Trzy miesiące pandemii koronawirusa zmieniły nasze życie. Co z tego czasu zatrzymamy na zawsze?

Czytaj dalej
Nicole Młodziejewska

Trzy miesiące pandemii koronawirusa zmieniły nasze życie. Co z tego czasu zatrzymamy na zawsze?

Nicole Młodziejewska

Minęły trzy miesiące, odkąd koronawirus pojawił się w Polsce. Pandemia zmusiła do zmiany planów i wprowadzenia nowych zasad w życiu każdego, bez względu na wiek, pracę i status społeczny. Czy okres izolacji pokazał, że Polacy potrafią jednoczyć się w kryzysie, czy może wręcz przeciwnie – jesteśmy sobie obojętni? Co koronawirus zmienił w naszym życiu i co z tego okresu wyciągniemy na przyszłość?

Środa, 4 marca. Na specjalnie zorganizowanej konferencji minister zdrowia Łukasz Szumowski informuje o pierwszym przypadku zakażenia koronawirusem w Polsce. Wiadomość zaczyna budzić niepokój. Wszyscy zastanawiają się, jak teraz będzie wyglądało nasze życie i z niecierpliwością wysłuchują napływających zewsząd informacji o chorobie Covid-19.

Na kolejne zakażenia nie trzeba długo czekać. Pojawiają się one lawinowo. W Poznaniu wirusa odnotowujemy 9 marca, pierwszą zakażoną w regionie jest 57-letnia kobieta. Niestety, kilka dni później, bo w czwartek, 12 marca, słyszymy o śmierci tej pacjentki. Jednocześnie jest to pierwszy zgon z powodu zakażenia w Polsce.

W kolejnych dniach zauważa się wszechobecną panikę. Ze sklepowych półek masowo znikają ryże, makarony i papier toaletowy. W drogeriach brakuje płynów do dezynfekcji, mydeł i rękawiczek. Minister Szumowski ogłasza wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego.

Czytaj też: W Poznaniu powstaje szczepionka na koronawirusa. Profesor Mackiewicz: "Myślę, że w ciągu roku podamy ją pierwszym osobom"

Ograniczona zostaje możliwość przemieszczania się, zmienia się funkcjonowanie zakładów pracy, z których wiele zostaje zupełnie zamkniętych, zakazane zostają zgromadzenia. Władze Poznania, jako pierwsze w Polsce, podejmują decyzję o zamknięciu szkół i przedszkoli. Ludzie siedzą w swoich domach, nie wiedząc co przyniosą kolejne dni.

Swoje dotychczasowe życia przenosimy do domów. Stoły i ławy zmieniają się w biurka, kanapy toną w papierach. Home office jeszcze nigdy nie brzmiał tak źle. Z niewielkiej przestrzeni staramy się stworzyć zakład pracy, przedszkole, szkołę, stołówkę, próbując przy tym nie zapomnieć, że w rzeczywistości to nadal nasz dom. Kreujemy własne, bezpieczne bunkry, izolujące nas od świata, w których wszystko wciąż odbywa się przy dźwiękach telewizyjnych wiadomości.

Szpitalna rzeczywistość

Zakażonych z dnia na dzień przybywa. Coraz bardziej czujemy, że pandemia nie dzieje się z boku, lecz jesteśmy w samym jej środku, stanowiąc jej część. Z 19 polskich szpitali tworzone są placówki jednoimienne, przeznaczone wyłącznie do walki z koronawirusem. To właśnie tam toczy się batalia o życie.

- Na początku musieliśmy nagle zderzyć się z nieznanym, jak się później okazało, bardzo groźnym przeciwnikiem, jakim jest SARS-CoV-2. Z jednej strony uspokajały nas media, że epidemia do nas nie dotrze, z drugiej strony rzeczywistość na pierwszej linii frontu była zupełnie inna, bo przecież to u nas zmarł pierwszy pacjent w Polsce. Tymczasem z Włoch napływały do nas przerażające informacje o setkach tysięcy chorych i umierających

– wspomina prof. Iwona Mozer-Lisewska, ordynator oddziału zakaźnego w Wielospecjalistycznym Szpitalu Miejskim im. J. Strusia w Poznaniu.

I dodaje: - Sytuacja radykalnie się zmieniła. Lawinowo przybywało chorych do naszego szpitala, który jako jeden z 19 w Polsce stał się szpitalem jednoimiennym. Zmienił się krajobraz otoczenia szpitala. Stanęły przed nim namioty mające służyć jako baza szpitala, który nagle został otoczony przez służby porządkowe policji. Personel szpitala mógł się przedostać na jego teren tylko za okazaniem odpowiedniej przepustki. To wszystko działało na nas bardzo depresyjnie, a niektórym z nas kojarzyło się ze stanem wojennym.

Służba zdrowia zostaje wystawiona na ciężką próbę. Lekarze, pielęgniarki, anestezjolodzy, diagności laboratoryjni zostają ustawieni jak pionki na pierwszej linii frontu. Z odsieczą przychodzą im studenci medycyny i lekarze rezydenci.

- Ta sytuacja bardzo zmieniła nasze postawy i wyzwoliła w nas ducha jedności. Nikt nie zerkał na zegarek tylko pomagał kolegom tak długo, jak wymagała tego sytuacja. A przecież w domu czekały zaniepokojone o nasze zdrowie rodziny, w tym małe dzieci, od których z czasem trzeba było się izolować. Nikt z nas, z całego personelu szpitalnego, nie skorzystał ze zwolnienia lekarskiego. Co więcej, zgłosili się lekarze z Kliniki Parazytologii Uniwersytetu Medycznego, jak również lekarze rezydenci z innych oddziałów naszego szpitala oferując pomoc. Ujmująca była i jest także pomoc ze strony studentów-wolontariuszy Wydziału Lekarskiego – tłumaczy prof. Iwona Mozer-Lisewska.

I dodaje:

- W tej trudnej, odpowiedzialnej i często deprymującej pracy, zwłaszcza, gdy przegrywaliśmy walkę z koronawirusem pomimo ogromnych wysiłków, także ze strony anestezjologów, czuliśmy od początku wsparcie nie tylko dyrekcji szpitala, ale także rektora Uniwersytetu Medycznego i przedstawicieli władz miasta Poznania.

Wzajemna pomoc

Chociaż jesteśmy w izolacji, to koronawirus sprawia, że rośnie w nas poziom życzliwości. Ludzie zaczynają nawzajem sobie pomagać. Robimy zakupy starszym sąsiadom, wykonujemy więcej telefonów do naszych bliskich pytając o ich samopoczucie, wreszcie mamy okazję, by spędzać więcej czasu z rodziną, domownikami.

Wsparcie dociera także do samych szpitali. Medycy w czasie pandemii stają się uosobieniem heroizmu. Zostają bohaterami. To dla nich specjalnie organizowane są „festiwale” balkonowych podziękowań w postaci bicia braw. W ich rękach jest życie każdego zakażonego.

- Bezinteresowna hojność darczyńców była wzruszająca i całkowicie niespotykana w dzisiejszych czasach. I nie chodzi mi tylko o dobrze prosperujących przedsiębiorców czy restauratorów, ale także o zwykłych ludzi, którzy np. raczyli nas swoimi domowymi wypiekami. Potwierdzała się stara maksyma, że Polacy w chwili próby potrafią się zjednoczyć i wzajemnie sobie pomagać, a poznaniacy bez względu na wiek, status społeczny i wykształcenie, zdali ten egzamin celująco – ocenia prof. Mozer-Lisewska.

I dodaje:

- To dla mnie niespotykane zjawisko. Nigdy nie doświadczyłam pomocy na taką skalę, nawet w stanie wojennym. Bardzo bym chciała, żeby tak zostało jeszcze na długo po pandemii. Chciałabym także, żeby taki dobry duch pozostał również w naszym zespole szpitalnym, żebyśmy się tak samo dobrze rozumieli i wspierali.

Krótki kryzys, który wiele zmienił

Obecnie rozpoczął się czwarty miesiąc pandemii w Polsce. Przez cały ten czas zmieniał się nie tylko jej wymiar, ale także sposób, w jaki ją postrzegaliśmy.

- Jeżeli miałbym podzielić tę pandemię na etapy, to początek określiłbym fazą szoku. Czyli sytuacji, kiedy pojawiło się bardzo dużo zmian w naszym społeczeństwie, ale też w życiu codziennym Polaków. Te zmiany były wielorakie, było ich bardzo dużo i były bardzo szybkie. Mieliśmy niewiele czasu na to, żeby się zaadaptować w tej nowej rzeczywistości. Wzrosły lęki, negatywne emocje, brak poczucia bezpieczeństwa – twierdzi dr Ariel Modrzyk, socjolog Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, który prowadzi badania o życiu codziennym w czasie pandemii.

Według dr. Modrzyka pierwszy etap pandemii zakończył się na przełomie 10-15 kwietnia. Drugi etap socjolog określa mianem fazy stopniowej adaptacji. - Przyzwyczajaliśmy się do lock downu i do pandemii – wyjaśnia krótko dr Ariel Modrzyk. Teraz ma miejsce trzecia faza. Zdaniem socjologa jest to czas powolnego wychodzenia z pandemii.

Sytuacja związana z zakażeniami koronawirusem, izolacją i wprowadzeniem pewnych obostrzeń była dla naszego społeczeństwa czymś nowym.

- Na początku pojawiły się reakcje związane z paniką. Duża część gospodarstw domowych w Polsce przestawiła się na tryb autarkiczny, na zasadzie samowystarczalności. Dlatego też próbowano robić zapasy podstawowych produktów żywnościowych, ale też papieru toaletowego. Doszło do odgrodzenia się i zamknięcia gospodarstwa domowego. I faktycznie, te obrazki, których doświadczyliśmy, miały wydźwięk apokaliptyczny

– tłumaczy dr Modrzyk.

Wiele osób przyznaje, że nie doświadczyło nigdy podobnej sytuacji. - Patrząc na to, jak wyglądało życie codzienne, to pewnie moglibyśmy przyrównać tę sytuacje do największych kryzysów XX wieku, czyli np. do stanu wojennego czy nawet II wojny światowej. To podobne do siebie sytuacje pod kątem zamknięcia, strachu, braku bezpieczeństwa, izolacji. Z drugiej jednak strony, to, czego teraz doświadczyliśmy zawierało bardzo dużo zupełnie nowych rzeczy – mówi dr Modrzyk.

I dodaje: - W rozmowach z przedstawicielami starszego pokolenia – dziadkami, pradziadkami, dało się słyszeć, że te osoby nie pamiętają czegoś takiego. Mimo, że pamiętają cały okres PRL-u i różne zawirowania polityczne. Bez wątpienia można powiedzieć, że pandemia koronawirusa jest kryzysem ogólnospołecznym.

Zobacz także: Wielkopolskie Centrum Onkologii - Pielęgniarki w czasach pandemii: "Nie mamy czasu na kawę. Jest nas mniej, a pracy jeszcze więcej"

Obecnie rząd przeprowadził już cztery etapy odmrażania gospodarki. Tym samym można powiedzieć, że wszystko stopniowo wraca do normy. Otwierają się restauracje, siłownie i baseny. Będąc na zewnątrz nie musimy już zakładać maseczek. Większość osób zakończyła już home office. Wszystko wygląda tak, jakby pandemia była już jedynie wspomnieniem.

- Z dzisiejszej perspektywy być może ta pandemia nie wydaje się tak poważna, jak wydawała się na początku. Te początkowe porównania mogą wynikać z tego, że być może odzwyczailiśmy się trochę od czasów kryzysu – podsumowuje socjolog.

Polska solidarność tylko wtedy, gdy jest źle?

Pandemia pokazała, że potrafimy się jednoczyć i wspierać wzajemnie. Świadczy o tym niezliczona ilość akcji organizowanych przez firmy, ale także zwykłych ludzi. Teraz nasuwa się pytanie, czy taka życzliwość i pomoc pozostanie na dłużej, jeszcze po pandemii. Zdaniem socjologa – niekoniecznie.

- Jest takie przekonanie i autostereotyp w Polsce, który mówi, że nasze społeczeństwo jednoczy się głównie w momencie kryzysu. Czyli, że mamy krótkie zrywy pomocniczości, a później znika to w tym okresie normalności. Warto jednak zaznaczyć, że taka pomocniczość też nie bierze się z próżni. Pewne schematy działania i normy kulturowe muszą już istnieć wcześniej. One istnieją, często są niezauważane w okresie normalności, a w momencie kryzysu są uruchamiane na dużą skalę – tłumaczy dr Ariel Modrzyk.

I dodaje:

- Wcześniej były już okresy solidarności, jeszcze krótsze niż ten związany z pandemią. Miały one miejsce chociażby po katastrofie smoleńskiej, czy po śmierci Jana Pawła II. Nawet wtedy zastanawiano się, czy coś z tego zostanie, czy będziemy mieli do czynienia z nowym pokoleniem, nową solidarnością, czy będziemy po tym jakoś inaczej na siebie patrzeć. Doświadczenie uczy nas jednak, że te wyrazy solidarności są związane z epizodycznymi wspólnotami. Po momencie kryzysu one się rozmywają gdy wracamy do normalności, a ta normalność społeczeństw liberalno-demokratycznych opiera się na różnicowaniu i konfliktach. Paradoks takich przelotnych wspólnot polega też na tym, że po momencie tej solidarności wracamy do konfliktów z jeszcze bardziej zwiększoną siłą.

Popandemiczna przyszłość

Chociaż nadal trudno przewidzieć, kiedy i czy w ogóle zakażenia koronawriusem ustąpią, to powoli zaczynamy organizować czas w kolejnych tygodniach. Planujemy już wakacje, choć na ten moment jeszcze w Polsce, wznawiamy przygotowania ślubów i wesel. Pojawia się jednak pytanie, czy doświadczenia związane z pandemią zostawią w nas jakieś trwałe zmiany, które wpłynął na naszą przyszłość, czy ta sytuacja zostanie tylko historią?

- Ta sytuacja związana z pandemią pokazała nam, że przyszłość czasami jest nieodgadniona, a rzeczy potrafią zmienić się z dnia na dzień. Próbując zaryzykować i przewidzieć co pozostanie nam po pandemii, to powiedziałbym, że pewne praktyki związane z życiem codziennym zostaną. Duża część Polaków zmieniła swój tryb pracy na zdalny, zaczęto wykorzystywać istniejące ale mało powszechne technologie, które teraz zyskały na popularności. Wiele osób zrozumiało na jak wiele rzeczy traci się czas, jak np. dojazdy, a które można zrobić zdalnie. Być może coś z tej zdalności nam zostanie i będziemy stosować je na zasadzie kalkulacji np. czy bardziej opłaca nam się spotkać, żeby coś omówić i tracić czas na dojazdy, czy może zrobić to z wykorzystaniem technologii – tłumaczy dr Ariel Modrzyk.

Zmianie może ulec także kontakt z bliskimi.

- W czasie pandemii kontaktowaliśmy się z rodziną i przyjaciółmi także wykorzystując nowe technologie. Być może zamiast zwykłych telefonów zaczniemy częściej korzystać z rozmów wideo. Efekty pandemii będziemy obserwować też w sferze relacji międzyludzkich. Ponieważ pandemia wiele początkujących związków zmusiła do zamieszkania razem. Z drugiej strony wiele długoletnich związków uległo rozbiciu

– mówi socjolog.

Co pandemia zmieniła w naszym życiu?

Zapytaliśmy kilka osób, wykonujących różne zawody o to, jaki wpływ na ich życie i codzienność miała pandemia.

- Nauczyłam się nowych nawyków związanych z dezynfekowaniem rąk po przebywaniu w komunikacji miejskiej czy np. biurowcu. Nauczyłam się także swoich granic i możliwości pracy zdalnej i bycia szefem własnego czasu. Myślę, że to najbardziej przydatny skutek uboczny izolacji – mówi Karolina, specjalistka ds. marketingu.

Z kolei Albert, fryzjer uważa, że okres pandemii spowodował nagle spowolnienie jego dotychczasowego trybu życia. - Ten czas ograniczył możliwości na polu zawodowym, ale też prywatnym. Zamknięte miejsce pracy, jak i brak możliwości wykonywania jej zdalnie zmusiła mnie do prawie trzech miesięcy „wakacji” - mówi.

I dodaje: - Musiałem zorganizować swój czas na nowo. Po dziesięć razy robiłem porządki w szafie, co poskutkowało wyprzedażą ubrań. Najważniejsza była też refleksja,która się pojawiła, czy wszystkie wcześniejsze przyjemności były „niezbędne”. To była przydatna pauza w pędzie życia.

Dla Zuzanny czas pandemii nie był łatwy. W tym roku powinna obronić pracę magisterską.

- Najtrudniejsze okazało się przystosowanie się do studiowania online. Zarówno studenci jak i wykładowcy długo nie mogli się odnaleźć w takiej formie zajęć i zadań. Musiałam przerwać praktyki studenckie, zamknięte zostały biblioteki, co skutkowało zawieszeniem pisania pracy dyplomowej. Sytuacja ta nauczyła mnie dyscypliny i elastyczności, pomogła mi w rozwijaniu zainteresowań i czytaniu książek, na które zawsze brakowało czasu

– mówi Zuzanna, studentka.

- Koronawirus i kwarantanna w moim życiu zmieniły podejście do rodziny. Uświadomiłem sobie, że życie jest bardzo kruche i trzeba żyć chwilą. A co za tym idzie po prostu trzeba próbować żyć bardziej – to z kolei słowa Patryka, który na co dzień pracuje w hotelu.

Pandemia spowodowała także zamknięcie szkół. Dla Edgara, który jest nauczycielem była to pewnego rodzaju... lekcja.

- Ten czas pozwolił uzmysłowić sobie jak wszystko dookoła jest kruche, ale również jak ważni są bliscy ludzie. W czasie pandemii dotarła do mnie także świadomość, jak bardzo tęskni się za swoimi wychowankami. Zdałem sobie sprawę, że muszę nauczyć się odpoczywać, bo okazało się, że mam z tym problem – mówi Edgar.

Sprawdź również: Pierwsza pacjentka w Wielkopolsce otrzymała Remdesivir. To 73-letnia kobieta bez chorób współistniejących

Weronika, która właśnie robi doktorat, twierdzi, że przez ten okres nauczyła się oszczędności czasu. - Koronawirus sprawił, że więcej czasu zaczęłam spędzać w domu i nie tracę czasu na przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Okazało się, że praktycznie wszystko można zrobić zdalnie, dzięki czemu zyskałam więcej czasu – tłumaczy Weronika, doktorantka.

Wojtkowi pandemia pomogła spędzić więcej czasu z bliskimi. - Jako nowe przyzwyczajenie przyszedł mi nawyk rozpoczynania dnia od śniadania z moją narzeczoną. Wcześniej często mijaliśmy się rano – tłumaczy Wojtek, programista.

Jak podsumowuje dr Ariel Modrzyk, pandemia pomogła przygotować nas na inne kryzysy.

- Przeżyliśmy pewną nową „procedurę”. Ten moment szoku i te silne emocje wynikały z tego, że było to coś nowego, większość z nas po raz pierwszy przez coś takiego przechodziła i musieliśmy się uczyć na nowo kwarantanny i pewnych praktyk. Duża część rzeczy wymagała przeorganizowania i musieliśmy to wszyscy po raz pierwszy przejść na tak masową skalę. To, co pozostanie, to to, że tę procedurę będziemy mieć już w pamięci i jeżeli kiedykolwiek dojdzie jeszcze do podobnej sytuacji, to pewne schematy działania będą już bardziej oswojone, sytuacja będzie wprowadzała mniej lęku, a my szybciej będziemy umieli się do niej dostosować

– ocenia socjolog.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Nicole Młodziejewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.