Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego

Stracone nadzieje. Białystok w listopadzie 1918 roku

Msza polowa poprzedzająca przejęcie władzy w Białymstoku Fot. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego Msza polowa poprzedzająca przejęcie władzy w Białymstoku
Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego

14 listopada 1918 r. na ulicach oczekiwano wejścia dużego oddziału wojska polskiego. Zamiast niego z Łap przyjechało 150 żołnierzy. Po trzech dniach wolności Białystok wrócił pod władzę Niemców.

Obchody Święta Niepodległości mają w Białymstoku wymiar inny niż choćby w Warszawie. Nie ulega wątpliwości, że to bodaj najważniejsze nasze święto narodowe i już tylko z tego tytułu świętować je trzeba. Ale my, białostoczanie wiemy, że świętujemy radość sąsiadów zza Narwi, a sami co najwyżej możemy wspominać stracone nadzieje. Nam historia przeniosła 11 listopada na 19 lutego. Stało to się na skutek niezwykle dynamicznie zmieniającej się sytuacji międzynarodowej. Szczególnie wypadki w 1918 roku potoczyły się błyskawicznie. Rewolucja bolszewicka w Rosji, rozpad Austro-Węgier i klęska Niemiec spowodowały, że - w wyniku wojny - przestały istnieć państwa zaborcze.

W Białymstoku 11 listopada 1918 roku żołnierze niemieckiego garnizonu, po wypowiedzeniu posłuszeństwa przełożonym, zawiązali Radę Żołnierską (Soldatenrat), której komendantem został, pochodzący z zaboru pruskiego, żołnierz Lewandowski. Sami białostoczanie próbowali też organizować swoje przedstawicielstwo, powołując Centralny Komitet Obywatelski. Na wieść o zbliżających się do Białegostoku oddziałach polskich, w nocy z 11 na 12 listopada, komitet zawarł z radą Lewandowskiego umowę, której celem miało być utrzymanie spokoju w mieście.

Jednocześnie rozpoczęto formowanie milicji - Samoobrony, która miała zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo. W ciągu kilku godzin z uczniów starszych klas gimnazjum utworzony został 50-osobowy oddział, którym dowodził młody nauczyciel Tuśkiewicz. Samoobrona, luzując Niemców, zaczęła wystawiać posterunki w najważniejszych punktach miasta, m.in. na dworcu, przy magazynach żywnościowych, przed bankiem i magistratem.

W mieście dawało się odczuć nastroje wyczekiwania i wzrastającego entuzjazmu. Jak pisał prof. Henryk Mościcki „komendant Lewandowski, obywatel miasta Marian Dederko i kapitan Tylicki [jeden z oficerów korpusu gen Dowbór-Muśnickiego, którzy ukrywali się w Białymstoku A.L.] wyjechali samochodem do Warszawy, celem zorientowania się w sytuacji”. Wrócili do Białegostoku 13 listopada z informacją, że jest to tylko kwestia kilku godzin, gdy do miasta wejdzie wojsko polskie, które było już w Łapach. Zapewniali, że będzie to duży 700-osobowy oddział. W mieście panowały euforyczne nastroje.

Tymczasem 14 listopada, gdy na ulicach oczekiwano wejścia zapowiadanego dużego oddziału wojska polskiego, to zamiast niego z Łap przyjechało zaledwie 150 żołnierzy. Tego samego dnia, jak to określił Mościcki, „akcja została zupełnie niespodziewanie stłumiona”. Przybyły kilka godzin wcześniej oddział wojska wycofał się do Łap. Za nim przedarła się grupa starszych uczniów z Tuśkiewiczem. W mieście Niemcy zaczęli rozbrajać dopiero co powołaną Samoobronę. Był to efekt szybko zmieniającej się sytuacji międzynarodowej. 18 listopada została utworzona linia demarkacyjna, rozdzielająca tworzone państwo polskie od pozostających na wschodzie, liczących ponad pół miliona żołnierzy, oddziałów niemieckich.

Od 24 listopada 1918 roku zaczęły obowiązywać postanowienia tak zwanej umowy kowieńskiej, na mocy której Białostocczyzna stała się częścią kordonu pomiędzy wschodem a zachodem. Nie bez znaczenia było też i to, że Białystok był w tym rejonie kluczowym węzłem kolejowym, dzięki któremu można było w przeciągu nadchodzących miesięcy przetransportować, bliskie rewolty, wojaka niemieckie. Mościcki pisał, że „Białystok po niespełna trzech dniach wolności powrócił pod władzę Niemców”.

W mieście zaczęły panoszyć się grupy żołnierzy pozbawionych dowództwa. Sytuacji nie poprawiło przybycie do miasta w grudniu 1918 roku komisarza rządowego Ignacego Morozowskiego. Jak pisze H. Mościcki „gromady żołnierzy włóczyły się po mieście, strzelając dla zabawy wzdłuż ulic i warcholąc bez miary”.

Jeszcze gorsza sytuacja panowała w podmiejskich wsiach. Chłopi zaczęli napadać na Niemców, z jednej strony mszcząc się na nich za lata okupacji, a z drugiej zaś broniąc swojego dobytku. Niemcy w odwecie zaczęli organizować karne ekspedycje.

Chaos w mieście pogłębiał stały ruch wojska. Jedne transporty przyjeżdżały, inne wyjeżdżały. Żołnierze mając kilka, czasem kilkanaście godzin postoju, próbowali zdobyć zaopatrzenie bądź po prostu zabawić się. W pierwszych dniach stycznia 1919 roku w Grodnie podjęte zostały rozmowy polsko-niemieckie. Ich celem było osiągnięcie porozumienia w przeprowadzeniu ewakuacji niemieckich żołnierzy. Od 19 stycznia rozmowy te prowadzone były w Białymstoku. Zwieńczone zostały 5 lutego 1919 roku podpisaniem tak zwanej umowy białostockiej. Zawarcie tej umowy miało decydujący wpływ na przyśpieszenie wycofywania wojsk niemieckich. Ustalono, że Niemcy opuszczą Białystok 19 lutego 1919 roku.

Gdy rok później wspominano te wydarzenia, to podkreślano głównie „patriotyzm młodzieży, która przed rokiem rozbroiła okupantów”. Ale wspominano też tych, którzy odegrali wielką rolę w listopadzie 1918 roku - kolejarzy. Zwykło się z tej okazji wspominać czyn orężny, wydarzenia polityczne, tymczasem kolejarze byli cichymi bohaterami tamtego listopada. Jednym z nich był Franciszek Wierzejski. Wspominano, że „14 listopada p. Wierzejski, jako przedstawiciel Warszawskiej Dyrekcji oddelegowany został do Białegostoku celem ewentualnego porozumienia się z Niemcami i nawiązania komunikacji kolejowej pomiędzy Białymstokiem i Łapami. Do porozumienia nie doszło, Niemcy nawiązać komunikacji nie chcieli i polecili p. Wierzejskiemu w ciągu 24 godzin pod karą aresztowania Białystok opuścić. P. Wierzejski jednak dla dobra Ojczyzny i polskiego kolejnictwa z Białegostoku nie wyjechał. Ukrywając się przed Niemcami w warunkach bardzo trudnych zorganizował tajny związek kolejarzy i pozostawał w naszym mieście do czasu ustąpienia okupantów. Pod groźbą utraty życia odbywało się przejęcie stacji od Niemców. 19 lutego [1919 r. A.L.] całe bandy pijanych Prusaków salwami karabinowymi ogłuszały stację. Druty telefoniczne i telegraficzne były poprzecinane. P Wierzejski z kilku wybranymi sam był wszędzie i o ile mógł, ile mu sił starczyło starał się nie dopuścić do ostatecznej grabieży stacji. (…) Dzięki niemu wiele cennych rzeczy, jak aparaty telefoniczne i telegraficzne, przybory sygnałowe, latarnice, druki i inne zostały przez Niemców pozostawione na miejscu. Po odejściu ostatniego niemieckiego pociągu w niespełna pół godziny p. Wierzejski uruchomił pierwszy pociąg do Łap”.

Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.