To nie jest świat dla małych sklepów? Znikają lokalne biznesy, za którymi stoją ludzie z pasją i wieloletnim doświadczeniem

Czytaj dalej
Fot. Fot. Grzegorz Dembiński
Emilia Bromber

To nie jest świat dla małych sklepów? Znikają lokalne biznesy, za którymi stoją ludzie z pasją i wieloletnim doświadczeniem

Emilia Bromber

Pani Bożena od 30 lat prowadzi kultowy sklep z bielizną na Świętym Marcinie. Kiedyś miejsce tętniło życiem, jednak teraz odwiedza je coraz mniej klientek. Sklep jest dla niej sensem życia - dzięki niemu czuje się potrzebna i ma kontakt z ludźmi. Jednak zmiany zachowań konsumpcyjnych, obecność galerii handlowych i dyskontów wypierają małe sklepy i targowiska. Z centrum miasta oraz z osiedli znikają lokalne biznesy, za którymi często stoją ludzie z pasją, mający kilkadziesiąt lat doświadczenia w swoim fachu.

Wszystko zaczęło się 30 lat temu. Ulica Święty Marcin tętniła życiem, a mieszkańcy przyjeżdżali tu na zakupy. Początki sklepu Kotis były bardzo dobre. Był rok 1990 i wtedy był to pierwszy sklep w Poznaniu zaopatrzony w bogaty asortyment bielizny. W sklepie zatrudnione były trzy ekspedientki, a pani Bożena z mężem zajmowali się dostawami. Teraz do sklepu przyjeżdżają przedstawiciele handlowi, ale kiedyś po towar jeździło się po całej Polsce. 30 lat temu nie było też możliwości przymierzania bielizny, przez co pani Bożena, jak mówi, wykształciła sobie miarę w oku, która do dziś pozwala jej precyzyjnie dobrać bieliznę.

- Sklep prowadzaliśmy razem z mężem. Tworzyliśmy zgrany tandem – ja kierowałam potrzebami sklepu i zlecałam zakupy towaru, a mąż załatwiał dostawy – mówi pani Bożena.

- Pamiętam czasy świetności tego miejsca. Sklep był dobrze zaopatrzony. Przychodziło się tutaj po stroje kąpielowe. W środku zawsze było pełno klientek – wspomina klientka sklepu.

Wszystko zaczęło się stopniowo zmieniać wraz z powstawaniem galerii handlowych – drobny handel zaczął zanikać na rzecz galerii wielkopowierzchniowych.

- Jak grzyby po deszczu w Poznaniu zaczęły wyrastać galerie – Centrum Franowo, Stary Browar, Poznań Plaza, Pestka, Galeria Malta, Galeria MM, Posnania, Avenida i King Cross, a tutaj sklep za sklepem zaczął się zamykać i Św. Marcin pustoszał – wylicza pani Bożena.

Do tego doszły też liczne remonty w centrum miasta. Przebudowa Ronda Kaponiera przez ponad 5 lat utrudniała dojazd do centrum. Potem przyszedł projekt Centrum i rewitalizacja ul. Św. Marcin od ul. Gwarnej do ul. Ratajczaka. Po zakończeniu tego etapu rozpoczęto kolejny – od ul. Ratajczaka do Al. Marcinkowskiego, czyli w bezpośrednim sąsiedztwie sklepu Kots. Z jednej strony utrudniony jest dojazd komunikacją miejską, a z drugiej samochodem, bo strefa płatnego parkowania jeszcze podrożała, wydłużyła się do 20 i została wprowadzona także w soboty. Powoli sklep odwiedzało coraz mniej klientek, co zbiegło się w czasie z chorobą i śmiercią męża pani Bożeny.

- Po śmierci męża sklep stał się moim życiem. Samotność nie jest dla mnie. Całe swoje życie byłam dla ludzi - szanuje ich i lubię. Nie wyobrażam sobie pozostać w domu, siedzieć i czekać na śmierć – mówi pani Bożena.

Właścicielka stara się cały czas utrzymać sklep – dzięki niemu ma kontakt z ludźmi i czuje się potrzebna, jednak, jak przyznaje, jest coraz trudniej i często nie jest w stanie opłacać na bieżąco faktur. Dodatkowo sytuację pogorszyła epidemia koronawrusa, bo wiele klientek zostało w domach. Pani Bożena musiała wtedy zwolnić jedną z pracowniczek.

- Ta pani pracowała ze mną 30 lat, przyszła do mnie jak miała 18 lat, przepracowała tu całe życie. Z ogromnym żalem musiałam się z nią rozstać. Po prostu w sklepie, przez pandemię nie było co robić, nie było nawet czym zapłacić wypłaty. Długo nie mogłam się z tym pogodzić. Tworzymy tutaj rodzinę, dziewczyny, które ze mną pracują czują się jak w domu. Żyjemy pracą i swoimi sprawami rodzinnymi – mówi pani Bożena

W sklepie Kotis pozostała pani Agnieszka, która z panią Bożeną pracuje z kolei 20 lat. To ona dba o wystawę sklepową, dopasowuje bieliznę stylem i kolorem. W ten sposób kobiety starają się jak mogą przyciągnąć klientki, ale są świadome, że nie wygrają z galeriami handlowymi.

Dziadkowie biznesu

Próbę pomocy pani Bożenie podjęła jej wnuczka, która postanowiła napisać do „Dziadków biznesu”. „Dziadkowie biznesu” to kampania społeczna, którą realizują studentki zarządzania w ramach projektu „Zwolnieni z teorii”. Osoby te skupiają się na biznesach osób starszych, które mogą mieć problemy z wypromowaniem swoich sklepów czy punktów usługowych. W ten sposób chcą im pomóc w zdobyciu klientów i zapobiec upadkowi. Strona interweniuje na podstawie zgłoszeń internautek i internautów, a na ich fanepageu można znaleźć historie miejsc z całej Polski – od budek z lodami, szewców, sklepów z odzieżą po antyki. Łączy je to, że istnieją kilkadziesiąt lat, prowadzą je osoby starsze i przechodzą kryzys charakterystyczny dla małych sklepików i punktów usługowych.

Tydzień temu na stronie opublikowano historię pani Bożeny i sklepu Kotis przy ul. Św. Marcin 9. Pod postem pojawiło się wiele pozytywnych komentarzy – odezwały się stałe klientki, które wspominają profesjonalizm pani Bożeny, a także nowe osoby, które zapowiadają, że odwiedzą sklep. "Pani Bożenka sprzedaje bieliznę od lat i zna się na tym jak nikt inny! Zawsze dobrze doradzi! Wiedza i jakość produktów zachwyca mnie za każdym razem, jak odwiedzam ten sklep" – komentowała jednak z klientek pod postem. Od czasu publikacji sklep odwiedza więcej osób.

- Serdecznie dziękuję za okazane zainteresowanie, to dla mnie bardzo wzruszające. Osoby przyszły coś kupić, nawet bez potrzeby. To miłe i budujące. Zawsze wierzyłam w ludzi i tym razem się nie zawiodłam – mówi pani Bożena.

Jak przyznaje na co dzień zaglądają do niej głównie osoby starsze, bo młodzi kupują w galeriach handlowych. Jednak po interwencji w internecie, od paru dni sytuacja zaczęła się zmieniać, a pani Bożena zastanawia się, jaki asortyment interesuje młodych i jak zatrzymać ich na dłużej. Ma też nadzieję, że zwiększone zainteresowanie sklepem nie będzie tylko chwilowym zrywem.

Jaka jest przyszłość małych sklepów?

Historia pani Bożeny, choć osobista, to wpisuje się w szerszy problem konkurencji małych, lokalnych biznesów, punktów usługowych czy targowisk z centrami handlowymi i dyskontami. Wraz ze zmianą ustrojową zmieniły się zachowania konsumpcyjne ludzi.

- Na początku lat 90 XX w. Św. Marcin był jeszcze prestiżowy. Ulica powoli traciła tą rangę po otwarciu Starego Browaru. Kolejne centra handlowe, które otwierały się w centrum i na obrzeżach zdegradowały ofertę, która jest przy ul. Św. Marcin, a ludzie przenieśli się do galerii handlowych – mówi prof. Jan Mikołajczyk z Katedry Handlu i Marketingu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Dlaczego ludzie wybierają centra handlowe? Między innymi, bo jest w nich wiele sklepów w jednym miejscu, bogata oferta, można łatwo porównywać produkty, zimą jest ciepło a latem jest klimatyzacja. Poza aspektami czysto praktycznymi, centra handlowe oddziałują też na zmysły zapachami czy muzyką i kreują się jako miejsce, gdzie można miło spędzić czas wolny z rodziną. To już nie tylko zakupy, ale też styl życia oraz aspekt psychologiczny, którym jest przynależność i tożsamość np. poprzez wybieranie danych marek oraz uczestnictwo w kulturze konsumpcji.

- W handlu mamy trzy trendy: dyskontyzacja i wzrost znaczenia szczególnie trzech sieci Lidla, Biedronki i Dino; centra handlowe, które delikatnie tracą na znaczeniu; i handel on-line. Lokalność, bliski kontakt ze sprzedawcą i ta wartość, że jest to biznes prowadzony od dziesięcioleci, są istotne, ale tylko dla części konsumentów – mówi prof. Jan Mikołajczyk.

Jak mówi ekonomista takie akcje społeczne pomagają zwiększyć popyt, ale jest to działanie krótkotrwałe - w dłużej perspektywie obowiązuje zasada popyt-podaż-cena. Do tego każda instytucja handlowa ma swój cykl życia, a małe sklepy znajdują się w fazie schyłkowej. W fazie wzrostowej są dyskonty, handel internetowy i centra handlowe. Jednak ekspertki i eksperci przewidują, że także wielkopowierzchniowe galeria handlowe, które teraz wypierają mały handel, za ok. 25 lat stracą na znaczeniu. Ma je zastąpić handel internetowy, którego wielkość rośnie w Polsce o kilkanaście procent rok do roku.

Zanik małego handlu to wyzwanie dla miasta

Co na to miasto? Jak przyznaje Mariusz Wiśniewski, wiceprezydent Poznania, dla miasta jest bardzo ważne, żeby drobny handel przetrwał, bo takie miejsca budują jego klimat, jednak czas ulic handlowych przeminął ze względu zmiany zachowań konsumentów. W zamyśle miasta, przywrócenie ruchu do centrum ma spowodować jego rewitalizacja, której brak przez lata działał na korzyść centrów handlowych.

- Jesteśmy w trakcie procesów inwestycyjnych. Obecnie realizujemy projekt Centrum, rewitalizację Rynku Łazarskiego i placu Kolegiackiego. Wkrótce rozpoczną się prace na placu Wolności i na placu Cyryla Ratajskiego. Mimo utrudnień, w dłuższej perspektywie remont św. Marcina ma sprawić, że ulica będzie bardziej przyjazna dla pieszych, gastronomii i handlu. Jeśli chodzi o lokale użytkowe miasta, to po pierwszym etapie prac odnotowano wzrost zainteresowania – przed remontem mieliśmy ok. 16 wolnych lokali, a po zakończeniu pierwszego etapu w 2019 r. był to już tylko jeden wolny lokal – mówi Mariusz Wiśniewski, wiceprezydent Poznania.

Przed miastem stoi także wyzwanie, aby utrzymać lokalne ryneczki, którymi zarządza jednoosobowa spółka Miasta Poznania, Targowiska. Charakterystyczne zielono-białe namioty, będące wizytówką Poznania odwiedza coraz mniej kupujących, którzy przenieśli się do dyskontów. Sprzedającym nie pomagają także wysokie opłaty za wynajem powierzchni oraz płatna strefa parkowania.

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Emilia Bromber

Komentarze

3
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

m81mazur

A ja właśnie lubię wejść do sklepu i pooglądać co chce i ile mi się chce. Jak sobie przypomnę Panie za ladą wywracajace oczami, że mają podać kolejny rozmiar,a nie daj Boże zdjąć coś z manekiny to odechciewa się zakupów. Jak się nie kupiło były obrażona. Precz z komuną i taką mentalnością. Dobrze jest też kupować przez Internet do paczkomatu. Pandemii oduczyla mnie chodzenia po sklepach i super

Marina

Mam dosyc niepolskich sieciowek w ktorych jest chłam! Czuje sie jak w Chinach. Gdzie autorskie butiki!? Za komuny byly! Teraz Morawiecki upaja sie jak sciagnie Chinska fabryke baterii i zasyfi dolny slask. Jest szkodnikiem.

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.