"Odbierak" wyłudzał pieniądze metodą na wnuczka

Czytaj dalej
Fot. cbsp.pl
Andrzej Matys

"Odbierak" wyłudzał pieniądze metodą na wnuczka

Andrzej Matys

Historia jest jedna, a scenariusze dwa. Jeden policyjny, drugi kreślą żona i teść 26-letniego białostoczanina. Mundurowi mówią o nim „odbierak”, czyli ten, który odbiera od babć i dziadków pieniądze mające „wyciągnąć” ich wnuków z trudnej sytuacji. Według rodziny, 26-latek szukał pracy, ale źle trafił.

To było w listopadzie, mój zięć Piotr szukał pracy. Wcześniej pracował przy układaniu polbruku, ale wiadomo było, że to praca sezonowa - teść 26-letniego białostoczanina rozpoczyna swoją opowieść. - Zięć chciał pojechać za granicę, ale córka Magda mówiła mu, żeby nie jechał, bo mają małe dziecko. Tłumaczyła, że przecież ma samochód i tutaj też jakąś robotę znajdzie. Może jako przewoźnik czy kurier, mówiła córka i powiedziała, że trzeba poszukać w internecie.

I rzeczywiście, Magdalena zaczęła przeglądać internet. Szukała ofert pracy dla kurierów, najlepiej w Białymstoku i województwie podlaskim. I na znanym portalu zakupowym trafiła na ogłoszenie z ofertą pracy dla kierowcy-kuriera, właśnie w naszym województwie.

- Nie chciałam, żeby mąż wyjeżdżał za granicę, więc wysłałam jego CV w kilka miejsc na Podlasiu - wyjaśnia Magda, żona siedzącego dziś w areszcie 26-latka. - Na to ogłoszenie, przez które teraz mąż ma kłopoty, trafiłam 13 listopada. Wtedy jednak od razu wysłałam CV i poprosiłam o informację zwrotną. Ogłoszenie wstawiła osoba prywatna. Już zaczynałam tracić nadzieję, gdy w niedzielę, 1 grudnia, mąż otrzymał telefon. Dzwonił ten pracodawca. Powiedział, że dostał Piotrka CV i na początku zatrudni go na próbę. Jeżeli w ciągu trzech dni Piotr sprawdzi się w kurierce, dostanie etat. Mąż strasznie się ucieszył. Akurat byliśmy na obiedzie u moich rodziców, więc od razu powiedział do taty: od jutra zaczynam pracować!

Magdalena wspomina, że mąż tłumaczył pracodawcy, że zależy mu na umowie o pracę, bo ma niespełna dwuletnie dziecko i chodzi o ubezpieczenie. Miał usłyszeć zapewnienie, że jeśli swoją pracę będzie dobrze wykonywał, może być spokojny.

- Pracodawca obiecał, że jeszcze w niedzielę zadzwoni i powie, gdzie mąż ma się stawić. Zadzwonił wieczorem, Piotr usłyszał, że w poniedziałek (2 grudnia), ma być o godz. 9 w Bielsku Podlaskim, żeby odebrać paczki. Ma przyjechać i czekać, aż zadzwonią do niego i powiedzą, gdzie ma jechać po te paczki. Piotr czekał w tym Bielsku do godz. 15, ale nikt nie zadzwonił. Wrócił zły do domu. O godz. 21 zadzwonił ten pan i męża przepraszał. Tłumaczył, że magazynier nie wiedział, że będzie nowy kurier, więc wszystkie paczki zostały wcześniej zabrane - tłumaczy Magda.

Mężczyzna obiecał też Piotrowi, że nazajutrz, we wtorek (3 grudnia), będzie już normalnie jeździł. Zapewnił też, że za ten „pusty“ wyjazd do Bielska wypłaci mu dniówkę, jak za pełny dzień pracy i zwróci koszty benzyny. Kolejnego dnia Piotr pojechał do Łap. Około godz. 14 żona do niego zadzwoniła, by dowiedzieć się, jak minął pierwszy dzień pracy. Odpowiedź nie była optymistyczna.

- Piotr powiedział mi, że to nie jest kurierka. Mówił, że musiał iść do jakiegoś mieszkania. Miał opisane jak wyglądają drzwi i kto tam mieszka. Miał wejść, odebrać paczkę i z nikim nie rozmawiać. Potem miał jechać pod następny adres - wspomina Magdalena. - Piotrek zorientował się, że w paczkach są pieniądze. Bardzo duże pieniądze: 20-30 tysięcy złotych w jednej paczce! Powiedział mi, że chciał zrezygnować z tej pracy, ale został zaszantażowany.

Białostoczanin miał usłyszeć, że wysłał CV, w którym jest adres jego i jego rodziny. Jeśli nie chce, by jego dziecku coś się stało, powinien zawieźć pieniądze pod adres, który dostanie. Żona kazała Piotrowi dzwonić na policję, ale - jak mówi - mąż był tak wystraszony, że pojechał.

- Pieniądze odwiózł aż do Rzeszowa, a tam przekazał je umówionemu taksówkarzowi. Gdy wracał, ten pan od ogłoszenia znowu zadzwonił, a mąż powiedział mu, że absolutnie rezygnuje, bo nie chce tak „pracować”. Pracodawca powiedział Piotrowi, że umówili się na trzy dni próbne, więc zrezygnować może, ale dopiero po trzech dniach. A jeśli rzuci pracę wcześniej, będzie musiał zwrócić bardzo wysokie koszty ściągnięcia drugiego kuriera. I przypomniał mężowi, że ma nasz adres... - opowiada Magdalena.

- Tak, Piotrek dość szybko zorientował się, że coś w tej pracy jest nie tak. Mówił, że to śmierdząca sprawa - potwierdza słowa córki pan Tadeusz.

Kolejnego dnia Piotr znowu musiał odebrać podejrzane przesyłki i zawieźć je do Rzeszowa. Natomiast wieczorem - jak opowiada jego żona - pracodawca miał zatelefonować z intratną propozycją.

Pozostało jeszcze 53% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Andrzej Matys

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.