Prof. Bożena Sobkowicz, kardiolog: Zator płucny można pomylić z grypą czy COVID-em

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Agata Sawczenko

Prof. Bożena Sobkowicz, kardiolog: Zator płucny można pomylić z grypą czy COVID-em

Agata Sawczenko

Rozmowa z prof. Bożeną Sobkowicz, kierownik kliniki kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.

Podobno zator płucny można pomylić z COVID-em?

Można pomylić z COVID-em, można pomylić z grypą, z zawałem serca... To bardzo podstępna choroba, która nie ma bardzo charakterystycznych objawów i rzeczywiście może być dla lekarza trudnym problemem diagnostycznym.

Zanim zapytam o objawy, proszę powiedzieć, czym jest zator płucny.

Zator płucny jest to przemieszczenie się do łożyska płucnego – czyli do tętnicy płucnej i jej odgałęzień – jakiegoś materiału. Najczęściej są to skrzepliny, które zwykle pochodzą z żył głębokich kończyn dolnych. Ale nie można zapominać, że zdarza się zator powietrzny, zator płynami owodniowymi, zator tłuszczowy – przy rozległych złamaniach kończyn dolnych, czy zator materiałem nowotworowym. Najważniejsze to postawić na czas rozpoznanie. Wtedy jesteśmy w stanie dużą część pacjentów uratować.

Dlaczego to taka groźna choroba?

U kilkunastu procent pacjentów pierwszym i ostatnim objawem zatoru jest nagły zgon. To ludzie, którzy – na przykład – położą się spać i nie obudzą się. Albo w domu czy na ulicy dojdzie u nich do nagłego zatrzymania krążenia i poddadzą się resuscytacji. To sytuacje, kiedy zmiany zatorowe są bardzo masywne i czopują najczęściej oba odgałęzienia tętnicy płucnej – krew nie ma jak dopłynąć do płuc i utlenować się.

Na pewno jednak w niektórych sytuacjach jest szansa na ratunek. Co może zrobić lekarz?

Jeśli to jest lekarz, który siedzi ze słuchawkami w gabinecie, to w przypadku podejrzenia zatorowości płucnej, powinien takiego pacjenta skierować do szpitalnej izby przyjęć lub na SOR, żeby ostatecznie potwierdzić lub wykluczyć to rozpoznanie. Natomiast lekarz, który już rozpozna zatorowość płucną, w zależności od stanu chorego zazwyczaj hospitalizuje takiego pacjenta. Na oddziale mamy pewien zasób leków, którymi leczymy zatorowość skrzeplinową. To leki przeciwzakrzepowe oraz leki trombolityczne, czyli te najsilniejsze, najszybciej rozpuszczające materiał zatorowy. Ale leczenie trombolityczne rezerwujemy dla pacjentów w bardzo ciężkim stanie, gdyż daje ono niekiedy ciężkie powikłania krwotoczne; tu musimy więc kłaść na szali to, co się pacjentowi bardziej opłaca. Najczęściej stosujemy leczenie przeciwzakrzepowe w formie dożylnej, podskórnie lub u większości chorych doustnie. W niektórych przypadkach zatorowość można dziś leczyć w domu, choć w Polsce ten sposób leczenia jeszcze do końca się nie przyjął.

A operacje?

W niewielkim odsetku przypadków zdarza się, że nie możemy podać tego najsilniejszego leczenia, czyli trombolizy, bo na przykład chory niedawno był operowany. Podanie lekarstw mogłoby doprowadzić do krwotoku z operowanego miejsca. Podobnie jest, gdy chory jest świeżo po udarze mózgu. Wtedy rzeczywiście chirurdzy robią tzw. embolektomię chirurgiczną, czyli rozcinają tętnicę płucną i wysysają te największe skrzepiny. To jest operacja nieczęsto wykonywana, ale ratująca życie. Coraz częściej też mówi się w naszym środowisku o systemie odsysania skrzeplin cewnikiem wprowadzanym przezskórnie.

Czy COVID spowodował, że przypadków zatoru płucnego jest coraz więcej?

Zdecydowanie COVID jest silnym czynnikiem ryzyka zatorowości płucnej. Rzeczywiście w trakcie tej infekcji dochodzi do nadkrzepliwości krwi. W Polsce choruje na zatorowość płucną kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie i ta liczba wciąż narasta, bo czynników ryzyka zatorowości wciąż przybywa.

Na co zwracać uwagę? Kiedy iść do lekarza?

Jeśli mówimy po pacjentach chorujących w domu, to najważniejszym objawem jest duszność – to niesłychanie niespecyficzny objaw, bo przecież nawet zdrowi ludzi miewają duszności, na przykład z emocji. Ale rzeczywiście – 80 proc. przypadków pacjentów z zatorem ma duszność. Drugim objawem, również niespecyficznym, jest tachykardia, czyli przyspieszona czynność serca, czasem gorączka, często do tego dochodzi stan zapalny, infekcja, przeszywające bóle w klatce piersiowej.

Praca w jednym szpitalu? Tak, ale za 15-20 tys. zł miesięcznie

Chorują nie tylko starsi?

Coraz częściej zdarza się, że na zator płucny ginie młoda osoba. To się zdarza na przykład na lotniskach po wielogodzinnej podróży, u ciężarnych, po porodzie, u osób tęgich lub tych, które stosują hormonoterapię (antykoncepcję hormonalną, hormonalną terapię zastępczą, gdy hormony są podawane w chorobie nowotworowej).

Co robić, by nie zachorować?

Ważne, by się ruszać, i w zdrowiu i w chorobie, podczas podróży, by nie dopuścić, by krew się zagęściła i doszło do zakrzepicy żył głębokich kończyn dolnych.

Marzena Wojewódzka-Żelezniakowicz: Bez reformy całego systemu kolejek na SOR-ach na pewno nie zlikwidujemy

W grudniu o zatorowości płucnej będą mówić specjaliści. Na UMB szykuje się konferencja i warsztaty kardiologiczne „Wschód – Zachód”.

Jest mnóstwo nowych metod postępowania. Dlatego chcemy się spotkać z internistami, z lekarzami podstawowej opieki, z chirurgami. W tym roku będziemy mówić o nadciśnieniu płucnym, czyli przewlekłej postaci zatorowości płucnej którą w tej chwili potrafimy doskonale leczyć – ale tylko pod warunkiem, że potrafimy ją rozpoznać. Będziemy też mówić o chorobie wieńcowej, o ryzyku kardiologicznym w operacjach pozasercowych.

Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.