Słynny zielarz i wizjoner pochodzi z naszego Nierośna. O. Czesław Andrzej Klimuszko urodził się w tej małej wsi pod Dąbrową na Podlasiu

Czytaj dalej
Fot. m. tochwin
Martyna Jurkowska

Słynny zielarz i wizjoner pochodzi z naszego Nierośna. O. Czesław Andrzej Klimuszko urodził się w tej małej wsi pod Dąbrową na Podlasiu

Martyna Jurkowska

W malutkiej wsi pod Dąbrową Białostocką do dziś mieszka rodzina ojca Czesława Andrzeja Klimuszki - franciszkanina, zielarza i wizjonera. I choć wiele osób kojarzy tego duchownego z Elblągiem, gdzie za klasztornym murem dożył końca swoich dni, to na świat przyszedł właśnie w Nierośnie. To tu, zbierając rośliny z okolicznych łąk, zaczynał przygodę z zielarstwem.

Nie pamiętam zbyt wiele. Mój tata, który zmarł kilka lat temu, mógłby więcej opowiedzieć o swoim stryjku. Był bratankiem ojca Czesława Klimuszki. Pamiętał, jak u nas bywał, jak wracał do rodzinnego domu. Opowiadał nam czasem o nim - mówi Stanisław Klimuszko.

Jest mieszkańcem Nierośna i jednym z niewielu żyjących członków rodziny słynnego na cały świat zakonnika i jasnowidza o. Czesława Andrzeja (imię zakonne) Klimuszki. To bowiem właśnie z Nierośna, niewielkiej wsi, położonej tuż obok Dąbrowy Białostockiej, wywodzi się ten duchowny.

- Nie mamy po nim żadnych specjalnych pamiątek. Rodzinnego domu księdza też już nie ma, bo swego czasu pobudowaliśmy w jego miejscu całkiem nowy. Żyje w naszej pamięci - podkreśla Stanisław Klimuszko.

Przepowiednia odbiła się szerokim echem

Czesław Klimuszko urodził się 23 sierpnia 1905 r. w Nierośnie. Zmarł 75 lat później, 25 sierpnia 1980 r. w Elblągu. Był franciszkaninem, ale znany był przede wszystkim jako zielarz, wizjoner i jasnowidz.

Gdy Czesław Klimuszko przyszedł na świat, Nierośno należało do diecezji wileńskiej. Rodzice Czesława - Wincenty Klimuszko i Zofia Maciulewska - nie byli zamożni. Chłopiec wychowywał się więc - wraz z dwoma braćmi i trzema siostrami (dwie z nich szybko zmarły) - w niełatwych warunkach. Szkołę podstawową skończył u ojców salezjanów w Różanymstoku.

- Jako że wychowywał się na wsi, młody Czesław miał możliwość nieustannego obcowania z przyrodą. Choć, jak wspominał po latach, okolica nie była zbyt interesująca („ani lasów, ani jezior, ani rzek”), to jednak bliski kontakt z naturą wiele go nauczył. Dzięki jego wspomnieniom dowiadujemy się, że już od młodości w niewyjaśniony sposób umiał określić właściwości pewnych ziół. Po raz pierwszy o św. Franciszku Czesław mógł usłyszeć w szkole powszechnej. Kiedy dowiedział się o wielkiej miłości tego świętego do przyrody, zapewne stał mu się on bardzo bliski. W tamtym szkolnym czasie Czesław wiele czasu spędzał na samotnych spacerach, bacznie obserwując przyrodę. „Ciągnęło mnie do chmur, do lasu, do samotności” - wyznawał) - czytamy w biografii o. Czesława Klimuszko zamieszczonej na stronie Prowincji św. Maksymiliana Marii Kolbego Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (Franciszkanów) w Polsce.

Z powodu braku wystarczających środków finansowych nie ukończył gimnazjum w pobliskim Grodnie, lecz wyruszył do Lwowa, by tam kontynuować naukę. Mając 20 lat wstąpił do Zakonu oo. Franciszkanów. Po maturze studiował filozofię we Lwowie i teologię w Krakowie, gdzie przyjął święcenia kapłańskie.

Tuż po wojnie szerokim echem w kręgach kościelnych odbiła się jego przepowiednia wypowiedziana w 1947 r.: „Widzę niespodziewaną śmierć kardynała Hlonda 24 października. Po nim zaraz pójdzie do grobu drugi dygnitarz kościelny mniejszego kalibru”. Słowa te znalazły potwierdzenie już cztery miesiące później. Kard. Hlond zmarł we wskazanym dniu na zapalenie płuc, a kilka dni później zginął w wypadku - wracając samochodem z pogrzebu kardynała - biskup Łukomski.

Setki ludzi w kolejce po porady zdrowotne

- O „cudach” dokonywanych przez o. Andrzeja można byłoby zapewne napisać osobną rozprawę, a i nie czas tu, by mówić o nich, warto jednak wymienić choć kilka, które ugruntowały jego popularność i sławę” - czytamy na stronie Zakonu. - „Niezliczoną ilość razy o. Andrzej pomagał odnaleźć zaginione osoby, a dokonywał tego patrząc na zdjęcie danej osoby. Często, niestety, musiał wskazywać miejsce, gdzie znajdowało się ciało, kiedy osoba już nie żyła. Głośną była sprawa poszukiwania porwanego syna przewodniczącego Stowarzyszenia „PAX”, Bolesława Piaseckiego. Kiedy poszukiwania milicji nie dały rezultatów, zwrócono się do zakonnika. O. Andrzej bezbłędnie wskazał miejsce, gdzie porzucone zostało ciało zamordowanego - jak się okazało - mężczyzny. Podobnie rzecz miała się z zaginionym premierem Włoch, Aldo Moro, który zamordowany został przez Czerwone Brygady. Na szczęście udawało odnaleźć się także żywych, m.in. Patrycję Hearst, uprowadzoną w Stanach Zjednoczonych, w Kalifornii. Jego „poszukiwania” nie dotyczyły jednak tylko ludzi. O. Andrzej wypowiedział się na temat słynnej „Bursztynowej komnaty”, która według niego… nie istnieje, gdyż została zniszczona przez Niemców.

Zakonnik z Nierośna przepowiedział też m.in. krótki żywot papieża Jana Pawła I, wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża, a także, w 1980 roku, to, że związek „Solidarność” powstanie dwukrotnie, co było wówczas zupełnie niezrozumiałe.

Setki ludzi przyjeżdżało do niego po poradę zdrowotną. O. Klimuszko pozostawił po sobie przepisy na mieszanki ziołowe, które są skuteczną pomocą aż w 127 chorobach. Skuteczność ziół potwierdziły badania lekarskie. O. Klimuszce przypisywano również zdolności parapsychologiczne. Jego sława „cudotwórcy z Elbląga” znana była poza granicami Polski, a nawet Europy.

- Obok odnajdywania osób czy przedmiotów, o. Andrzej pomagał chorym, przepisując im preparaty ziołowe. Jego nowatorstwo polegało na tym, że zioła łączył ze sobą (po siedem, dziewięć czy jedenaście) sobie tylko znanym „kodem”. Nie umiał tego wyjaśnić, po prostu wiedział, że tak będzie dobrze, że w ten sposób zioła spotęgują swe właściwości. Tak wspomina o. Lucjusz: „Miał niezawodne wyczucie, na co dane zioło może pomóc i bezbłędnie rozpoznawał dolegliwości. Ktoś przychodził z bólem brzucha, a on powiada: - Brzuch to głupstwo, jest coś w gorszym stanie - wątroba! Albo mówił, nawet nie obejrzawszy nogi: - A co się pani stało, że ma bliznę pod kolanem?” - czytamy w biografii zakonnika.

Dla większości jest „cudotwórcą z Elbląga”

O tym, że ten słynny zielarz i wizjoner urodził się w podlaskim Nierośnie, dobrze wiedzą mieszkańcy samej miejscowości. Ale często na nich ta wiedza się kończy.

- Czasami ktoś przejeżdżając przez Nierośno zapyta o o. Klimuszkę, ale to wszystko. Starsi ludzie opowiadali sobie o nim, ale poumierali - przyznaje Anastazja Orpik, starsza mieszkanka wsi, mama sołtysa.

Wspomina, że jej teściowa dużo opowiadała o zakonniku.

- Mówiła, że często na łąki okoliczne chodził i rośliny różne przynosił. Już wtedy, jeszcze jako młody chłopak, wyraźnie interesował się zielarstwem i miał do tego smykałkę - mówi. I dodaje: - Z Nierośnem raczej nikt go nie kojarzy. Wszyscy pamiętają go z Elbląga, bo tam żył, pracował i to tam pomagał ludziom. Pamiętam, jak wiele lat temu moja ciotka, która mieszkała w Elblągu, powiedziała do mnie „jak ja wam zazdroszczę o. Klimuszki”. A to przecież raczej my powinniśmy zazdrościć Elblągowi tej sławy.

Na ślady o. Klimuszki można natknąć się w pobliskiej Dąbrowie Białostockiej. Jego nazwisko wyryte jest - w towarzystwie nazwisk kilkunastu innych zasłużonych mieszkańców Ziemi Dąbrowskiej - na pamiątkowej tablicy w parku. Portret duchownego zaś został namalowany na ścianie jednego z bloków w tym miasteczku - o. Klimuszko jest jednym z czterech bohaterów pamiątkowego muralu.

- O. Klimuszko jest jednym z wybitnych mieszkańców naszej gminy. Chcemy o nim pamiętać i przypominać o nim wszystkim obecnym mieszkańcom i przyjezdnym.Nasze działania powodują, iż pamięć o znamienitych postaciach nie umiera, ale trwa - mówi burmistrz Dąbrowy Białostockiej Artur Gajlewicz. I dodaje: - Przez cały czas trwania kadencji jako burmistrz starałem się między swoimi działaniami wplatać wartości narodowe, promując bohaterów Ziemi Dąbrowskiej podczas uroczystości patriotycznych. W tym też celu powstała tablica w parku miejskim upamiętniająca bohaterów naszej małej ojczyzny. Kolejnym działaniem było stworzenie pierwszego muralu w Dąbrowie, na którym znalazły się takie osoby jak gen. Sulik i Godlewski oraz o. Fordon i Klimuszko.

To wszystko nie zmienia jednak faktu, że o. Klimuszko przez większość ludzi kojarzony jest z Elblągiem. To w tamtejszym klasztorze spędził ostatnie 20 lat życia. W jego dawnej celi otwarto muzeum z pamiątkami, które po nim zostały, m.in.: listami, które przychodziły z całej Europy, zdjęciami, zapiskami oraz receptami. Są też tam zgromadzone artykuły z polskiej i zagranicznej prasy o fenomenie o. Klimuszki.

Zakonnik z Nierośna jest też honorowym obywatelem Elbląga. Tytuł ten nadano mu 30 maja 2004 roku.

Martyna Jurkowska

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.