Andrzej Lechowski dyrektor Muzeum Podlaskiego

Trudne początki Cristalu Goście, a tu jeszcze budowa

Hotel Cristal nocą. Lipiec 1964. Śmiałym eksperymentem dekoratorskim było zestawienie portretu tow. Władysława Gomułki z uroczym neonem Placydy Bukowskiej. Hotel Cristal nocą. Lipiec 1964. Śmiałym eksperymentem dekoratorskim było zestawienie portretu tow. Władysława Gomułki z uroczym neonem Placydy Bukowskiej. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.
Andrzej Lechowski dyrektor Muzeum Podlaskiego

Otwarcie hotelu zapowiedziano na 22 lipca 1953 roku. Ale budowlańcy zobowiązali się, że oddadzą budynek już 28 marca. I wszystko by się pewnie udało, gdyby nie brak lepiku do układania parkietu.

Białostocki hotel Cristal w ostatnich miesiącach przeżywa swój renesans. Najpierw pojawiła się czwarta gwiazdka stawiająca go w przedpokoju hotelowej elity, a ostatnio zapowiedziano, że już wkrótce w hotelowych salach otwarte zostanie kasyno gry. To w opinii bywalców już wielki świat. Ale Cristal tym wielkim światem dla Białegostoku był prawie od samego początku swojego istnienia. Prawie, bo te początki niejednego mogły przyprawić o ciężki zawał serca.

Zaprojektowanie hotelu władze miejskie zleciły zasłużonemu przy odbudowie Białegostoku architektowi Stanisławowi Bukowskiemu. Lokalizacja nie była przypadkowa. Dziś patrzymy, że to centrum miasta, a więc wygodnie. Wówczas centrum miasta to był projektowany też przez Bukowskiego Dom Partii. Bliskość hotelu stanowiła więc wyraźny ukłon w stronę przyszłych gości. Projekty architektoniczne gotowe były już w 1951 roku i można było przystąpić do budowy.

Zgodnie z ówczesną terminologią wszystkie budowy w mieście, a były ich setki, miały swoje numery. O dziwo białostoczanie w lot łapali, o które chodziło. Budowa hotelu opatrzona została numerem 31. Jej kierownikiem był niejaki Chalicki. Początkowo wszystko szło w dobrym tempie. Trudności zaczęły się w 1953 roku. Głównym ich winowajcą było Centralne Biuro Projektów, które pomimo, że prace budowlane szły, nie zdążyło z wykonaniem dokumentacji technicznej. Ten stan nie był czymś odosobnionym. Pośpiech przy budowie wielu nowych budynków w Białymstoku wielokrotnie powodował, że prace zaczynano bez pełnej dokumentacji. Wykonawcy wiedzieli, jakie mają wylewać fundamenty, ale o ścianach mieli już mgliste wyobrażenie. Kuriozalną sytuację potęgowało jeszcze wszechobecne współzawodnictwo pracy i zobowiązania wykonywania wielokrotności planów. Ech, co to były za czasy, gdy z imienia i nazwiska podawano która dwójka murarska jest przodująca.

Przy budowie Hotelu Miejskiego wszelkie normy przekraczał murarz Leon Łupaszczyk i jego pomocnik, zwany podręcznym Józef Kuźmienow. W 1952 roku regularnie wyrabiali 300 proc. normy! Ale byli też i wymieniani bumelanci. Cristal miał swojego antybohatera - murarza W. Modzelewskiego, „który pielęgnuje stare tradycje; dla Modzelewskiego poniedziałek jest dniem, w którym nie uchodzi pracować. Można najwyżej solidnie się upić. I niestety Modzelewski zapija się systematycznie w każdy poniedziałek”. Pomimo tych przeciwności w styczniu 1953 roku, jak informowano „budowa hotelu miejskiego idzie naprzód. Trzecie i drugie piętro jest prawie na ukończeniu. Właśnie układa się tam parkiety i wykańcza roboty tynkarskie”. Wszystkie okna zostały oszklone. Narzekano jednak, że szyby są cieniutkie, zaledwie 2-milimetrowe, ale nie dostarczono odpowiednich „czwórek”. Wstawiono więc to co było. Nikogo to nie dziwiło. Przecież doskwierały wszystkim braki kabli, farb, glazury. Z drugiej strony sprawa była polityczna, bo podjęcie no i wykonanie zobowiązań - rzecz święta.

Otwarcie hotelu zapowiedziano na 22 lipca 1953 roku. Ale budowlańcy zobowiązali się przyspieszyć. Zapowiedzieli, że oddadzą hotel do użytku 28 marca. I tak pod koniec marca ogłoszono, że „budowa z każdym dniem zbliża się ku końcowi”. I wszystko by się pewnie udało gdyby nie brak lepiku do układania parkietu. Ponoć nie było go w całym mieście.

Po tej lepikowej klapie w Gazecie Białostockiej pisano, że „dnia tego z utęsknieniem czekali ludzie, którzy w sprawach służbowych często przyjeżdżają do Białegostoku i zmuszeni są nocować w ciasnym i niewygodnym starym Hotelu Miejskim”. Znajdował się on po przekątnej skrzyżowania z ulicą Lipową. Problem ze starym hotelem był jednak taki, że notorycznie nie było w nim wolnych miejsc. Z tego też powodu „niejeden z podróżnych musiał zamiast w hotelu nocować w poczekalni dworcowej”. Gdy znalazł się lepik i zaświtała szansa wywiązania się ze zobowiązania, to nieoczekiwanie z budowy zabrano wszystkich malarzy potrzebnych na innej budowie gdzie też zobowiązano się do jakiegoś przyspieszonego terminu. W związku z tym przesunięto oddanie hotelu do użytku na 31 marca.

Ale i ten termin dostał poślizgu. Ciągle niedokończony był parter hotelu, a w niby ukończonej części brakowało mebli. Podjęto jednak decyzję, że pomimo tych bądź co bądź istotnych mankamentów trzeci raz już nie będzie się ogłaszało przesunięcia terminu. I tak 3 kwietnia 1953 roku oznajmiono triumfalnie, że „w dniu wczorajszym zostały oddane do użytku trzy kondygnacje Hotelu Miejskiego”. Pisano, że „134 izb nowego hotelu czeka na lokatorów”. Papier wszystko wytrzyma, ale lokator w nieumeblowanym pokoju już nie. Szybko znaleziono kozła ofiarnego - zaopatrzeniowców. Co z tego, że budowlańcy wykonali 300 proc. normy, gdy tymczasem zaopatrzenie pracowało tylko na 100 czy 200 proc.

Zaistniałą sytuację tłumaczono tym, że „jak nam wiadomo sprawa ta została źle rozwiązana, gdyż meble do nowego hotelu zostały zaplanowane i będą wykonane dopiero na drugą połowę maja”. Nie było rady, zaopatrzenie musiało zacząć wyrabiać swoje 300 proc. Udało się. Wreszcie można było ogłosić, że „skończyły się kłopoty hotelowe naszego miasta. Część nowego hotelu została w dniu 1 maja uruchomiona. Pokoje nowego hotelu są urządzone bardzo nowocześnie.Umywalnie z ciepłą wodą, stół, półmiękkie krzesła, nocna szafka i łóżko z czyściutką pościelą, a obok niego miękki dywanik, sprawiają, że pokój jest miły i wygodny”. Odnotowano, że pierwszy gość w recepcji hotelowej zjawił się 1 maja o godzinie 8 rano. Po nim zameldowało się jeszcze tego dnia 6 następnych. Tym pierwszym był „służbowo oddelegowany do Białegostoku mieszkaniec Olsztyna Julian Aponel”. Tymczasem na parterze budowa trwała w najlepsze. Zapowiedzianym terminem jej zakończenia miał być 22 lipca. Ale już w pierwszych dniach lipca pojawiły się nieoczekiwane trudności. Tym razem dotyczyły pomieszczeń przeznaczonych na restaurację. Okazało się, że „Biuro Projektów nie postarało się dotąd o zrobienie projektu instalacji elektrycznej w tym lokalu”, a lipcowe święto wypadało już za 3 tygodnie. I tak z wielkiej lipcowej pompy wyszedł wielki blamaż. Na szczęście dla wykonawców na listopad przypadała rocznica Rewolucji Październikowej. Im bliżej bolszewickiego święta, tym atmosfera na budowie stawała się coraz bardziej nerwowa.

Sprawa wyjaśniła się sama już w połowie października. Wszystkiemu winien był pośpiech. Pisano z przekąsem, że „gdyby tak ułożono parkiet w stajni, poczciwe czworonogi może by na to nic nie powiedziały, ale ponieważ zrobiono to na parterze Hotelu Miejskiego i dla ludzi, przeto kierownik zwrócił uwagę brygadzie, aby naprawiła braki”. Wynikła z tego niezła awantura i nazwiska „brakorobów” podano do publicznej wiadomości i mało kto zauważył jak minęła rewolucyjna rocznica, a restauracji nadal nie było.

Kolejne jej otwarcie zaplanowano na 15 grudnia. Gazeta Białostocka delikatnie sugerowała, że budowniczowie powinni postarać się, „aby wielu białostoczan nowy rok 1954 mogło spotkać w pięknej restauracji Hotelu Miejskiego”. Oczywiście i z tych planów nic nie wyszło. Ostatecznie budowę zakończono na początku 1954 roku. Hotel i restauracja od samego początku cieszyły się dużą popularnością. W wydanym w 1956 roku przewodniku po Białymstoku zauważano, że „jak twierdzą przybysze” jest hotel jednym z „najlepiej urządzonych w kraju”.

Na fali przemian nazwę Hotel Miejski zamieniono na Cristal - bodaj że fonetycznie zapisując z angielskiego kryształ, a na elewacji około 1960 roku pojawił się chyba najciekawszy białostocki neon przedstawiający uśmiechniętą młodą kobietę z uniesionym w dłoni kieliszkiem. Jego autorką była żona projektanta hotelu Placyda Bukowska.

Andrzej Lechowski dyrektor Muzeum Podlaskiego

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.