Niby sezon ogórkowy, a PiS i prezydent nie odpoczywają

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Tomasz Mikulicz

Niby sezon ogórkowy, a PiS i prezydent nie odpoczywają

Tomasz Mikulicz

Tym razem bój toczy się o skład zespołu ds. budżetu obywatelskiego. To jednak tylko mała bitwa w wojnie, która z różnym natężeniem trwa od ostatnich wyborów. Walczono już chyba o wszystko. Nawet o „chałturę”.

W ferworze dyskusji podczas sesji nadzwyczajnej w sprawie ugody z Eiffage prezydent Tadeusz Truskolaski powiedział, że ma szacunek do radnego PiS Sebastiana Putry. Bo - jak się wyraził - Putra nieraz był w swoim klubie głosem rozsądku.

Teraz to właśnie ten radny jako jedyny z PiS został przez prezydenta powołany do zespołu ds. budżetu obywatelskiego. Tadeusz Truskolaski w wydanym przez siebie zarządzeniu nie zgodził się, by PiS wprowadził do zespołu piątkę radnych. Efekt jest taki, że dodając trójkę urzędników magistratu i dwójkę radnych komitetu Truskolaskiego prezydent dysponuje w 9-osobowym zespole większością. PiS nie będzie więc mogło wpływać na to, czy dany projekt jest kierowany do głosowania. W zeszłym roku spierano się o pomysł powstania w Białymstoku strzelnicy. Urzędnicy nie chcieli dopuścić go pod głosowanie, a radni PiS mieli inne zdanie i koniec końców inwestycja ta ma być realizowana.

Awantura o skład zespołu to tylko jedna z wielu mniejszych bitew wojny na linii prezydent - radni PiS. Były większe i bardziej spektakularne. Najpoważniejsza to bodaj ta związana ze wspomnianą ugodą sądową z Eiffage, czyli pierwszym budowniczym stadionu. Nie doszła do skutku, bo w czerwcu radni PiS nie dali się wciągnąć we współodpowiedzialność za tę decyzję. Tak przynajmniej tłumaczyli odmowę zajęcia jakiegokolwiek stanowiska.

Takie sprawy jak zawarcie ugody to faktycznie wyłączna kompetencja prezydenta. On jednak tłumaczył, że chciał poznać opinię radnych. Żeby potem nie zgłaszali się do prokuratury mówiąc, że prezydent zawarł ugodę, a mógł poczekać na wyrok sądu i wziąć od Eiffage większe pieniądze niż proponowane w ugodzie.

- Jesteście organem kolegialnym. Za podjęcie tego stanowiska nie grozi wam nic. Dosłownie nic - mówił prezydent podczas nadzwyczajnej sesji.

Jego strach przed prokuraturą sprawił jednak, że miasto nie uzyskało 80 mln zł, które dawali Francuzi. Samorząd musi więc czekać w niepewności, czy sąd przyzna mu rację i Eiffage zostanie zobowiązane do zapłaty 120 mln. Pieniądze owszem większe, ale niepewne.

Kolejną poważną, i powtarzającą się już od trzech lat, wojną jest oczywiście nieudzielanie przez PiS prezydentowi absolutorium za wykonanie budżetu. W 2015 roku Regionalna Izba Obrachunkowa stwierdziła co prawda nieważność uchwały rady miasta, ale w zeszłym roku już tego nie zrobiła. Do dziś prezydent toczy o to z radnymi PiS bój w sądzie.

Zresztą spór z sesji rady miasta nie pierwszy raz przenosi się na salę sądową. Najgłośniejszy, zakończony zresztą zwycięstwem Tadeusza Truskolaskiego w pierwszej instancji, to ten dotyczący zmniejszenia przez PiS prezydenckiej pensji. Natomiast wciąż nierozstrzygnięty jest proces wytoczony przez prezydenta radnemu PiS Krzysztofowi Stawnickiemu. Ten ostatni stwierdził podczas jednej z sesji, że Truskolaski na pięć dni roboczych trzy dni jest w Brukseli, a jeden dzień poświęca na jakieś chałtury na uczelni. Właśnie słowo „chałtury” ubodło prezydenta.

W zeszłym roku zdarzyło się, że o sporze z naszego białostockiego podwórka głośno zrobiło się w całym kraju. Chodziło o zawirowanie z nagrodą dla olimpijczyka Wojciecha Nowickiego. Prezydent wręczył mu czek zanim przyznanie pieniędzy zaopiniowała komisja sportu. Radni PiS wykorzystali to zdarzenie do krytyki Tadeusza Truskolaskiego pytając m.in., czy chce przyznać nagrodę z własnej kieszeni.

Przypominając wszystkie te spory warto wrócić do pierwszej, inauguracyjnej sesji rady miasta tej kadencji. Zarówno ówczesny szef klubu radnych PiS Mariusz Gromko, jak i Tadeusz Truskolaski deklarowali dobrą wolę do współpracy. Jak to wychodzi w praktyce można się było przekonać na jednej z ostatnich sesji rady miasta, podczas której Gromko jako przewodniczący rady próbował przerwać prezydentowi wypowiedź pytając: W jakim trybie pan przemawia? - W prezydenckim! - odparł Tadeusz Truskolaski.

- Nie ma takiego trybu - Gromko na to.

Im bliżej wyborów, tym tego typu przepychanek będzie zapewnie więcej.

Jeszcze jednym teatrem wojny jest sprawa państwa Bzurów.

Radni PiS od lat przekonują władze miasta, by naprawiły zniszczony parking obok domu weselnego Promenada przy ul. Wiklinowej 10. Kilka lat temu miasto stwierdziło, że teren potrzebny jest pod postawienie ekranu akustycznego - choć ten zajął jedynie fragment gruntu. Teraz sprawą zajęła się prokuratura.

Tomasz Mikulicz

Zajmuję się sprawami miejskimi, czyli m.in.: białostocką i podlaską polityką samorządową, architekturą, urbanistyką i ochroną zabytków. Opisuję też obrady rady miasta oraz zajmuję się też różnego rodzaju interwencjami zgłaszanymi przez mieszkańców. Zajmuje mnie również pisanie też o historii Białegostoku i najbliższych okolic. Zdarza mi się też zajmować działką kulturalną. Lubię wszak rozmowy z ciekawymi i inspirującymi ludźmi. W swojej pracy zwracam uwagę na szczegóły. Bo jak wiadomo diabeł tkwi właśnie w szczegółach.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.