Sześć lat po tragedii na Dojlidach. Podczas gaszenia pożaru magazynu zginęło dwóch białostockich strażaków. I dalej nie ma winnych

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz/ archiwum Polska Press
Izabela Krzewska

Sześć lat po tragedii na Dojlidach. Podczas gaszenia pożaru magazynu zginęło dwóch białostockich strażaków. I dalej nie ma winnych

Izabela Krzewska

W czwartek minęła szósta rocznica śmierci dwóch białostockich strażaków, którzy zginęli na służbie w czasie gaszenia pożaru magazynu. To była największa tragedia w Podlaskiem w historii PSP. Winnych wciąż nie ma. Proces oskarżonego dowódcy akcji toczy się od dwóch lat

Tragiczny pożar w Białymstoku. Zginęło dwóch strażaków

Mieli 26 i 29 lat. Przemysław Piotrowski studiował ratownictwo medyczne na Uniwersytecie w Białymstoku. Był na III roku. Marek Giro zaś był absolwentem Zespołu Szkół Katolickich w Białymstoku. Byli młodymi strażakami, którzy służbę rozpoczęli cztery lata wcześniej. Jeden z nich osierocił kilkumiesięczne niemowlę. Dziecko drugiego z nich miało się wkrótce urodzić.

W miniony czwartek, 25 maja, w rocznicę ich śmierci, w białostockiej Katedrze pw. Wniebowzięcia NMP odbyła się msza święta. Tak jest co roku, od sześciu lat. – Zawsze tego dnia pamiętamy o naszych funkcjonariuszach. Odwiedzamy ich groby na cmentarzu, żeby zapalić symboliczny znicz i pomodlić się w ich intencji – mówi mł. kpt. Agnieszka Walentynowicz-Niedbałko, oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku. – Smutno nam bez nich. Kiedy zginęli, to był bardzo ciężki czas. Dało nam to dużo do myślenia. Czy można było zrobić coś, żeby zapobiec tragedii? Ta historia uświadomiła nam też, jak niebezpieczna jest to służba.

Tragedia, która wydarzyła się w 2017 r. w Białegostoku wstrząsnęła całą Polską. Kolegów ogniomistrzów żegnały poczty sztandarowe jednostek straży pożarnej z całego kraju oraz ich komendanci i przedstawiciele wszystkich służb mundurowych. Były też władze Białegostoku i województwa oraz przedstawiciele kościołów. Do miasta przyjechał ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak oraz komendant główny PSP Leszek Suski, który pośmiertnie nadał strażakom wyższe stopnie.

– Odeszli zbyt wcześnie – mówił Leszek Suski. – Brakuje słów, by opisać żal i rozpacz. Chciałbym oddać im hołd. Bo podczas tej służby został napisany najczarniejszy scenariusz, jaki mógł się zdarzyć.

– Żegnamy ludzi odważnych i ofiarnych, którzy przysięgali, że będą ratować życie i mienie innych nawet z narażeniem własnego – mówił Mariusz Błaszczak. – I byli wierni tej przysiędze, służyli innym, gotowi nieść pomoc wszystkim tym, którzy jej potrzebowali. Przed nimi było całe życie. Teraz zostawili po sobie smutek, żal i pamięć o strażakach, którym nieobcy był etos strażackiej służby.

Śmierć strażaków w Białymstoku. Zawalił się strop

25 maja 2017 r. To był wyjazd niemal jak każdy inny, choć pożar do małych nie należał. Do akcji zadysponowano w sumie ponad stu strażaków i 31 pojazdów ratowniczych. Płonęła hala magazynowa przy ul. Poziomej 2 w Białymstoku. Składowane były tam m.in. sztuczne kwiaty i opony. Nad hurtownią zawisła chmura siwego dymu, który wypełnił całe wnętrze magazynu. Do tego dochodziła wysoka temperatura sięgająca 800 stopni Celsjusza. Było tak gorąco, że ze ścian poodpadały tynki. Na szczęście w środku nikogo nie było. 10 minut wcześniej właściciel zamknął drzwi zakładu.

Strażacy Marek Giro i Przemysław Piotrowski byli w tzw. rocie rozpoznawczej. Szukali źródła ognia. Prowadzili działania na pierwszym piętrze. Weszli tam po stalowych schodach, z nich dostali się na podest, a potem, podobnymi schodami, zeszli niżej. Nie zauważyli, że stoją na podwieszonym suficie. Strop się załamał. Kontakt radiowy z funkcjonariuszami się urwał.

Jak wykazało śledztwo, obydwaj mieli na sobie odpowiednie ubrania i sprzęt do oddychania. Ale to nie pomogło. Jeden z mężczyzn zmarł w wyniku upadku, drugiego zabiła wysoka temperatura.

Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku zbieranie dowodów zajęło trzy lata. Wśród nich są zeznania świadków, zapisy nagrań rozmów z rejestratora PSP oraz opinie biegłych. Ostatecznie śledczy doszli do wniosków, że do wypadku przyczyniły się błędy organizacyjne, a dokładniej dowodzącego akcją. Ten – według śledczych – nie zebrał dostatecznych informacji na temat konstrukcji budynku (umiejscowienia podestu technicznego i sufitu), nie wydał stosownych rozkazów i w ten sposób nieświadomie naraził podwładnych.

Dwóch strażaków zginęło w pożarze. Prokuratura postawiła zarzuty

Prokuratura postawiła dowódcy zarzut nieumyślnego niedopełnienia obowiązków i nieumyślnego narażenia strażaków na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi mu kara dwóch lat więzienia. Oskarżony nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia.

Pożar na Dojlidach. Pogrzeb strażaków. Przemysław Piotrowski i Marek Giro zostali pochowani ZDJĘCIA

Wyroku nadal nie ma, choć proces przed Sądem Rejonowym w Białymstoku rozpoczął się w marcu 2021 roku. Przesłuchany został m.in. właściciel hurtowni, która spłonęła. Był na miejscu jeszcze przed przyjazdem straży. Twierdzi, że od razu poinformował strażaka, że w magazynie jest podwieszany sufit, który pod wpływem ognia może się zawalić. Zapewnił, że gdy przyjeżdżały kolejne wozy i zmieniali się dowódcy akcji, każdego ostrzegał o zagrożeniu,

Potwierdzili to przesłuchani strażacy z jednego z zastępów uczestniczącego w akcji gaśniczej.

- Właściciel tego budynku był zdenerwowany i przejęty całą sytuacją. Chyba mówił, żeby nie wchodzić do tego budynku, bo tam jest podwieszony sufit – zeznał jeden ze strażaków-kierowców.

Od czerwca 2022 r. w sprawie nic się nie działo. Sąd bezterminowo odroczył wtedy rozprawę. Uznał konieczność uzupełnienia opinii z zakresu pożarnictwa. Chodziło o to, że poprzednia została sporządzona także w oparciu o zeznania dowódcy akcji – jako świadka. Teraz ma on status oskarżonego i tamtych zeznań wykorzystać nie można. Sąd chciał sprawdzić, czy to nie zmieni wniosków z pierwotnej ekspertyzy. Zamknięcie tego etapu zajęło kilka miesięcy.

Tragedia na Dojlidach. Zginęło dwóch strażaków [WIDEO]

– Ostatecznie akta sprawy, wraz z opinią, zostały zwrócone przez biegłego do Sądu Rejonowego w Białymstoku 14 marca 2023 roku - informuje Marcin Wołyń z SR w Białymstoku.

Z opinią zapoznały się już strony. Wkrótce sędzia referent ma wyznaczyć termin kolejnej rozprawy.

Izabela Krzewska

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.