Z czeluści garażu rozjaśnia domowy krąg

Czytaj dalej
Fot. Piotr Hukała
Agata Sawczenko

Z czeluści garażu rozjaśnia domowy krąg

Agata Sawczenko

Co zrobić, gdy chcesz urządzić mieszkanie ze smakiem, a w sklepach nie ma tego, co sobie wymarzyłeś? Grzegorz Puchłowski nie miał wątpliwości: trzeba zakasać rękawy i zamknąć się w garażu. Lampy, które tam stworzył, podbiły serca najpierw jego znajomych, a potem klientów z całej Polski. - Ale to jeszcze nie koniec - zapowiada

O, jaka fajna lampa - myślę sobie czasem, gdy wejdę do jakiegoś pomieszczenia. I zaraz łapię się na tym, że to przecież moja, ja ją zrobiłem! - śmieje Grzegorz Puchłowski, młody białostocki projektant-samouk, właściciel firmy Spółka Lampa i Półka.

Opowiada też, jak zadzwoniła do niego klientka. Zapytał, skąd dowiedziała się, że produkuje lampy. Odpowiedziała, że weszła do sklepu z odzieżą. Nic ciekawego tam nie było. Oprócz właśnie lampy - elementu wystroju. Zamówiła więc ją - zupełnie przez przypadek.

Tak jak i przez przypadek kilka miesięcy temu powstała jego firma. - Bo na co dzień jestem przeciętnym chłopakiem, który pracuje w korporacji. Ale od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł, żeby stworzyć coś samemu, żeby pracować na własną rękę - mówi. I przyznaje, że jednak nie miał pomysłu, co takiego mógłby robić. Szukał więc, myślał, a pomysł... przyszedł sam. W czasie remontu. A właściwie niemal już po jego zakończeniu.

- Urządzaliśmy swoje mieszkanie. Remont kończyliśmy w grudniu, a w styczniu przyszły kolejne plany na taką kosmetykę. Chcieliśmy kupić lampy, parę mebli... Ale to, co widzieliśmy w sklepach, nie do końca spełniało nasze oczekiwania - opowiada pan Grzegorz.

No, ale od czego wyobraźnia?! I umiejętności wyuczone w szkole?!

- Jestem mechanikiem precyzyjnym, tokarzem. Pomyślałem - przecież potrafię zrobić lampę sam.

Jak pomyślał, tak zrobił. - Starałem się zaprojektować produkt, który byłby w miarę łatwy w wykonaniu. Ale żeby mi się podobał. Zdecydowałem się na drewno. Drewno zwyczajnie jest przyjemne, daje ciepło, jest uniwersalne przede wszystkim i łatwo się je obrabia - nie ma z nim większego problemu - tłumaczy. - Więc postawiliśmy na drewno, na trójnóg. Bo trójnóg to tak naprawdę klasyka. 50-60 lat temu w domach stały lampy ze statywem - i to się nie zmienia do dziś.

Dziś przyznaje, że ta pierwsza lampa nie do końca wyglądała tak, jak sobie to zaplanował. - Ale te kolejne zaczęły spełniać moje oczekiwania - zapewnia Grzegorz Puchłowski. Na dowód mówi, że jedna z samodzielnie wykonanych lamp stoi w salonie, kolejna wstawił do pokoju syna. Obok nich - pasujące stylem stoliki.

I na tym skończyłaby się przygoda z majsterkowaniem, meblami i oświetleniem, gdyby nie... znajomi! Przychodzili i się zachwycali. Nie było osoby, która nie zwróciłaby uwagi na nietuzinkowe, oryginalne oświetlenie. - Pomyśleliśmy więc z narzeczoną: przecież możemy im takie też zrobić.

Znajomi się cieszyli. I kolejno w ich domach stawały wysokie lampy na trójnogach: - Prostych drewnianych albo metalowych w kształcie szpilek do włosów - pan Grzegorz mówi, że pomysły ewoluowały.

Pomagała w tym narzeczona. Bo ona też ma głowę pełną pomysłów. - I ma chyba lepsze wyczucie stylu... - uśmiecha się pan Grzegorz.

Przyznaje, że materiały, kolorystyka, wykończenie... - to wszystko jej pomysły. - Zawsze wybierze coś ze smakiem. Ja bym pewnie robił tylko czarne lampy, typowo męskie. A tu jednak jest pomoc z jej strony, sugestie, które bardzo się przydają.

Sugestie przydają się tym bardziej, że lampy dziś muszą trafić nie tylko w gust rodziny pana Grzegorza i ich znajomych. Zachęcony powodzeniem swoich wyrobów - postanowił spełnić swoje największe marzenie - założył firmę. Co prawda nadal pracuje w korporacji, ale to w niczym nie przeszkadza. - Uwielbiam po godzinach pracować w garażu. Mogę siedzieć do drugiej czy trzeciej w nocy - zapewnia.

Bo właśnie w garażu mieści się warsztat firmy. Najpierw go wynajmował, potem przeniósł się do tego w nowym domu teściowej. - Mieszka niedaleko nas, Tak jest bardzo wygodnie - mówi Grzegorz Puchłowski. Elementy drewniane wykonuje na zlecenia stolarz. Elementy metalowe - ślusarz. - Po mojej stronie jest wyszlifowanie ich, wyolejowanie, skręcenie całej lampy, czyli postawienie jej na nogi. Abażury projektujemy sami, wykonywane są ręcznie, również przez człowieka z dużym doświadczeniem - opowiada.

Jednak żeby produkcja nie była tylko hobby - muszą znaleźć się klienci. Tylko na znajomych przy takiej skali produkcji - około 30 lampo tygodniowo - liczyć przecież nie można. Dlatego pan Grzegorz zainwestował w reklamę. Jak dziś przyznaje - nie były to do końca dobrze wydane pieniądze. Po prostu - nie trafił z grupą docelową. - Reklamę kierowałem do ludzi około trzydziestki. Okazało się, że niemal połowa urządzających mieszkanie ma ponad 40 lat. I przede wszystkim są to kobiety - uśmiecha się pan Grzegorz.

Dziś jest już lepiej - zamówienia spływają sukcesywnie - z całej Polski. A Spółka Lampa i Pólka - już szykuje się, by pokazać swoją ofertę na ogólnopolskich targach.

Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.