O profilaktyce i leczeniu HIV i AIDS mówi prof. Robert Flisiak z UMB

Czytaj dalej
Fot. Polskapress
Agata Sawczenko

O profilaktyce i leczeniu HIV i AIDS mówi prof. Robert Flisiak z UMB

Agata Sawczenko

Nie jestem za działaniami akcyjnymi. Profilaktyka powinna być długotermonowa - mówi prof. Robert Flisiak.

28 listopada obchodziliśmy Światowy Dzień AIDS i HIV. Ale ostatnio i o wirusie, i o samej chorobie mówi się coraz mniej. Czy to nadal społeczny problem?

Prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku: Mniej się mówi, bo w zasadzie prawie wszystko, co mogliśmy zrobić z punktu widzenia medycyny zostało zrobione. Oczywiście - zawsze można stosować więcej działań profilaktycznych, więcej prewencji. Chociażby w znalezieniu szczepionki cały czas nie jesteśmy na właściwym etapie. Natomiast jeśli chodzi o leczenie - to leki, które są obecnie dostępne - są bardzo skuteczne i bezpieczne. Jeżeli ktoś ma zdiagnozowane zakażenie, to w zasadzie wszystko jest już w jego rękach, zależy od tego, czy będzie przyjmował leki zgodnie z zaleceniami, czy będzie systematyczny. Jeżeli spełni te wymagania, to nie będzie stwarzał zagrożenia ani dla siebie - bo choroba nie będzie się rozwijała - ani dla otoczenia.

Teraz odnotowuje się więcej zakażeń niż kiedyś?

Nie. Liczba zakażeń jest na stałym poziomie od pewnego czasu. Te osoby, które przyjmują leki, żyją normalnie. No i stąd zapewne wokół jest mniej hałasu. Bo tym osobom na pewno nie zależy na rozgłosie, prawda?

Pan mówi: żyją normalnie. Mogą mieć rodziny?

Tak. To oczywiście musi być obostrzone pewnymi rygorami. Tym, że partner wie, zdaje sobie sprawę z tego, jakie z tym wiążą się obowiązki, zagrożenia.

Przy statystykach dotyczących HIV i AIDS podaje się niemal zawsze szacunki dotyczące ludzi, którzy są zarażeni albo chorzy, ale o tym nie wiedzą. Dlaczego ludzie się nie badają?

Każdy myśli: mnie to nie dotyczy. A tak naprawdę, jeśli prześledzimy czynniki ryzyka, to dotyczy to bardzo dużej części społeczeństwa.

No właśnie - bardzo dużej części społeczeństwa. Kiedyś w grupie najbardziej zagrożonej wymieniało się przede wszystkim homoseksualistów i narkomanów. Teraz nauka mówi co innego, ale społeczeństwo... Nadal myślę, że u wielkiej grupy ludzi funkcjonują te stereotypy...

Tak, oczywiście. Dlatego trzeba przypominać, że do zakażenia może dojść w wyniku jednego drobnego błędu. I ujawnia się to u osoby, która od dawna już nie podejmowała ryzykownych zachowań. W tej chwili dominująca grupa, u których rozpoznaje się nowe zakażenia, to są tzw. normalni ludzie, którzy nie prowokują tych czynników ryzykownych.

Ale zaciekawiła - i zaniepokoiła mnie jeszcze jedna sprawa - geje nie mogą honorowo oddawać krwi. Dlaczego?

Wiąże się to z minimalizacją ryzyka przeniesienia zakażenia. Bo istnieje ryzyko, że wirus jest w minimalnych, niediagnostycznych poziomach. I służba krwi dąży do maksymalnego zminimalizowania ryzyka przeniesienia go na osoby, które mają być leczone, które są w zagrożeniu życia.

Ale wcześniej Pan potwierdził, że cały czas żywe są stereotypy. Ta sytuacja to dla mnie też stereotyp.

Nie. To jest właściwe postępowanie, które dotyczy nie tylko gejów, ale również osób, które kiedykolwiek przyjmowały dożylnie środki narkotyczne. Dotyczy również członków rodzin osób zakażonych wirusami żółtaczki zakaźnej. To dotyczy osób, które są z aktywnymi schorzeniami zakaźnymi. Tak że to nie jest jakaś dyskryminacja jednej grupy. To postępowanie systemowe, standardy systemowe, które służą zredukowaniu ryzyka już na etapie poprzedzającym wykonanie badań laboratoryjnych.

To dobrze, że coraz mniej, coraz ciszej mówi się o tej chorobie? Może ta profilaktyka powinna jednak być bardziej intensywna?

Ja zawsze jestem przeciwny działaniom akcyjnym. Bo one zwykle tylko na początku przynoszą jakiś efekt. To powinny być działania systemowe, które obejmują osoby zagrożone. Te informacje powinny trafiać do osób zakażonych. W dużej mierze powinni być w to zaangażowani lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Ale z jednej strony lekarze rodzinni nie chcą się w to angażować, bo uważają, że mają i tak dużo odpowiedzialności. A z drugiej strony nie ma tu stymulacji ze strony państwa, które by stwarzało długoterminowe programy badań przesiewowych w określonych populacjach.

Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.