Potańcówki w Białymstoku. Nawet prezydent zauważył, że lubimy chodzić na tańce

Czytaj dalej
Fot. Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz

Potańcówki w Białymstoku. Nawet prezydent zauważył, że lubimy chodzić na tańce

Jerzy Doroszkiewicz

Potańcówka w suchym stawie, w Zwierzyńcu, a nawet na rzece Białej. Od 2010 roku Białystok lubi chodzić na tańce. Mieszkańców rozruszała Marta Zajkowska z grupą przyjaciół

Miałem wtedy naście lat i doskonale pamiętam potańcówki, czy jak się wtedy modnie nazywało - dyskoteki na „dechach” w Zwierzyńcu - wspomina Jacek Kaczyński, były muzyk Kasy Chorych, dziś w Live Orkiestra. Ze swoim zespołem zagra białostoczanom do tańca 3 września właśnie w Parku Zwierzynieckim. Ale już w tę niedzielę, 27 sierpnia, będzie miejska potańcówka w suchym stawie.

- Poprzednie cieszyły się dużym zainteresowaniem białostoczan, dlatego też postanowiliśmy zorganizować kolejną - ogłosił 17 sierpnia Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku. To, zdaje się, symboliczne nawiązanie do pierwszej takiej imprezy, która ożywiła Białystok 22 sierpnia 2010 roku.

Wszystko zaczęło się dzięki Marcie Zajkowskiej. To ona skrzyknęła grupę zapaleńców i Białystok po raz pierwszy od wielu lat poszedł na tańce na świeżym powietrzu.

- Rodzice opowiadali mi, że w niedzielę, po kościele, zawsze jeździli na potańcówki - mówi Marta Zajkowska.

- Na hasło potańcówka moi znajomi i przyjaciele ruszyli z pomysłami - wspomina entuzjazm sprzed siedmiu lat. Tak znaleźli miejsce, namówili muzyków do grania, wreszcie - przekonali miasto, że warto wesprzeć ten pomysł pieniędzmi. Nawet zespół zawiązał się specjalnie na tę imprezę. - Nie było szczegółów, a wszyscy się rozumieliśmy - wspomina po latach Zajkowska.

- Mówiłaś, że to ma być alternatywa dla tego, co jest w mieście - dołącza się do wspomnień Agata Papierz.

Bo oczywiście w Białymstoku były tańce w klubach, były dyskoteki, a potańcówka miała być czymś z klimatem.

- W moich oczach od razu powstało coś magicznego, w czym nigdy wcześniej nie brałam udziału - uśmiecha się Agata Papierz.

Kiedy w poniedziałek, 21 sierpnia, spotkaliśmy się, w nie do końca - po ostatnich ulewach - suchym stawie, ówcześni organizatorzy przyznawali, że patrzą na to miejsce z sentymentem. Wtedy dostali łącznie 30 tys. zł od miasta i z urzędu marszałkowskiego.

- I tak zabrakło na drewno, na wynajem przyczepki - wylicza Łukasz Denisiuk. - Ale było dużo ludzi dobrej woli.

- Budowaliśmy podest do tańca i scenę trzy dni, niemal do samego rozpoczęcia imprezy - wspomina Marta Zajkowska.

Po dwóch latach wyjechała do Londynu i przez jakiś czas potańcówek na świeżym powietrzu nie było.

W 2014 roku bojarską łąkę przy ulicy Poprzecznej, gdzie dziś kończy się budowa tzw. chat bojarskich, postanowił zaanektować aktor i społecznik Mateusz Tymura. Wśród cyklu społecznie organizowanych imprez znalazła się i potańcówka. - Taniec jest wspaniałą forma wspólnego spędzania czasu, więc korzystamy z tej właśnie formuły - mówi Mateusz Tymura.

Na potańcówkę na łące bojarskiej przyciągnął tłumy. Były lampiony, a do tańca grała muzyka z szelakowych płyt, odtwarzanych z gramofonów z tubą z pomocą niewielkiego nagłośnienia. - Kiedyś tańczono przy każdej możliwej okazji przy muzyce granej na żywo przez lokalnych muzykantów - dodaje.

Dlatego kiedy udało mu się zdobyć pieniądze w ramach projektu Biała Czysta Kulturalna, ruszył cykl potańcówek już z muzyką na żywo, graną przez świetnych muzyków. - Nasi dziadkowie i babcie byli wspaniałymi tancerzami, ale gdzieś po drodze utraciliśmy tę umiejętność, a tym samym przyjemność - tłumaczy powody organizacji takich imprez.

Potańcówki trafiły też do serca wielbicieli muzyki białoruskiej. Pierwszy „Aksamitny letni wieczór” w sporym namiocie rozstawionym przy Białostockim Teatrze Lalek odbył się w 2014 roku.

- Chciałam zrobić imprezę białoruską w Białymstoku, która ściągnie i dorosłych, i starszych, i młodzież, a która jednocześnie nie miałaby charakteru festynu w stylu BTSK - wspomina Julita Stepaniuk.

Organizacją formalności zajął się Związek na Rzecz Edukacji i Promocji Kultury Białoruskiej Szczyty. - Przy żywej muzyce ludzie chcą się bawić a nie siedzieć na ławeczkach czy w operze. To świetnie integruje pokolenia - dodaje Stepaniuk.

Potańcówki przy muzyce folkowej odkrył też Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury. Nieformalna grupa ćwiczy też tańce ludowe, ale wszyscy przyznają, że najlepiej bawią się na świeżym powietrzu. Dlatego starają się nie przegapić żadnej imprezy na rzece Białej. Zatem w tym roku mamy już prawdziwy potańcówkowy boom.

- Wydaje mi się, że ludzie pragną powrotu do pierwotnej wspólnoty - wnioskuje dr Tomasz Admaski, kulturoznawca z Uniwersytetu we Białymstoku. - Wspólny taniec daje możliwość bezpośredniego kontaktu, robienia czegoś w tym samym rytmie, tak jak w czasach, kiedy nie było internetu.

Najbliższa potańcówka już dziś. Na rzece Białej zagrają Kapela Niwińskich i Andrzej Malik.

Potańcówki miejskie

3 września, niedziela, godz. 17-22. W Parku Konstytucji 3 Maja do tańca grać będzie zespół Live Orkiestra

Jerzy Doroszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.