Wiesław Niewiarowsk: Mój Misiek ma traumę po pobycie w schronisku

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Tomasz Mikulicz

Wiesław Niewiarowsk: Mój Misiek ma traumę po pobycie w schronisku

Tomasz Mikulicz

Misiek trafił do schroniska w święta wielkanocne. Właściciel nie miał dokumentów zaświadczających o tym, że pies nie może być szczepiony na wściekliznę, dlatego pracownicy nie wydali mu zwierzęcia. Nie pozwolili też na podanie Miśkowi leków. Właściciel twierdzi, że jego pies mógł nie przeżyć.

Nie mogę się nadziwić, jaka w tym schronisku panuje znieczulica i arogancja. W placówkach tego typu to niedopuszczalne - mówi Wiesław Niewiarowski, który wraz z żoną jest właścicielem 13-letniego psa Miśka.

Gdy przyjeżdżamy do ich domu, zwierzę nie chce wyjść na zewnątrz. Robi kilka kroków, po czym chowa się pod stołem.

- Trauma trwa od dnia opuszczenia schroniska. Nie wiemy, czy nasz pies jeszcze kiedyś wyjdzie samodzielnie z domu - rozkłada ręce pan Wiesław.

Napisał do prezydenta skargę na dyrekcję schroniska dla zwierząt. Jak mówi, po to, by uratować inne psy i ich właścicieli przed tak bezwzględnym traktowaniem.

Była niedziela wielkanocna, późny wieczór, kiedy z żoną zorientowali się, że na podwórku nie ma Miśka.

Pozostało jeszcze 87% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Tomasz Mikulicz

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ajfa

Typowa buta, arogancja i patrzenie na ludzi z góry, połączone z nieudolną próbą zasłonięcia się przepisami. A do tego kłamstwa. Na bramie schroniska faktycznie jest domofon podłączony do pomieszczenia socjalnego. Ale jest też dzwonek podwórkowy, który słychać w całym schronisku nawet pomimo szczekania psów. Zabrudzenie psa odchodami uważam za wysoce prawdopodobne, ponieważ pomieszczenia kwarantanny są małe i wyłożone kafelkami, a pies przebywa w tym małym pomieszczeniu razem z tym co zrobił do czasu uprzątnięcia. Jeśli jest duży, praktycznie nie ma możliwości, żeby się w to w końcu nie położyć. Dodatkowo przy odrobinie dobrej woli pracownicy mogą łatwo ustalić czy osoba awanturująca się pod bramą mówi prawdę. Mogą skonfrontować psa z tą osobą i na tej podstawie ocenić czy to jest pies tej osoby. Z resztą ta praktyka jest w tym schronisku stosowana. Widać akurat się nie chciało. Pani dyrektor biorąca odpowiedzialność za ewentualną śmierć psa? Śmiechu warte. Doskonale wie, że nikt jej niczego nie udowodni i stoją za nią procedury. A pies? Chyba mało istotny... Manipulacja, półprawdy i pycha.

misiekle

Niestety w tak delikatnej sprawie jak ukochany domowy pupil, zatroskany właściciel będzie podchodził do niej bardzo emocjonalnie i każde zachowanie przeciwne do jego "koncepcji" i woli będzie traktowane jak znieczulica i działanie na niekorzyść zwierzęcia. A prawda jest tak, że faktycznie schronisko obowiązują ścisłe reguły i przepisy, które zresztą potwierdza dyrektorka. Tym bardziej, że właściciel mija się z prawdą co do sposobu odłowienia psa oraz jego stanu podczas wydania.

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.