Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Tomasz Rozwadowski

W klubie B90 zakończył się bardzo udany Soundrive Fest 2017

W klubie B90 zakończył się bardzo udany Soundrive Fest 2017 Fot. mat. prasowe
Tomasz Rozwadowski

Krótko po północy z minionej soboty na niedzielę zakończył się w klubie B90 w Gdańsku tegoroczny Soundrive Fest.

W tym miejscu odbywa się nieprzerwanie od 2013 r. i jeszcze ani razu pogoda nie była tak paskudna. Mam na myśli nie tylko typowo jesienny deszcz i wiatr, rzadko się zdarzające na przełomie sierpnia i września, ale także prokuratorskie szykany wobec klubu, które zostały upublicznione przed tygodniem. Mimo tej ofensywy zła, festiwal się udał. I chyba taki jest komentarz wyższych sił na temat doczesnych kruczków prawnych. Koniec z tymi brudami, przejdźmy do muzyki.

Soundrive Fest 2017 był sporym przedsięwzięciem - trzydniowa impreza składała się z 11 koncertów dziennie, co łącznie daje piękną liczbę 33. Ramowa idea festiwalu, czyli przedstawianie muzyki, która jest nieobecna w komercyjnym obiegu, ale zasługuje na uwagę, pozostało bez zmian. Zmieniły się szczegóły, czyli na przykład po raz pierwszy w programie tego festiwalu pojawił się na większą skalę hip-hop uzupełniając rockowe, eksperymentalne, indie-popowe i elektroniczne jądro koncepcyjne. Patent z hip-hopem się sprawdził, czwórka wykonawców reprezentujących ten gatunek sprawdziła się w komplecie.

Dwoje wykonawców - AJ Tracey i IAMDDB reprezentowało odradzającą się brytyjską scenę grime, a dwóch artystów amerykańskich też pochodzi spoza głównego nurtu, Cakes Da Killa to hip-hop gejowski, a Kweku Collins skutecznie mieszał artystyczne klimaty w rodzaju Kandricka Lamara z wyluzowanymi, maksymalnie stylowymi wokalami z Karaibów. Taki hip-hop mógłby być mile widziany na każdej niemal imprezie alternatywnej.

Nie wszyscy artyści, którzy zagrali w tym roku byli mało znanymi postaciami na dorobku. The Bug zamykający cały tegoroczny Soundrive jest wręcz jedną z najważniejszych postaci w muzyce elektronicznej i to od ponad dwudziestu lat. Do gwiazd światowej sceny niezależnej można zaliczyć także indierockowe Beach Fossils i Waxahatchee i indiepopową Nite Jewel - wszyscy oni dali bardzo porządne koncerty i przyciągnęli sporą publiczność. Solą festiwalu były jednak artyści mało jeszcze znani, to oni zapierali dech słuchaczom.

Ekstremalnym przykładem był londyński zespół Artificial Pleasure w porywający sposób nawiązujący do muzyki nowofalowej lat 80. Kwartet przygotowuje się dopiero do wydania pierwszej EP-ki, w chwili, gdy grał na Soundrive Fest miał tylko 240 polubień na Facebooku, ale wziął gdańską publiczność szturmem. Reakcja sali na muzykę Artificial Pleasure była tak gorąca, że wokalista pod koniec koncertu popłakał się ze szczęścia. Dosłownie!

Świetne było chicagowskie trio Oozing Wound, trashmetalowy zespół nagrywający dla znakomitej wytwórni Thrill Jockey. Niby blisko brzmienia Slayera sprzed trzydziestu paru lat, z tekstami o narkotykach, śmierci i wojnie, ale jednak zdumiewająco świeży, ostry jak brzytwa i twardy jak Mariusz Błaszczak (przynajmniej w tym sezonie). Bardzo podobały się także duński Get Your Gun, niby czerpiący z twórczości Nicka Cave‘a, ale jednak grający po swojemu; belgijski trphopowy duet SX, który został zaproszony w ostatniej chwili jako zastępstwo; fińscy space-rockowcy K-X-P, zarażający całą salę hipnotycznym, tripowym wręcz nastrojem.

Jeśli o zastępstwach mowa, to w ostatniej chwili zostali zaproszeni nie tylko IAMDDB czy SX, byli też wykonawcy, którzy zagrali na innej scenie niż to pierwotnie planowano. Gdy okazało się, że francuski zespół Shaârghot nie dojedzie, gdyż jeden z muzyków nie miał aktualnego dokumentu i został cofnięty z lotniska, na małą scenę z eksperymentalnej W4 przeniesiono Ritualz. To była bardzo dobra decyzja, gdyż Meksykanin, pionier witch-house‘u miał dzięki temu większe audytorium.

Ci, o których napisałem, to nawet nie połowa wielobarwnego kalejdoskopu tegorocznego Soundrive Fest. Dam sobie włosy uciąć, że wielu słuchaczy wyszło z festiwalu tak samo zadowoleni jak ja, a po usłyszeniu zupełnie innej muzyki. I o to właśnie chodzi w tej zabawie. Oby trwała jak najdłużej!

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Kuriera Porannego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Kuriera Porannego
  • codzienne e-wydanie Kuriera Porannego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Tomasz Rozwadowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.