w Toruniu uskutecznia akurat dwa razy w miesiącu. Wiedzą o tym lokatorzy budynków sąsiadujących ze spółdzielczymi albo nawet tych z drugiego końca miasta, gdzie takich miejsc nie ma. No i znoszą lub przywożą swoje gabaryty. Bywa, że dla bezpieczeństwa o zmroku. Wtedy, oczywiście, zaczynają się na osiedlach śledztwa, skargi. Całkiem zrozumiałe - mówi Marek Żółtowski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Kopernik" w Toruniu.

***

Lista sposobów brudasa na pozbycie się śmieci tanio i na skróty jest zdecydowanie dłuższa. A wywózki do parków? A podrzucanie śmieci po prostu przez płot sąsiedniej posesji? A nadbrzeża rzek, jezior i stawów? A wyrzucanie odpadów do postanów? Wstyd wyliczać, ale i w tej materii "Polak potrafi".

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Małgorzata Oberlan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.