ONR-owcy prawomocnie skazani za nawoływanie do nienawiści

Czytaj dalej
Fot. fot. Konrad Karkowski/ Polska Press
Izabela Krzewska

ONR-owcy prawomocnie skazani za nawoływanie do nienawiści

Izabela Krzewska

Sąd odwoławczy uznał, że hasła wykrzykiwane podczas rocznicowego przemarszu ONR ulicami Białegostoku stanowią publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Dwóch mężczyzn skazał za to na kary więzienia w zawieszeniu.

Chodzi o okrzyki „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”. Obrona próbowała wykazać, że nie każdy syjonista jest Żydem. A nawet jeśli przyjąć, że manifestanci mieli na myśli właśnie Żydów, to – jak przekonywał adwokat – chodziło im o „dosadną krytykę doktryny”, a nie nawoływanie do pozbawienia życia czy też do eliminacji fizycznej osób żydowskiej narodowości.

Sąd Apelacyjny w Białymstoku miał jednak inne zdanie i nie zgodził się z tezą, że zachowanie oskarżonych nie było groźne.

– Takie hasła niewątpliwie mogą sprowokować inne osoby do aktów agresji, do przemocy wobec osób innej narodowości, innej rasy, wyznania. Nie może być przyzwolenia dla takich zachowań. I nie można tego traktować w kategoriach wolności słowa. Nie ma wolności słowa w przypadku mowy nienawiści – uzasadniała wyrok sędzia Brandeta Hryniewicka z Sądu Apelacyjnego w Białymstoku.

Podkreśliła, że kary po 12 i 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na (odpowiednio) 3 i 2 lata nie tylko powstrzymają skazanych przed łamaniem prawa, ale będą też przestrogą dla innych i sygnałem, że „nie może być pobłażania dla tego rodzaju przestępstw, dla mowy nienawiści, dla stosowania gróźb wobec osób innej narodowości”.

6 lat batalii sądowej i z prokuraturą

Ogłoszone w środę orzeczenie jest prawomocne i kończy trwającą od sześciu lat batalię organizacji walczących z antysemityzmem o pociągnięcie do odpowiedzialności członków Obozu Narodowo-Radykalnego za wydarzenia z 16 kwietnia 2016 r. Zwolennicy i członkowie ONR świętowali w Białymstoku 82. rocznicę powstania Obozu. W wydarzeniu uczestniczyło około 400 osób. Przemarsz poprzedziła msza w archikatedrze białostockiej, gdzie kazanie wygłosił ksiądz Jacek Międlar nazywany „duszpasterzem nacjonalistów”.

Na skutek zawiadomień Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita” i poseł Joanny Scheuring-Wielgus (aktualnie z Nowej Lewicy) zarówno treścią kazania, jak i haseł skandowanych podczas manifestacji, zajęła się białostocka prokuratura. Po kilku miesiącach umorzyła jednak postępowanie. Ówczesny szef Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, Marek Czeszkiewicz, tłumaczył, że – po pierwsze - analiza nagrań z marszu i przesłuchania świadków nie pozwoliły potwierdzić, czy manifestanci krzyczeli o wieszaniu na drzewach syjonistów, czy komunistów; po drugie – nawet, jeśli ktoś słyszał „syjonistów” - nie był w stanie wskazać, kto je skandował.

Umorzył też sprawę (byłego już) ks. Międlara i jego przemowy w archikatedrze.

– „Ciemiężyciele i otumaniony, pasywny, żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni” – grzmiał duchowny z ambony. Padły też słowa „zero tolerancji dla żydowskiego tchórzostwa, (…) zero tolerancji dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski i Polaków. Zero tolerancji dla tego nowotworu. Ten nowotwór wymaga chemioterapii (...) i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm”.

Zdaniem składających zawiadomienia, było to publiczne nawoływanie do nienawiści. Zdaniem prokuratury - słowa wyjęte z kontekstu.

– Duchowny w swoim kazaniu odwoływał się do treści historycznych i Biblii, wskazując negatywne przykłady zachowania przedstawicieli społeczności żydowskiej z czasów niewoli egipskiej – tłumaczył prokurator Marek Czeszkiewicz. Zdaniem śledczych, duchowny odnosił te przykłady do współczesności bez piętnowania konkretnych nacji, rasy czy wyznania.

Niedługo po tym Platforma Obywatelska chciała, aby prokurator generalny, Zbigniew Ziobro, wytłumaczył decyzję swoich podwładnych parlamentarzystom i opinii publicznej. Sejm nie zgodził się na wprowadzenie tego punktu do porządku obrad. Wniosek PO przepadł głosami posłów PiS i klubu Kukiz’15.

– Jak w soczewce te głosowanie pokazało, dlaczego prokuratura Zbigniewa Ziobro daje dzisiaj „zielone światło” dla działań motywowanych nienawiścią, ksenofobią i nacjonalizmem. W trosce o to, żeby rząd miał poparcie posłów skrajnych środowisk, które zapewniają mu bezpieczną większość w parlamencie – komentował ówczesny przewodniczący podlaskiej PO Robert Tyszkiewicz.

Po uwzględnionym przez sąd zażaleniu na decyzję prokuratury, śledczy ponownie zajęli się sprawą haseł skandowanych podczas marszu ONR w Białymstoku. Tym razem była to Prokuratura Rejonowa Warszawa-Żoliborz. Ta również umorzyła sprawę, nie dopatrując się przestępstwa.

Z prywatnego oskarżenia

To otworzyło inną drogę. Subsydiarny (czyli tzw. prywatny) akt oskarżenia wniósł do sądu Rafał Gaweł – założyciel i współpracownik Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Zrobił to jako osoba pochodzenia żydowskiego i pokrzywdzony – tak było to uzasadnione. Publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych i stosowanie bezprawnych gróźb zarzucił siedmiu manifestantom podanym z imienia i nazwiska. Wśród oskarżonych znalazł się były kierownik główny i członkowie zarządu głównego ONR, którzy pod koniec 2018 r. zrzekli się swoich funkcji i zrezygnowali z członkostwa w organizacji. W procesie żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy.

W czerwcu ub. roku Sąd Okręgowy w Białymstoku pięć osób faktycznie uniewinnił, ale dwie skazał. Jarosław R. (który miał zainicjować okrzyki) usłyszał karę roku więzienia, Krzysztof S. – 6 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata (groziło im 5 lat pozbawienia wolności). Obaj skazani mieli też wypłacić nawiązki na rzecz Gawła w wysokości po 200 zł.

Z takiego rozstrzygnięcia nie była zadowolona żadna ze stron. Pełnomocnik oskarżyciela chciał wyższych nawiązek, obrona – uniewinnienia lub warunkowego umorzenia. W obronie oskarżonych wystąpiła też warszawska prokuratura. I ona złożyła apelację. Chciała oczyszczenia oskarżonych od zarzutów.

– Niewiarygodny skandal! Prokuratura zamieniła się w adwokata skazanych ONR-owców – nie krył oburzenia Konrad Dulkowski, prezes zarządu OMZRiK.

Na rozprawie odwoławczej pod koniec października br. prokurator Dariusz Żukowski przekonywał, że sformułowanie „a na drzewach zamiast liści, będą wisieć syjoniści” zostało błędnie zinterpretowane przez sąd pierwszej instancji.

– Zdaniem urzędu prokuratorskiego nie każde publiczne użycie słów, które przez niektóre osoby mogą być odebrane jako drastyczne, ewentualnie moralnie naganne, musi wyczerpywać znamiona przepisów zawartych w Kodeksie – podkreślał. Dodał, że syjonista to uczestnik ruchu społeczno-politycznego (według słownika PWN towarzyszy mu ideologia głosząca konieczność stworzenia żydowskiego państwa na obszarze Palestyny), niekoniecznie musi oznaczać osobę pochodzenia żydowskiego.

W tym samym tonie wypowiadali się obrońcy oskarżonych. Adwokat Marcin Iwanowski tłumaczył, że hasło „a na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści” to parafraza znanego od lat 80. hasła stworzonego przez działaczy dzisiejszej opozycji, wymierzonego w komunizm.

– Nie nawołuje ono do wieszania komunistów, tylko wyraża dosadną krytykę komunizmu – uważa adw. Iwanowski.

Według obrońców, subsydiarny akt oskarżenia w ogóle nie powinien trafić do sądu. Kwestionowali status Rafała Gawła jako osoby pokrzywdzonej, bo nie przedstawił on dowodów na swoje żydowskie korzenie. Już w pierwszym procesie oskarżeni i obrona podważali wiarygodność mężczyzny, jako osoby prawomocnie skazanej za oszustwa. Wyrok dwóch lat więzienia nie został wykonany, bowiem ścigany listem gończym Gaweł wcześniej wyjechał do Norwegii. Toczą się przeciwko niemu także inne postępowania karne.

Sam Rafał Gaweł tłumaczył nam, że wyjechał z kraju, bo czuł się zagrożony i prześladowany przez polskie organy ścigania. Postępowania karne prowadzone przeciwko niemu miały być zemstą białostockich prokuratorów za skompromitowanie ich i ujawnienie powiązań ze skrajną prawicą. W Norwegii Gaweł uzyskał azyl polityczny. W zainicjowanym przez siebie procesie przeciwko członkom ONR nie uczestniczył fizycznie.

Sąd: pobudki ksenofobiczne nie są błahe

Sędzia Brandeta Hryniewicka uznała jednak, że miał prawo wnieść prywatny akt oskarżenia, gdyż „narodowość jest indywidualnym poczuciem, które nie wymaga dowodowego wykazywania”. Podwyższyła też przyznaną mu w pierwszym procesie nawiązkę z 200 zł do 1,5 tys. zł od każdego ze skazanych. Tym samym uwzględniła apelację pełnomocnika Gawła. W całości oddaliła za to apelację prokuratora, a apelację obrony uwzględniła tylko w zakresie wymiaru kary dla oskarżonego Jarosława R. Sędzia Hryniewicka uznała, że rok pozbawienia wolności to sankcja rażąco surowa i dlatego wykonanie tej kary zawiesiła mu na 3 lata.

Złagodzenie sankcji było możliwe po zmianach podstaw prawnych skazania. Sąd apelacyjny nie zgodził się z okręgowym, że czyn przypisany oskarżonym miał charakter chuligański. Chuligański jest wtedy, gdy jest publiczny, bez powodu lub błahego powodu. Jak tłumaczyła w uzasadnieniu wyroku sędzia Brandeta Hryniewicka - pobudki rasistowskie i ksenofobiczne nie są błahe.

Poza tym zgodziła się z ustaleniami sądu niższej instancji także w tym punkcie, w którym wskazywał, co było inspiracją do wznoszenia haseł o wieszaniu syjonistów na drzewach.

– Wskazał treść kazania, którego przed marszem wysłuchali jego uczestnicy, w którym zdecydowanie negatywnie o narodzie żydowskim wypowiadał się, były już, kapłan – mówiła sędzia Hryniewicka.

Prokuratura także w sprawie dotyczącej Jacka Międlara dwukrotnie umorzyła śledztwo. Toczą się przeciwko niemu za to postępowania z prywatnych aktów oskarżenia. Obejmują zarówno wystąpienie w białostockiej archikatedrze, jak też inne kontrowersyjne wypowiedzi byłego księdza (w tym znieważenia osób LGBT – uczestników Marszu Równości we Wrocławiu). Sprawy trafiały do sądów w różnych częściach Polski. Oskarżycielami subsydiarnymi są m.in. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, ale też np. żydowska organizacja B’nai B’rith.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy zapadło kilka wyroków skazujących (na prace społeczne) byłego duchownego. Nie wszystkie są prawomocne. Jeden z nich w sądzie odwoławczym zakończył się zmianą i uniewinnieniem.

Jacek Międlar po 2016 r. wystąpił ze stanu kapłańskiego. Dziś jest vlogerem i redaktorem naczelnym portalu wPrawo.pl. Uważa, że jest ofiarą nagonki środowisk żydowskich, a w sądach panuje antypolska linia orzecznicza.

„W sprawie prawomocnych wyroków skazujących składam skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka „– napisał na swojej stronie internetowej.

Izabela Krzewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.