Za śmieci jak za wodę. Czy nowy sposób uchroni białostoczan przed podwyżkami opłat? Miały być od 1.04.2021, ale odłożono je na półkę

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Tomasz Maleta

Za śmieci jak za wodę. Czy nowy sposób uchroni białostoczan przed podwyżkami opłat? Miały być od 1.04.2021, ale odłożono je na półkę

Tomasz Maleta

22 zł za odpady płacą mieszkańcy w Sokołach. O 2 zł więcej – w Michałowie. W wielu podlaskich gminach ceny za odbiór śmieci poszły znacząco w górę, choć w Wasilkowie na podwyżkę nie zgodzili się radni. Z kolei w Białymstoku oficjalnie nie było przymiarek do wzrostu cen. Nie oznacza to, że w przyszłości ten stan zostanie utrzymany. Na razie może zmienić się sposób naliczania opłat – nie od metrażu mieszkania, a od ilości zużytej wody.

W sprawie przeliczenia wysokości opłaty za odpady w oparciu o 1 metr sześc. zużytej wody zostanie przeprowadzona analiza – tak sekretarz miasta z upoważnienia prezydenta odpowiedział na interpelację białostockich radnych Tomasza Kalinowskiego i Macieja Biernackiego.

Zmiana sposobu naliczania opłat za śmieci to sztandarowy pomysł dwójki radnych niezależnych (przedtem byli w klubie KO). Zgłosili go w drugiej połowie listopada ub.r. Tłumaczyli, że wiele miast obrało taki właśnie kierunek konstrukcji systemu gospodarowania odpadami.

– Dlatego postanowiliśmy iść za przykładem Sopotu, Warszawy i sprawić, by system naliczania opłat za odpady był bardziej uczciwy. By każdy mieszkaniec płacił za siebie. To ulży samotnym osobom, które mieszkają na dużych metrażach i płacą większe kwoty niż rodziny wielodzietne – argumentował Maciej Biernacki.

Radni niezależni zaproponowali, by stawka opłat wyniosła 3,5 zł za metr sześc. wody.

– Każda osoba zużywa około 4 metrów sześciennych wody – argumentował Maciej Biernacki.
Przez ilość zużytej wody należy rozumieć średniomiesięczne jej zużycie obliczone za 6 kolejnych miesięcy. Podstawą byłoby wskazanie wodomierza głównego przypisanego do danej nieruchomości lub informacja albo faktura uzyskana z wodociągów. Dokumenty te byłyby dołączone do deklaracji mieszkańców o wysokości opłaty. Dla tych, którzy mieszkają w nieruchomości niewyposażonej w wodomierz główny lub niepodłączonej do sieci wodociągowo-kanalizacyjnej, ustalony zostałby ryczałt – 4 metry sześcienne od osoby.

Radni niezależni podkreślali, że jest to też najbardziej ekologiczna metoda, która zachęci ludzi do oszczędzania wody. Liczyli na poparcie pozostałych radnych i podkreślali, że mieszkańcy z Kartą Dużej Rodziny mogliby nadal korzystać z ulgi.

Teraz opłata za śmieci liczona od powierzchni mieszkania

Przypomnijmy, że białostoczanie od lat płacą za odpady w zależności od powierzchni mieszkania lub domu. Od marca 2021 roku (wtedy weszła w życie podwyżka uchwalona pod koniec 2019 r. przez radę miasta głosami większościowego wtedy klubu KO) właściciele mieszkań do 40 mkw., którzy segregują śmieci, wykładają co miesiąc 16 zł (wcześniej było to 9 zł). W przypadku mieszkań od 40,01 do 80 mkw. – opłata wynosi 36 zł ( zamiast 21 zł). Właściciele mieszkań i domów powyżej 80 mkw., którzy do końca lutego 2020 płacili 29 zł, teraz oddają miastu miesięcznie 45 zł. Ci, którzy – wbrew deklaracji – nie segregują śmieci, muszą liczyć się z dwukrotnie wyższymi opłatami.

Zdaniem radnych niezależnych, zmiana sposobu opłat to wyjście naprzeciw oczekiwaniom białostoczan, którzy wielokrotnie podkreślali, że to nie metry kwadratowe tworzą śmieci. Z drugiej strony – trudno ustalić ile faktycznie osób mieszka w danym mieszkaniu lub domu.

– Proponowane przez nas rozwiązanie jest bardziej uczciwe – tłumaczył Tomasz Kalinowski. – Chcemy ulżyć białostoczanom, zwłaszcza tym samotnym.

Wypowiedział się... jeden mieszkaniec

Odpowiedź na to, jakie są faktyczne oczekiwania białostoczan odnośnie gospodarowania odpadami miały dać konsultacje społeczne przeprowadzane między 19 listopada a 1 grudnia. Zarządził je prezydent. Chodziło o uzyskanie opinii białostoczan na temat ustalenia stawki tej opłaty oraz stawki za pojemnik o określonej pojemności.

Kampania informacyjna sprowadziła się do kolportażu plakatów do budynków Urzędu Miejskiego w Białymstoku oraz do gabloty w przejściu podziemnym na skrzyżowaniu ul. H. Sienkiewicza i Al. J. Piłsudskiego. Informację o konsultacjach opublikowano też na stronach internetowych miasta, Centrum Aktywności Społecznych, w Biuletynie Informacji Publicznej oraz na tablicy ogłoszeń Urzędu Miejskiego w Białymstoku.

Konsultacje kosztowały 50 zł. Tyle wyniósł druk plakatów i dokumentów. Mieszkańcy mogli nadsyłać swoje opinie mailowo lub zgłaszać telefonicznie. Wpłynęła... jedna opinia.

Sposób przeprowadzenia konsultacji społecznych od początku krytykował PiS. Chciał ich powtórzenia.

– Kto o nich słyszał? A przecież nieraz byliśmy świadkami tego, że broszury czy życzenia od władz miasta były dostarczane do skrzynek pocztowych mieszkańców! Dlaczego nie można było zrobić podobnie tym razem? Przecież mieszkańcy od lat apelują o zmianę sposobu naliczania opłat, tak aby nie były uzależnione od metrów kwadratowych mieszkań – tłumaczył w „Porannym” Henryk Dębowski, szef klubu PiS w radzie miasta.

Autor jedynej opinii, która wpłynęła do magistratu w ramach konsultacji, proponował pozostanie przy obecnej metodzie naliczania opłaty i powrót do stawki, która obowiązywała przed marcową podwyżką (9 zł za mieszkanie do 40 m2).
Prezydent nie uwzględnił jednak tej opinii.

– Stawka 9 zł za mieszkanie o powierzchni do 40 m2 za odbiór odpadów komunalnych jest niewystarczająca do samofinansowania się systemu gospodarowania odpadami komunalnymi, w którego skład wchodzą takie koszty jak: odbiór i transport odpadów, koszty zarządzania, prowadzenia PSZOK Hryniewicze oraz koszty zarządzania Systemem Gospodarowania Odpadami Komunalnymi i edukacji ekologicznej - wyliczał w raporcie Tadeusz Truskolaski.

Białystok miał najniższe stawki za odbiór śmieci

Zdaniem prezydenta, w celu zbilansowania się systemu niezbędna jest podwyżka opłat dla gospodarstw: do 40 mkw – o 4 zł (do 20 zł), od 40,01 mkw do 80 mkw – o 8 zł (44 zł), od 80,01 mkw – o 11 zł (56 zł) oraz wzrost opłaty za pojemnik/worek do maksymalnych, dopuszczalnych ustawowo poziomów. Przy tak skalkulowanych stawkach prognozowano, że wpływy z opłat za gospodarowanie odpadami będą na poziomie ok. 75,3 mln zł, co da gwarancję na samofinansowanie się systemu. Przy zachowaniu stawek obowiązujących od marca 2020 r. w 2021 r. wpływy z opłaty wyniosłyby 61,8 mln zł, a tym samym powstałby deficyt w kwocie 13,5 mln zł.

Dla porównania w 2018 roku do systemu gospodarowania odpadami miasto dopłaciło około 5 mln zł. Wpływy z opłat wyniosły prawie 41 mln zł, a wydatki związane z systemem – ok. 46 mln zł. Mimo tego Białystok miał najniższe stawki w kraju za odbiór śmieci. Według opublikowanego pod koniec sierpnia 2019 roku przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów „Raportu z badania rynku usług związanych z gospodarowaniem odpadami komunalnymi w gminach miejskich w latach 2014-2019”, przeciętny białostoczanin musiał wyłożyć za odbiór odpadów 5 zł (11 zł za niesegregowane). To było znacznie mniej niż w innych uwzględnionych w rankingu miastach: Stalowej Woli, Gliwicach i Stoczku Łukowskim. Było to możliwe dzięki inwestycjom w spalarnię i sortownię odpadów, które są głównymi filarami białostockiego systemu gospodarowania odpadami.

Tyle że w tym czasie wprowadzono wiele wymagań dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie gospodarowania odpadami. Zdaniem władz miasta, głównymi czynnikami kosztotwórczymi wpływającymi na wzrost stawek opłaty „śmieciowej” są rosnące w ostatnich latach koszty paliwa, energii elektrycznej i płacy minimalnej oraz konieczność segregacji odpadów wg określonych frakcji, co przekłada się na dużo wyższe koszty odbioru odpadów (wzrost liczby kursów, a tym samym zwiększone koszty paliwa i pracy). Rosną koszty zagospodarowania odpadów, wynikające m.in. ze zwiększających się wymogów dla firm i zakładów.

Z kolei nowelizacja przepisów prawnych wymusiła konieczność wprowadzenia m.in. monitoringu wizyjnego, instalacji p. poż, gwarancji bankowych, a także wzrost opłaty „marszałkowskiej” (za składowanie odpadów). Wszystko to spowodowało, że wprowadzona w marcu 2020 roku podwyżka opłat za śmieci już nie wystarczyłaby dla zbilansowania systemu w 2021 roku.
Dlatego rozważano podwyżkę opłat dla mieszkańców zgodnie z wyliczeniami przedstawionymi przez prezydenta (w odpowiedzi do opinii mieszkańca wyrażonej w konsultacjach społecznych). Miała ona obowiązywać od 1 kwietnia br. I choć ostatecznie projekt uchwały nie trafił pod obrady rady miasta, to jego treść dostępna jest w internecie.

W zamian radni dali zielone światło spółce Lech do podwyższenia od nowego roku ceny „na bramie” w ZUOK w Hryniewiczach. Cena ta nie zmieniała się od 2014 roku i była – jak uzasadniał projekt uchwały prezes Lecha – prawie o 50 zł za tonę niższa od opłaty marszałkowskiej.

Podwyżka odłożona w czasie?

Dlaczego zatem miasto wycofało się pod koniec 2020 roku z podwyżki opłat dla mieszkańców za śmieci, skoro dość łatwo przeforsowano ją rok wcześniej? Zbiegło się to w czasie z pojawieniem się propozycji dwóch radnych niezależnych w sprawie uzależnienia sposobu naliczania opłat od zużycia wody. Bez głosów Maciej Biernackiego i Tomasza Kalinowskiego – przy założeniu, że PIS będzie przeciw podwyżce – obóz prezydencki nie byłby w stanie przeforsować nowych stawek.

Prezydent Białegostoku potwierdza, że wyliczenia w sprawie podwyżki od 1 kwietnia opłat za odbiór śmieci od mieszkańców był prowadzone, ale nie zdecydował się przesłać projektu uchwały do rady miasta. Stąd w jego odpowiedzi na opinię mieszkańca w ramach konsultacji społecznych znalazły się koszty bilansowania systemu gospodarowania odpadami.

- Cały czas prowadzimy analizy dotyczące tego, kiedy taka uchwała powinna trafić pod obrady Rady Miasta, tak by mogła zdobyć akceptację większości radnych. Kluczowe są kwestie bilansowania systemu i kosztów jego obsługi, które zależą od bardzo wielu czynników, m. in. wynikających z epidemii koronawirusa – mówi Tadeusz Truskolaski.

Zapewne temat podwyżek opłat za śmieci powróci. Tym bardziej, że miasto już ogłosiło przetarg dla firm na odbiór odpadów od 1 lipca 2022 do 30 czerwca 2023. Urząd prognozuje, że w tych latach białostoczanie wytworzą 102 tys. Mg odpadów rocznie.
Radni niezależni nie wykluczają, że ich pomysł trafi pod obrady w formie inicjatywy uchwałodawczej. By tak się stało, musi poprzeć go co najmniej 300 mieszkańców. Innym rozwiązaniem, by cała rada zajęła się projektem uchwały, jest poparcie wniosku przez pięciu radnych.

– Zapewne nie byłoby z tym żadnych trudności, ale wolimy, by w tej sprawie wypowiedzieli się mieszkańcy. Ich głos będzie miał duże znaczenie – zapowiada Tomasz Kalinowski.

Tomasz Maleta

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

Najbardziej sprawiedliwy byłby system oparty wyłącznie na ilości produkowanych odpadów. Każdy inny zawsze będzie dla części gospodarstw domowych krzywdzący. Jak się teraz płaci od metrażu, to przepłacają ci mieszkający samotnie lub we dwójkę na dużej powierzchni, jak będzie się płacić od wysokości zużycia wody, to znów będą przepłacać ci co zużywają dużo wody, jak płaciłoby się jakąś średnią od osoby, to znów przepłacaliby ci co po prostu produkują mało, mniej niż inni. Także nigdy poza uzależnieniem wysokości opłaty od produkowanej ilości nie będzie uczciwie i sprawiedliwie.

Niestety nie ma chyba fizycznej możliwości kontroli, nawet raz na dwa tygodnie, ilości wystawianej ilości i objętości, zapełnienia worków, pojemników. Na przykładzie naszego gospodarstwa domowego w porównaniu z najbliższymi sąsiadami, u których widać ile wystawiają przepłacamy co najmniej dwukrotnie - u nas maksymalnie połowa, 2/3 worka żółtego, a u sąsiadów 3 - 4 pełne worki; u nas niepełny zielony worek raz na 2, 3 miesiące, a u sąsiadów 1, 2 za każdym razem; u nas połowa niebieskiego raz na 3, 4 miesiące, a u sąsiadów co najmniej 1 za każdym razem. W sezonie letnim tylko podobną mamy ilość worków brązowych, bo każdy ma podobne działki i coś tam zielonego się wyrzuca, ale przecież to i tak jest kompost, który sprzedają. Zapełnienia pojemników nie mam możliwości porównać (zajrzeć do sąsiadów), ale u nas jest to za każdym razem maksymalnie ze 20 - 30 centymetrów wysokości, zapełnienia, więc uważam, że bardzo mało. I za takie mikroskopijne ilości mamy płacić po 22,5 zł za jedno branie ?

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.