Dariusz Chajewski

Wigilijny stół pełen jest świątecznej symboliki. Każdy detal ma znaczenie

Wigilijny stół pełen jest świątecznej symboliki. Każdy detal ma znaczenie
Dariusz Chajewski

Jakie potrawy królują na tradycyjnym wigilijnym stole? Karp i barszcz? Nic podobnego. Karp zawojował tę wieczerzę po II wojnie światowej, a Bukowińczycy radzą sobie bez barszczu...

Barszcz z uszkami to wigilijna klasyka. Ale już w niektórych regionach podawany jest zamiennie lub obok zupy rybnej (Pomorze, Kaszuby), grzybowej (Śląsk, Mazowsze, Wielkopolska, Podkarpacie), żurku (Małopolska) czy owocowej (Warmia i Mazury). Niby tak samo, a jednak...

Jeszcze jakieś 50 lat temu nie tylko każdy region, ale niemalże każda wieś miały swoje miejscowe, regionalne potrawy wigilijne – pisała Hanna Szymanderska w książce „Polska Wigilia”. Dziś nadal można po drobiazgach poznać, skąd się wywodzi rodzina autorki stojących na stole przysmaków, na przykład na warszawskim stole musiało się znaleźć dziewięć potraw z ryb, na Podhalu górale podawali proste jadło, przyrządzone z ziemniaków i serów: oscypka i bundzy. Na Śląsku stół musiał się uginać od obfitości potraw...
A jak to by wyglądało w Lubuskiem? To wytłumaczyli nam etnografowie ze skansenu w zielonogórskiej Ochli. Przede wszystkim poznalibyśmy tradycje kresowe. I tak we Lwowie na wigilijnym stole, oprócz przygotowanych potraw, stały jeden lub dwa świeczniki, symbol życia. Na stole wigilijnym najważniejsze były ryba, opłatek oraz talerzyk z miodem. Ryba była smażona lub gotowana. Pojawiały się śledzie marynowane w oleju. Śledź serwowany był także w śmietanie, z ziemniakami na ciepło. I ryba po żydowsku. Oczywiście nie mogło zabraknąć pierogów z kapustą oraz ruskich, barszczu ukraińskiego zabielanego śmietaną, zupy grzybowej, drożdżowych bułeczek z bakaliami, piernika, a przede wszystkim kutii w symbolicznych proporcjach. Przygotowywano ją z obtłuszczonej, ugotowanej pszenicy, roztartego maku i rodzynek.

W Wilnie były oczywiście biały obrus i świeczka z obrazkiem. Pod obrusem siano. Na stole wigilijnym zawsze musiały być barszcz z uszkami, pierogi z grzybami i kapustą, ryba na gorąco, ryba w galarecie, śledzie w oliwie i w cieście, ołatki, czyli racuszki na drożdżach smażone w oleju lnianym posypane cukrem, kisiel z owsa barwiony żurawinami, gołąbki, których farsz składał się z drobno pokrojonych grzybów oraz z cebuli. Tutaj także były bułki drożdżowe, makowiec, ślizyki, czyli kluseczki z makiem, pierożki wileńskie (drożdżowe ciasto z grzybami smażone na oleju) oraz kompot z suszonych owoców. W niektórych domach jedzono sałatkę z kapusty kiszonej zmieszanej z fasolą, śledziem oraz karpia duszonego w tartych jarzynach.

Na bukowińskim wigilijnym stole barszczu nie uświadczysz. Jego miejsce zajmuje tutaj zupa z grochu i grzybów. Do tego pokrojony grubo makaron, czyli rezaniec. Przy wieczerzy śpiewamy kolędy? Nic podobnego. Zastrzeżone są dla kościoła. W domach królują znacznie swobodniejsze pastorałki. W jednej z głównych ról występowała gotowana pszenica wymieszana z makiem, orzechami i pokruszoną chałwą. Oprócz tego jedzono zupę grochową i fasolową, pierogi z kapustą i grzybami, pierogi z marmoladą, płacinty. Zamiast chleba jadło się knyszę. Przygotowywano także bób gotowany na sucho z czosnkiem, barszcz czerwony z uszkami. Nie mogło zabraknąć smażonych na oleju ryb, gołąbków z kaszą kukurydzianą. Na stole były miód, opłatek, pleciony chleb, czosnek, cebula. Dzielono się opłatkiem, brano kawałek czosnku i odłupywano częściowo skórkę, mówiąc: „Nie łupim cię do żywego, ale strzeż mnie od wszystkiego złego”.

Wreszcie Wielkopolska. Nie przestrzegano zwyczajowej liczby potraw. Na stole wigilijnym musiała być smażona ryba słodkowodna - leszcz albo płotka. Do tego zupa rybna, śledzie z cebulką duszone w oleju lnianym, do tego ziemniaki w mundurkach i obrane, sos grzybowy, kompot z suszonych owoców, ugotowana kiszona kapusta z grzybami i skwarkami. Przygotowywano także struclę z makaronem lub bułką. Dopełnieniem były pierniczki, piernik, kruche ciasteczka, makowiec i ciasto drożdżowe. Zresztą tutaj na stole mamy sporo „importów”. Kutia do Wielkopolski przywędrowała dopiero po II wojnie. W wielu wielkopolskich domach tradycyjną kutię zastąpiły kluski z makiem. Także karp na świątecznym stole zaczął się pojawiać dopiero po II wojnie.

Wigilijna wieczerza pełna symboli. Już sam stół to... żłóbek, na którym ma się narodzić miłość. Siano i słoma, które mają nas jakby przenieść do stajenki. Do tego lniany obrus, który był zawsze atrybutem Matki Bożej. To symboliczne, gdyż Matka Boska zdejmuje lniane nakrycie głowy i przykrywa żłóbek. To także przypomnienie naszej szatki chrzcielnej. Wreszcie dwanaście potraw, które miały pochodzić z czterech stron świata. Tego lokalnego świata, czyli z pola, ogrodu-sadu, lasu i wreszcie wody. Tutaj oczywiście mamy ryby. Jako symbol Chrystusa mają dwojakie odniesienie: po pierwsze – łączy się z chrztem, gdyż żywiołem ryby jest woda; po drugie – ma odniesienie do eucharystii, która jest świętym pokarmem chrześcijan. I jeszcze opłatek. Chlebek opłatkowy, znak największej wspólnoty, przełamywanie urazów, wybaczanie...

Różna jest liczba potraw podawanych w wieczór wigilijny. Każdej należy spróbować, co ma zapewnić szczęście przez cały rok. W niektórych regionach podaje się 12 potraw, co ma symbolizować 12 apostołów. W tradycji staropolskiej wieczerza wigilijna składała się z dziewięciu dań na dworach szlacheckich i jedenastu w pałacach magnatów. Niegdyś wierzono, że nieparzysta liczba potraw zapewni dostatek. Główną potrawą wigilijną polskiej kuchni jest ryba. W starożytności chrześcijańskiej właśnie ona symbolizowała Chrystusa. Zjedzenie ryby podczas wieczerzy wigilijnej było gwarancją zdrowia i dostatku, a karpia - obfitości i siły.

- Zresztą każde z dań miało swoje ukryte znaczenie. Ziarna zbóż były symbolem życiodajnej mocy, nieśmiertelności i dostatku, zaś mak - płodności. Magią smakowała nawet banalna kapusta. Według starych wierzeń, miała chronić od złego, a także zapewniać siłę i witalność. Kapusta z grochem chroniła przed chorobami. Z kolei grzyby umożliwiać miały nawiązywanie kontaktów ze światem zmarłych. Podczas wieczerzy wigilijnej potrawy z grzybami miały zapewnić szczęście oraz dostatek.

I wreszcie miód i bakalie. Od najdawniejszych czasów miód uchodził za substancję magiczną, w której tkwią nadprzyrodzone moce. Wierzono, że chroni przed złem, zapewnia radość i dostatek. Spożywany w dniu Wigilii, miał zapewnić przychylność sił nadprzyrodzonych, a także pomyślność i długie życie...

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.