Szansa na drugie życie. Ewa Kuczewska z Białegostoku wraca do zdrowia po poważnym wypadku

Czytaj dalej
Fot. archiwum prywatne
Agata Sawczenko

Szansa na drugie życie. Ewa Kuczewska z Białegostoku wraca do zdrowia po poważnym wypadku

Agata Sawczenko

Beata Kuczewska od dwóch lat zbiera pieniądze na rehabilitację swojej córki. Wierzy, że Ewa w końcu stanie na nogi. Dotychczasowe życie dziewczyny zmienił tragiczny wypadek

Jeszcze dwa lata temu Ewa Kuczewska była pełną życia, energiczną dziewczyną. Z głową pełną marzeń i planów na przyszłość nie zapominała nigdy o teraźniejszości. Uwielbiała góry, morze, podróże, muzykę, koncerty, cieszyła się życiem, ale jednocześnie dokładnie wiedziała, co jest dla niej ważne. Uwielbiała rysować, bawić się kreską. Wciąż pracowała nad tym, by być lepszą, ale do rysowania ma też wrodzony talent, podobno po dziadku, cioci i wujku.

Stąd też pomysł, by studiować architekturę. Ewa marzyła o tym od gimnazjum. I to marzenie spełniła. Na studia się dostała, z powodzeniem skończyła drugi rok.

– Ewa jest osobą pogodną, radosną, otwartą na ludzi, służącą pomocą, zawsze wrażliwą na krzywdę ludzką – opowiada Beata Kuczewska, mama 23-letniej białostoczanki.

Wspomina, że Ewa zawsze łączyła pracę ze studiami. Wciąż łapała się jakichś zleceń, wciąż szukała, gdzie i jak może zarobić trochę pieniędzy. Na studiach chciała być już samodzielna. – Tak jak zresztą większość ludzi w tym wieku – przyznaje mama dziewczyny. Podkreśla, że Ewa jest bardzo sumienna, nigdy nie zdarzało jej się niczego zaniedbać, jest zdeterminowana, dzielna, bardzo obowiązkowa.

Niestety, wystarczyła zaledwie chwila, by całe jej życie, wszystkie plany runęły w gruzach. Dwa lata temu, po skończonym drugim roku studiów, dziewczyna wyjechała do pracy. Zamieszkała koło Giżycka – w dzień pracowała jako kelnerka w Rozewie, wieczorami – właśnie w Giżycku. Z pracy do pracy jeździła własnym samochodem Tak było najszybciej i najwygodniej.

Było ciemno i ślisko. Ale do dziś nie wiadomo, co spowodowało wypadek

Pewnego dnia pogoda była bardzo niesprzyjająca kierowcom: padał deszcz, było dość ślisko, bo z drzew opadały już pierwsze liście. – A na tych terenach są bardzo niebezpieczne drogi... – zamyśla się pani Beata. Tamtego dnia Ewa miała wypadek. Uderzyła w drzewo. Do dziś nie wiadomo, dlaczego zjechała z drogi. Czy zawiniła pogoda, czy na drogę wyszło jakieś zwierzę i Ewa próbowała je ominąć, czy w głowie pękł jej tętniak? A może po prostu było zbyt ciemno? Nikt nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o przyczyny tragedii.

– Ewa doznała ciężkich obrażeń. Niewspółmiernych do wypadku

– mówi mama dziewczyny.

Doznała uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, czyli uszkodzenia mózgu.

– Dowiedziałam się o wypadku o godzinie 23, a o drugiej w nocy byłam już u niej, w szpitalu w Ełku – wspomina pani Beata. – To straszne, gdy widzi się swoje dziecko na granicy życia i śmierci, gdy lekarze dają tylko niewielkie szanse, że przeżyje... Mówili, że jeśli przeżyje dwie pierwsze doby, to będzie dobrze i wtedy możemy mieć nadzieję, że będzie dalej walczyć. Powiedziałam jej od razu: Ewuniu, wracasz! Czekam na ciebie!

Czas w szpitalu to był dramat

Udało się, Ewa przeżyła. Przez pierwsze tygodnie walczyła o życie na OIOMIE. Później matka zdecydowała, że przenosi córkę do Olsztyna, najpierw do szpitala, później do kliniki Budzik. To były dramatyczne chwile i ciężkie tygodnie. Stan Ewy kilkukrotnie się pogarszał, dwukrotnie była wprowadzana w śpiączkę farmakologiczną. Nadzieja wciąż przeplatała się z rozpaczą i niepokojem. A w dodatku był to przecież środek pandemii, wszędzie obowiązywały obostrzenia. Ewa walczyła o życie, a matka nie mogła jej nawet zobaczyć, potrzymać za rękę, pogładzić po głowie. – To była jej dzielna i bardzo samotna walka o życie. A przecież w powrocie do zdrowia, w wybudzaniu ze śpiączki tak wielką rolę powinna odgrywać rodzina – podkreśla pani Beata.

Jak wspomina, ten czas to był dramat, choć starała się być z córką, kiedy tylko miała taką możliwość. – Ewa źle przechodziła ten okres. To był dla niej traumatyczny czas. Z żalu, tęsknoty, smutku zaczęła oddychać tak, że słyszano ją na korytarzu. Skuliła się wręcz w sobie. Ja robiłam co mogłam, łączyłam się z nią na tablecie. I sama też nie byłam w stanie funkcjonować. W pustym mieszkaniu myślałam tylko o niej.

Po jakimś czasie przeniosła Ewę do centrum rehabilitacji profesora Talara w Iławie. Tam spędziły dwa i pół miesiąca – cały czas razem. To tam Ewa się wybudziła. Tam pozbyły się sondy do karmienia i rurki tracheostomijnej, dzięki której wcześniej Ewa mogła oddychać. I to tam zaczęła się jej kolejna walka – o powrót do sprawności.

Bo po wypadku Ewa nadal jest niesamodzielna. Nie chodzi, trzeba ją karmić, potrzebuje ciągłej pomocy w codziennych czynnościach. Musi wypracować na powrót oś symetrii całego ciała, by móc swobodnie i samodzielnie trzymać głowę, by bez problemu stać, by mieć sprawne ręce, dobrze oddychać, zacząć mówić.

Rehabilitacja jest niezbędna. A na nią potrzebne są pieniądze

Ewa marzy o tym, by wrócić do dawnego życia, do ulubionych aktywności, na studia, do znajomych. Chce znów podróżować, uczyć się, rysować, chodzić na koncerty. A jej mama robi wszystko, by dziewczynie ten powrót udał się w stu procentach. Jednak nie jest to łatwe. Życie Ewy to ciągłe rehabilitacje i ćwiczenia, o których Ewa nie zapomina nawet na chwilę. To też ciągłe zbieranie pieniędzy. Bo choć Ewa najlepiej się czuje we własnym domu, to potrzebna jej jest intensywna, profesjonalna rehabilitacja. A taka najlepsza jest w specjalizujących się w tym ośrodkach.

– Co cztery tygodnie jeździmy do Bydgoszczy, do Neuronu. Dzięki temu Ewa w ciągu dwóch lat osiągnęła piękne wyniki. Bo nie ma co się oszukiwać: ona rodzi się na nowo, na nowo uczy się wszystkiego. A dla mnie każdy najmniejszy nowy gest, który wykonuje, jest jak cud życia

– mówi pani Beata.

I przyznaje, że rehabilitacja jej córki jest możliwa dzięki ludziom o wielkich sercach. Bo jej samej nie byłyby stać na opłacanie tak wielu kosztownych turnusów rehabilitacyjnych. Dlatego wciąż zakłada nowe zbiórki na portalach pomocowych i wciąż prosi ludzi o pomoc.

– Nie poddamy się, będziemy szukać różnych możliwości, które dają szansę na powrót do życia sprzed wypadku. Chciałabym ze spokojnym sercem powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co jest możliwe – dodaje matka.

Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.