Krzysztof Szubzda

Ty Żydzie!

Ty Żydzie!
Krzysztof Szubzda

Tak mówiono do mnie za każdym razem, gdy siadałem w czapce do obiadu, pomyłkowo żegnałem się lewą ręką, nie chciałem podzielić się kamyczkami (PRL-owskie M&M’sy) lub zdobywałem punkt w ping-ponga ściną po krawędzi stołu.

Nie rysowała się z tego zlepku wpadek obyczajowych, sknerstwa i sportowego cwaniactwa jakaś straszna postać, ale z tonu, jakim wyzywano mnie od Żyda wyczuwałem, że jest ktoś, kogo nie lubimy.

Ksiądz też modlił się czasami o opamiętanie perfidnych Żydów. Swoją drogą padał ofiarą ciekawego chochlika translatorskiego. Słowo perfidis używane w starej modlitwie „pro perfidis Judaeis” oznacza tyle co niewierzący, a właściwie wierzący w co innego... niż katolicy.

Bardzo mnie to wszystko intrygowało; że ktoś, kogo nie znam, kogo nikt z moich znajomych też na oczy nie widział aż tak nas wszystkich oburza, zniesmacza, a nawet przeraża. Momentalnie pojawiło się we mnie perwersyjnie pragnienie poznania takiego perfidnego Żyda. Tylko gdzie go spotkać? Ciotka spod Warszawy powtarzała mojej mamie, że za wszystkim stoją Żydzi. No dobra: „za wszystkim”. Ale gdzie dokładnie?

Nie podejmuję się analizy podłoży antysemityzmów historycznych, bliskowschodnich, amerykańskich itd., ale nasz białostocki antysemityzm Anno Domini 2016 ma chyba podglebie podobne do mojego, czyli miałkie, jak mit o kawałkach Metalliki, które puszczane od tyłu są przesłaniem od diabła. O ile jednak prawie nikt nie boi się puszczać Metalliki od tyłu, o tyle perfidnego Żyda, który sam zje swoje kamyczki, wygra w ping-ponga i na koniec siądzie w czapce do obiadu wciąż się boimy. Zastanawiam się, jakiej traumy ze strony Żydów musiał doznać współczesny 20-latek, który idzie malować gwiazdy Dawida na szubienicach, albo jego starsi koledzy z rady miejskiej, którzy mają problem z upamiętnieniem Nory Ney w nazwie jednej z ulic. Żadnej chyba. Chyba że czegoś nie wiem. Drzemią w nich raczej nieprzepracowane dziecięce lęki. Czasem dobrze wykształceni, spełnieni życiowo rówieśnicy mówią mi, że noga ich nie postanie w Teatrze Dramatycznym, bo nosi imię Żyda. Brzmi to jak mocno naciągany żart, ale przecież równie niewiarygodnie brzmi informacja, że rok 2017 będzie na całym świecie obchodzony jako Rok Ludwika Zamenhofa, tylko w Białymstoku, mieście urodzin owego Żyda, będzie to rok Prawdziwego Polskiego Wodza.

Nie wiem, jak było kiedyś, nie wiem, jak jest gdzieś indziej, ale zapewniam, że nam tu w Białymstoku żadni Żydzi już nie grożą. Możemy się spokojnie przed nimi nie bronić. Moi dwaj pierwsi spotkani w życiu Żydzi okazali się parą sympatycznych starszych pań, które chciały pozwiedzać Białystok. Na początek pokazałem im farę. Nie uwierzycie! Żadnych sprofanowanych hostii, mordów rytualnych, piorunów z nieba. Tylko zwiedzały. Potem Treblinka, Tykocin, Las Pietrasze, Krynki, Sidra, Kiermusy. Stawiały mi obiady, płaciły za benzynę, żartowały. Na koniec skasowałem je z taką nawiązką, że byłem gotów upuścić im trochę katolickiej krwi do szabasowej macy, ale nie były zainteresowane.

A więc nie ma co się Żyda bać, ani też nie ma sensu Żydem straszyć, czy się nim licytować. Tak samo nie podoba mi się pomysł likwidacji Centrum im. Ludwika Zamenhofa, jak i pomysł nadawania Białostockiemu Ośrodkowi Kultury jego imienia. Bo to infantylna i jałowa nawalanka, a nie troska o pamięć. Tak samą zresztą z ulicą Ney. Naprawdę nie musiało jej wcale być. W ogóle nie przepadam za pseudoaktywnością rady miejskiej polegającą na nazywaniu wszelkich skwerów, rowów melioracyjnych, drzew i kamieni. Skoro jednak pomysł upamiętnienia modnej ostatnio postaci wyszedł na światło dzienne, to nie nazywajmy jej imieniem przejścia między śmietnikami. Patronem takiego miejsca może być słynny śmieciarz. Nawet żydowski.

Aoto mój pomysł na wyleczenie białostockiego antysemityzmu. Ogromną furorę robią ostatnio tak zwane roasty czyli publiczne żartowanie ze znanych postaci. Proponuje, żeby radny Wasilewski, który na co dzień świetnie roastuje Zamenhofa, zroastował jakiegoś innego, żyjącego Żyda, a ów Żyd zroastował pana radnego. A reszta niech dobrze się bawi i klaszcze. To mogłoby naprawdę oczyścić sytuację.

Ewentualnie mecz w ping-ponga: prawdziwi Polacy kontra prawdziwi Żydzi. Ale bez ścin po krawędzi stołu!

Sikając pod wiatr
felieton
Krzysztofa Szubzdy

Krzysztof Szubzda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.