Pani premier jak Donald Tusk w spódnicy [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta
Roman Laudański

Pani premier jak Donald Tusk w spódnicy [rozmowa]

Roman Laudański

Rozmowa „Gazety Pomorskiej“ z dr Magdaleną Mateją, medioznawcą z UMK w Toruniu, o premier Beacie Szydło i polityce informacyjnej rządu.

Pani premier jak Donald Tusk w spódnicy [rozmowa]
Dariusz Bloch - Jak tak przyziemne sprawy pogodzić z troską Prawa i Sprawiedliwości o polskość, górnolotnymi hasłami deklarowanymi w wielu wystąpieniach publicznych? - pyta dr Magdalena Mateja

- Premier Szydło zerwała nad ranem dziennikarzy z łóżek, żeby zameldować realizację obietnic wyborczych po stu dniach rządów Prawa i Sprawiedliwości.
- Przypomnę: „kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”. Można dyskutować nad „dobrą zmianą” PiS, ale bezdyskusyjna jest forma komunikowania o sukcesach rządu. Polityka informacyjna jest bardzo inteligentna, żeby nie powiedzieć - sprytna. Za to rządowi Beaty Szydło należy się uznanie. Okazało się, że w kwestiach wizerunkowych, pijarowych pani premier jest Donaldem Tuskiem w spódnicy. Organizując o tak wczesnej porze cały proces informowania o „studniówce” rządu, Beata Szydło pokazuje, że bliski jest jej etos wytrwałej pracy od rana do wieczora. Pokazuje także, że szanuje polskich przedsiębiorców, na przykład piekarzy, u których była rano, także strażaków, którzy są na służbie przez całą dobę. Dodam, że strażacy cieszą się dużym zaufaniem społecznym i pani premier mogła skorzystać z ich „aureoli”. Lawina meldunków idzie do społeczeństwa, bo meldują także poszczególni ministrowie, co tworzy obraz frontu robót. Powstaje obraz gospodarskiej krzątaniny, dziania się. Twierdzę, że polityka informacyjna obozu władzy jest inteligentna, bo odwołuje się do wielu spraw bliskich zwykłym Polakom. Do krzątaniny, prowincjonalności, szacunku dla rodziny, dla polskości. Bardzo mocno podnoszone są wartości ludowo-narodowe. A komunikaty wyraża się nie tylko słowem, ale i czynem.


Wideo: Obchody 100 dni rządu Beaty Szydło

Źródło: AIP/Agencja Informacyjna Polskapresse

- Może organizując konferencję o godzinie 5.30, rząd liczył, że zaspani dziennikarze nie zapytają o to, co się nie udało?
- Wyszło na to, że rząd tak bardzo się krzątał, że nie miał kiedy taczki naładować, jak to było w starym dowcipie. Rząd wyraźnie zakomunikował, kto jest winny tego, że nie wszystko się udało. Opozycja przeszkadza, nie współpracuje, ogłasza przerwy w posiedzeniach parlamentarnych, donosi na Polskę na forach międzynarodowych i rzuca kłody pod rządowe nogi. Proszę też zauważyć, że pani premier używa czasu przyszłego w formie dokonanej - mówi: będziemy robić - zrobimy. To brzmi jak zaklęcia. Premier wymienia jednym tchem to, co się udało, z tym, co obiecała, ale jeszcze nie zrobiła...

- Przyznała się też do błędu - podatku od hipermarketów, który mógł rozłożyć cały handel.
- Tylko że wymieniła go w jednym szeregu z 500 plus. Obok siebie ustawia to, co jest projektowane, z tym, co wprowadzono - jak 500 plus. Sprytny zabieg. Projektowane sprawy mają tę samą wartość co już realizowane. Ludzie skoncentrują się na wyliczance i uznają, że to się już dzieje.

- Nie ustają protesty po zmianach w stadninach koni. Czy PiS się na tym aby nie przejedzie w pazerności przejmowania wszystkich możliwych stołków?
- Nie mam złudzeń, że każda nowa ekipa rządowa po 1989 roku dokonywała zmian personalnych. Politycy brali stanowiska decyzyjne i niedecyzyjne. To nie tylko właściwość PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego ma tego pecha, że opiniotwórcze, prywatne media z nią nie sympatyzują. Sięgnięcie po szefów dwóch państwowych stadnin koni pokazuje, że proces „dobrej zmiany” idzie też w głąb, w dół i nikt nie powinien spać spokojnie... Sprawa menedżerów stadnin wywołała poczucie niesmaku i śmieszności, bo czym się tam zajmują? Opłacalną, to fakt, hodowlą koni i dystrybucją ich materiału genetycznego w Europie i poza nią. Mam tu na myśli na przykład handel nasieniem od ogierów wysokiej klasy czy zarodkami od doborowych klaczy. Jak tak przyziemne sprawy pogodzić z troską PiS o polskość, górnolotnymi hasłami deklarowanymi w wielu wystąpieniach publicznych?

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.