Pieniądze się radnej należą, tyle że trochę wstyd je brać

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
Tomasz Mikulicz

Pieniądze się radnej należą, tyle że trochę wstyd je brać

Tomasz Mikulicz

Tak uważa Tomasz Janczyło z PO. Alicja Biały z PiS ma pensję w WUP-ie i dietę radnej. Prosi też miasto o pieniądze, bo zasiada w radzie społecznej.

Powiem brutalnie. To zwykła bezczelność. Sam byłem członkiem rady przy jednym ze szpitali. Nie przyszłoby mi do głowy żądać za to pieniędzy - mówi etyk prof. Jerzy Kopania.

Radna PiS Alicja Biały wystąpiła do prezydenta, by zapłacił jej 106,84 zł brutto za to, że 15 lutego przez trzy godziny uczestniczyła w posiedzeniu rady społecznej szpitala miejskiego im. PCK w Białymstoku. Na dzisiejszej sesji władze wniosą poprawkę do budżetu, dzięki której będą mogły wypłacić te pieniądze. - Radna naraża się na śmieszność. Nie chodzi przecież o jakieś miliony, ale o 100 zł. I to brutto. Zresztą skoro rada jest społeczna to praca na jej rzecz nie powinna być wynagradzana - mówi radny PO Tomasz Janczyło.

Alicja Biały tłumaczy, że te 100 zł nie jest wynagrodzeniem, ale zwrotem za utraconą część poborów z Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Bo tam jest od 2009 roku zatrudniona. W czasie gdy radna pomaga szpitalowi, nie świadczy pracy na rzecz WUP-u, więc ten obcina jej z tego tytułu pensję. - W przyszpitalnych radach działam od 12 lat. Dopiero od zeszłego roku tracę z tego tytułu część wynagrodzenia - mówi Alicja Biały.

Wicedyrektor WUP-u Jarosław Sadowski, nie wnikając jak to było przed 2016 rokiem, twierdzi że obecnie obowiązujący regulamin urzędu mówi jasno. - Mamy obowiązek zwolnienia pracownika w związku z pełniem funkcji społecznych. Nie możemy natomiast wypłacać mu z tego tytułu wynagrodzenia.

Gdy Alicja Biały jest na sesji rady miasta, WUP też potrąca jej pobory za nieobecność w tym dniu. Radna rekompensuje to sobie z diety. - Choć dieta radnej miejskiej - niemała, bo około 2 tys. zł - nie ma nic wspólnego z pracą w radzie szpitala to Alicja Biały mogłaby sobie odpuścić występowanie o 100 zł - uważa Tomasz Janczyło.

- Muszę mieć na utrzymanie rodziny. Zresztą tak jak każdy - odpiera zarzuty Alicja Biały.

Janczyło komentuje, że skoro radna traci przez to pieniądze to może z przyszpitalnej rady zrezygnować. Zasiadanie w niej nie jest przecież obligiem. - Jestem przewodniczącą komisji spraw społecznych i zdrowia. Uważam, że powinnam pomagać szpitalowi - mówi radna.

- Można by mówić, że jest radna pazerna, gdyby nie potrącano jej pensji, a ona występowałaby o dodatkowe pieniądze do prezydenta. Ale tak przecież nie jest - uważa natomiast radny PiS Piotr Jankowski.

I zaznacza, że nie mówi tak dlatego, bo broni partyjnej koleżanki. - Zrobiłbym tak w stosunku do każdego radnego bez względu na opcję polityczną. Pracodawca powinien wykazać się empatią. Należy szanować czyjąś pracę społeczną - podkreśla Jankowski.

Podobnie jak Alicja Biały zasiada w społecznej radzie szpitala miejskiego im. PCK. Jej członkami są też radni PiS Katarzyna Siemieniuk i Mariusz Gromko. Ale tylko Alicja Biały występuje (od zeszłego roku już czwarty raz) do władz miasta o zwrot kosztów. Za pojedyncze posiedzenie to kwota rzędu 100 zł brutto. Bo Wojewódzki Urząd Pracy, gdzie jest zatrudniona od 2009 roku potrąca jej z pensji za czas, który poświęca na pracę społeczną na rzecz szpitala. Według radnej, 100 zł, o które występuje do prezydenta nie jest więc wynagrodzeniem za pracę w społecznej radzie, ale zwrotem za utraconą część poborów.

- W przyszpitalnych radach działam od 12 lat. Dopiero od zeszłego roku tracę z tego tytułu część wynagrodzenia - mówi Alicja Biały.

Jarosław Sadowski, wicedyrektor WUP tłumaczy, że regulamin urzędu nie pozwala na płacenie za czas, gdzie pracownik faktycznie nie świadczy pracy.

- Ja np. mam nienormowany czas pracy, więc nie mam z kwestiami finansowymi problemu - mówi Piotr Jankowski.

Alicja Biały po rozmowie z nami postanowiła, że wystąpi do dyrekcji szpitala, by posiedzenia rady społecznej zostały przełożone na godziny popołudniowe. - Wtedy problem sam się rozwiąże - jest przekonana.

A propos wynagrodzeń. W połowie marca pisaliśmy o kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej w magistracie. Okazało się, że m.in. wiceprezydenci niesłusznie pobierali dodatki specjalne rzędu 3 tys. zł miesięcznie. PiS domaga się, by zwrócili te pieniądze. - Nie porównujmy mrówki do słonia. Urzędnicy pobierali dodatki specjalne na podstawie nieaktualnego prawa i za zadania, które mieściły się w zakresie ich codziennych obowiązków - oburza się Piotr Jankowski.

Tomasz Mikulicz

Zajmuję się sprawami miejskimi, czyli m.in.: białostocką i podlaską polityką samorządową, architekturą, urbanistyką i ochroną zabytków. Opisuję też obrady rady miasta oraz zajmuję się też różnego rodzaju interwencjami zgłaszanymi przez mieszkańców. Zajmuje mnie również pisanie też o historii Białegostoku i najbliższych okolic. Zdarza mi się też zajmować działką kulturalną. Lubię wszak rozmowy z ciekawymi i inspirującymi ludźmi. W swojej pracy zwracam uwagę na szczegóły. Bo jak wiadomo diabeł tkwi właśnie w szczegółach.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.