Tragiczny wypadek na Antoniukowskiej. Jeden gonił, drugi ratował

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Izabela Krzewska, Agata Sawczenko izabela.krzewska@polskapress.pl

Tragiczny wypadek na Antoniukowskiej. Jeden gonił, drugi ratował

Izabela Krzewska, Agata Sawczenko izabela.krzewska@polskapress.pl

Nie jesteśmy bohaterami - mówią. To Adam Mitros z Jaga Taxi i Jacek Dąbrowski z COOLtura Taxi. Ale właśnie za reakcję i bohaterstwo podziękował im w poniedziałek szef białostockiej policji.

- Udowodniliście panowie, że mając nawet podstawową wiedzę, a przede wszystkim charakter i wolę, można pomóc człowiekowi, można pomóc policji, można samemu zadbać o bezpieczeństwo - podkreślał w poniedziałek insp. Wojciech Macutkiewicz, komendant miejski policji w Białymstoku. Wręczył taksówkarzom listy gratulacyjne i tablety. - Życzę nam wszystkim, aby takich osób było więcej.

Ta sprawa do dziś budzi mnóstwo emocji. 20 sierpnia rano, rozpędzony volkswagen uderza w dwoje ludzi przy ulicy Antoniukowskiej. 23-letnia kobieta i 38-letni mężczyzna giną. Sprawca ucieka.

I tu pojawia się pierwszy bohater. Adam Mitros własnie wracał z kursu. Ale nie wahał się, wcisnął gaz i zaczął gonić volkswagena. -

W takich sytuacjach człowiek się nie zastanawia - przyznaje. Tamten kilkaset metrów dalej uderzył w krawężnik na ul. Gajowej. - Gdy nadbiegałem, wydostał się z auta przez szybę i zaczął uciekać. Dogoniłem go. Popchnąłem na siatkę, przytrzymałem. Sprowadziłem do taksówki - opowiada.

W tym czasie drugi bohater - Jacek Dąbrowski - do przyjazdu karetki reanimował rannego mężczyznę. Miał jeszcze wyczuwalny puls. - To chyba normalny odruch. Uważam, że każdy powinien tak zareagować. Ja tak zostałem wychowany - mówi pan Jacek.

O wzorowym postępowaniu białostockich taksówkarzy mówiły ogólnopolskie media. Oni sami niezręcznie czują się w świetle jupiterów i niechętnie opowiadają o tym, co się wydarzyło. - Nie chcemy pogłębiać bólu rodzin ofiar - tłumaczy pan Adam. - Poza tym nie czujemy się bohaterami. Gdyby te osoby przeżyły, człowiek miałby jakąś satysfakcję. Niestety, nie udało się im pomóc.

Ale policjanci nie mają wątpliwości: obywatelska postawa przypadkowych świadków tragedii zasługuje na zauważenie. Bo dzięki reakcji zawodowych kierowców sprawca został natychmiast ujęty, a dowody zabezpieczone.

Zazwyczaj kierujemy się odruchem serca

Czy warto być bohaterem?

prof. Jerzy Kopania, etyk: Ja myślę, że to pytanie jest trochę mylnie postawione. Bo zazwyczaj człowiek nie zakłada sobie, że zrobi coś, dzięki czemu stanie się bohaterem. Zazwyczaj w sytuacjach trudnych, wymagających podjęcia jakiegoś ryzykownego zachowania, kierujemy się odruchem serca i poczuciem przyzwoitości. I człowiek który ma w sobie wiele empatii i wystarczająco wiele odwagi - w takich sytuacjach potrafi zachować się w sposób, który my oceniamy w sposób bohaterski i który zasługuje na najwyższa pochwałę, na najwyższe uznanie.

Od czego zależy, jak się zachowujemy w takich ekstremalnych sytuacjach?

To zależy od naszego charakteru. Jeden z natury, z urodzenia, jest bardziej odważny, inny mniej. Jeden potrafi bardziej przezwyciężyć strach, inny w innym stopniu. Chodzi tylko o to, żebyśmy w takich sytuacjach przynajmniej starali się nie robić nic właściwego. Możemy zwyczajnie tchórzyć. Natomiast na tyle, ile możemy, starajmy się wykrzesać z siebie gotowość pomocy innym, gotowość do zapobieżenia jakiemuś złu czy ukarania jakiegoś zła.

A ja jednak uprę się przy tym pytaniu: czy warto być bohaterem? Bo w takich sytuacjach jednak dużo ryzykujemy. Ta nasza odwaga, gdy stajemy w czyjejś obronie, może obrócić się przeciwko nam. Ten agresor w przyszłości może się na nas zemścić.

Oczywiście, może. Dlatego my nie mamy prawa oceniać człowieka, który w takiej sytuacji nie wykazał się dostateczne odwagą. To jest sprawa bardzo osobista. I nikt z nas nie wie, czy w takiej skrajnej sytuacji potrafiłby się zachować w sposób bohaterski. Nawet o sobie samych nie możemy tego wiedzieć. Dlatego tym bardziej nie możemy oceniać innych. Oceniać możemy - i powinniśmy - negatywnie tych, którzy nie udzielają pomocy z wygodnictwa. Bo im się nie chce. Bo są obojętni. Bo nie chcą nawet mało ryzykować. Takie postawy są naganne i zasługują na potępienie.

Oni też pomogli

Białostoccy taksówkarze to niejedyni bohaterowie ostatnich miesięcy.
Pracownica banku nie dopuściła do oszustwa „na wnuczka”. W maju wzorowa postawa kasjerki oraz dyrektor jednego z białostockich oddziałów banków i ich natychmiastowa reakcja uchroniły 68-letnią mieszkankę Białegostoku przed oszustwem i utratą oszczędności jej życia.

Zatrzymał pijanego kierowcę.
W lipcu pijany kierowca mazdy urządził sobie rajd po osiedlu Dziesięciny. Uderzył w ogrodzenie. Przed ucieczką pirata powstrzymali przypadkowi przechodnie i przetrzymali do czasu przyjazdu policji. Mężczyzna „wydmuchał” prawie 3 promile alkoholu.

Na niestrzeżonym kąpielisku uratował tonącego mężczyznę.
Pod koniec lipca pojechał powypoczywać nad wodą. Został bohaterem. Robert Oszczapiński, 32-latek z Moniek, uratował tonącego mężczyznę, mimo że sam nie jest dobrym pływakiem.

Izabela Krzewska, Agata Sawczenko izabela.krzewska@polskapress.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.