Odszedł Grzegorz Szerszenowicz - król podlaskich trenerów

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Mariusz Klimaszewski

Odszedł Grzegorz Szerszenowicz - król podlaskich trenerów

Mariusz Klimaszewski

Trudno pogodzić się z myślą, że nie zobaczymy już Grzegorza Szerszenowicza na boisku ani trybunach, że nie porozmawiamy przy redakcyjnym stoliku nie tylko o jego wielkiej karierze trenerskiej, ale i o ostatnich sportowych wydarzeniach. Król podlaskich trenerów Grzegorz Szerszenowicz odszedł we wtorek, 3 listopada, w wieku 75 lat.

Gdy rozeszła się smutna wieść o śmierci Grzegorza Szerszenowicza, niemal wszystkie kluby województwa podlaskiego na swoich profilach w mediach społecznościowych wyraziły ogromny smutek i żal z powodu odejścia wielkiej postaci podlaskiej piłki nożnej.
Popularny „Żubr” – bo tak mawiał o sobie Grzegorz – urodził się w sercu Puszczy Białowieskiej – w Białowieży, 15 stycznia 1945 roku. Po ukończeniu miejscowej podstawówki rozpoczął naukę w tamtejszym Technikum Leśnym, którą jednak przerwał w związku z przeprowadzką rodziny do Gołdapi. Studiował w stolicy – jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego oraz Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie.

Karierę piłkarską rozpoczął w Cresovii Gołdap w 1959. Następnie grał w AZS-AWF Warszawa, Broni Radom, Jagiellonii Białystok. Na boisku występował w roli bramkarza.

Grzegorz Szerszenowicz – po zakończeniu kariery zawodniczej – trenował niemal wszystkie kluby w regionie. Jedyne większe kluby, w których nie pracował popularny „Żubr”, to ŁKS Łomża i Ruch Wysokie Mazowieckie. W innych zaś pojawiał się nawet kilka razy. – To dla mnie jedna z najcenniejszych rzeczy, że kluby chcą mnie ponownie zatrudniać – mówił Grzegorz jeszcze nie tak dawno na łamach naszej gazety.

Szerszenowicz trenował m.in.: Mazura Ełk, Włókniarza Białystok, Sokoła Sokółka, Wigry Suwałki, KP Wasilków, Hetmana Białystok, Cresovię Siemiatycze, Spartę Szepietowo, Olimpię Zambrów, Warmię Grajewo, Spartę Augustów, Tura Bielsk Podlaski i Jagiellonię Białystok. A nie możemy jeszcze zapomnieć o zespole kadry województwa podlaskiego do lat 20., którą także prowadził. Wybierał i prowadził „jedenastki“ w różnych turniejach gwiazd, turniejach charytatywnych. Przewodził także kapitule Podlaskiego Związku Piłki Nożnej, która wybierała najlepszych piłkarzy, drużyny w poszczególnych sezonach. Bez niego trudno było sobie wyobrazić jakiekolwiek piłkarskie wydarzenie w regionie. Był po prostu alfą i omegą regionalnej piłki. Nic dziwnego, że został wybrany (w 2009 roku) Trenerem 80-lecia. Wówczas Podlaski Związek Piłki Nożnej obchodził właśnie swoje 80-lecie. – Czuję się dowartościowany. Tym bardziej, że to zaszczytne wyróżnienie otrzymałem między innymi dzięki głosom swoich byłych piłkarzy – mówił wówczas Grzegorz Szerszenowicz, dla którego opinia podopiecznych była niezwykle ważna.

W Polsce zapamiętany został przede wszystkim z pracy w Lechu Poznań, którego prowadził zaledwie przez rok, w sezonie 1987/1988. Z „Kolejorzem” wywalczył Puchar Polski – jego największe osiągnięcie w karierze trenerskiej. W czerwcu 1988 roku w Łodzi Lech spotkał się z Legią Warszawa. Po 90 minutach był remis 1:1. W dogrywce bramki nie padły, a w karnych Lech wygrał 3:2.

W jednej z rozmów, jaką przeprowadziliśmy z Grzegorzem na naszych łamach, wspominał ciekawą historię związaną z tamtym meczem.

- Do dzisiaj bawi mnie sytuacja, do jakiej doszło przed finałem Pucharu Polski z Legią, w czerwcu 1988 roku w Łodzi - wspominał. - Przychodzi do mnie rada drużyny. Mówią, że czeka ich mecz życia i choć zdają sobie sprawę, że to nielegalne, proszą o pozwolenie na zażycie środków dopingujących. Wtedy kontrole były sporadyczne, a ryzyko wpadki niewielkie. Zbaraniałem. Powiedziałem „dobra, załatwimy to”. Nie chciałem, żeby robili coś na własną rękę. W Lechu pracował Tadek Rychlewski, szef katedry fizjologii na Uniwersytecie Poznańskim. Miał akurat nowe, niemieckie witaminy. Podaliśmy je chłopakom jako doping – uśmiechał się i kontynuował: – Ale o tych witaminach nie zdążyłem zawodnikom powiedzieć. Dlaczego? Bo dwadzieścia cztery godziny później byłem już zwolniony. Wszystko przez derbowy mecz z Olimpią. Olimpia była klubem milicyjnym i walczyła o utrzymanie w ekstraklasie. Przez cały tydzień przed spotkaniem byłem wzywany na różne spotkania z partyjnymi działaczami. Padały sugestie w stylu „wiecie, rozumiecie, Olimpia potrzebuje punktów” i takie tam. Spokojnie słuchałem, ale i tak postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby wygrać. Prowadziliśmy 2:0. Pod koniec meczu moi asystenci zaczęli biegać do piłkarzy z tekstami „co wy robicie?”. Oni widocznie mieli dbać o wynik. Padł remis 2:2. Olimpia nie zdążyła zdobyć zwycięskiego gola, a ja podpisałem na siebie wyrok. Miałem już przydział na 80 metrów kwadratowych mieszkania, jednak w Poznaniu nie chcieli niepokornego trenera.
Lech jednak pamiętał o swoim trenerze. Podczas gali z okazji 90-lecia poznańskiego klubu uhonorowano 90 najwybitniejszych osób z nim związanych. W tym gronie znalazł się m.in. Grzegorz Szerszenowicz. – Kiedy zobaczyłem jacy ludzie odbierają wyróżnienia, zrobiło się mi naprawdę bardzo miło, że także moja praca została doceniona - opowiadał nam.

Drugim klubem, który bardzo ciepło wspomina Grzegorza Szerszenowicza jest Zagłębie Lubin, z którym pracował dwa lata (1985-87). Tam ‚Żubr” miał jeszcze trudniejsze zadanie, bo utrzymanie zespołu w I lidze. I tego dokonał! A jego starania można zobaczyć w specjalnym filmie dokumentalnym.

Szerszenowicz próbował także swoich sił w pracy poza granicami Polski, a dokładnie w gorącej Tunezji, w klubie CSS Sfax. Często przed wyjazdem do Afryki przychodził do nas, do działu sportowego „Gazety Współczesnej”, z którą już wówczas utrzymywał przyjacielskie stosunki. Na daleką drogę i „na szczęście“ otrzymał od nas, dziennikarzy, słowniczek piłkarski polsko-francuski, z którego bardzo się ucieszył, bo zdawał sobie sprawę, że bariera językowa może być jedną z największych trudności w jego nowej pracy.

W Tunezji jednak nie utrzymał się długo. Inny świat, inna mentalność piłkarzy. Jeden sezon i powrót do Polski, do Białegostoku.
Z Jagiellonią Białystok świętował drugi awans klubu do ekstraklasy. To był 20 czerwca 1992 r. w Rzeszowie, kiedy – po prostopadłym podaniu – jedynego gola w meczu z Resovią strzelił Janusz Szugzda. Jaga wróciła do ekstraklasy. – To najprzyjemniejszy moment, jaki przeżyłem pracując z klubem z mojego regionu - mówił nam Szerszenowicz. - Największa radość to osiągnąć sukces w mieście, w którym się mieszka - podkreślał dumny „Szery” (tak też go nazywaliśmy).

Pozostało jeszcze 17% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Mariusz Klimaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.