Zdobyli Paryż, schwytali Husseina. Teraz są w Żaganiu

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Michał Kurowicki

Zdobyli Paryż, schwytali Husseina. Teraz są w Żaganiu

Michał Kurowicki

Do garnizonu w Żaganiu przyjechało kilkuset żołnierzy z niezwykle zasłużonej w historii Stanów Zjednoczonych 4. Dywizji Piechoty US Army, która w tym roku obchodzi stulecie istnienia.

Można powiedzieć, że to wszystko przez Obamę. Gdyby trzymał się wcześniejszego harmonogramu przybycia wojsk amerykańskich do Polski, 3. Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa z Fort Carson w stanie Kolorado przyjechałaby do nas pewnie dopiero wiosną. Kończący swoją kadencję Barack Obama chciał jednak, żeby pierwsi żołnierze zjawili się w Polsce jeszcze przed przekazaniem władzy Donaldowi Trumpowi. A to dlatego, że nowy prezydent USA ze znacznie większym dystansem odnosi się do wysyłania wojsk do Europy w celu wzmocnienia wschodniej flanki NATO.

Trudno się spodziewać, żeby Trump nakazał żołnierzom wracać z Żagania, Skwierzyny, Świętoszowa i Bolesławca do Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo jednak, jak w przyszłości będzie z opłacaniem tej obecności. Nie jest ona finansowana ze stałego budżetu Pentagonu, tylko ze specjalnej puli stworzonej właśnie przez Obamę w 2014 roku. Ta pula odnawiana jest co roku. Obecne finansowanie obowiązuje tylko do września, czyli przez okres trwania jednej zmiany przebywających u nas wojsk.

Wkrótce będzie stulatkiem

Wróćmy jednak do tego, co tu i teraz. Poznajmy bliżej historię 4. Dywizji Piechoty (4DP) Armii USA. To w jej skład wchodzi 3. Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa, której żołnierze przyjechali do Żagania, Skwierzyny, Świętoszowa i Bolesławca.

4DP będzie w tym roku obchodziła setną rocznicę powstania. Założona została 10 grudnia 1917 roku w Camp Creek w Północnej Karolinie. W roku, w którym Stany Zjednoczone przystąpiły do I wojny światowej. Już w lipcu 1918 roku przybyła do Francji na swoją pierwszą misję. Najcięższe walki toczyła o przełamanie linii Marny, ponosząc duże straty w ludziach i sprzęcie.

Leczyła tam doktor Quinn

Takie były początki potężnej dywizji, której główna baza w Fort Carson imponuje rozmiarami. Cała infrastruktura znajduje się na przedmieściach 400-tysięcznego miasta Colorado Springs. Wielu z nas nie wie pewnie, gdzie to jest. Nic dziwnego. Nie musimy znać aż tak dokładnie geografii USA.

Może bardziej lubimy oglądać seriale i pamiętamy ten o doktor Quinn? Utrzymany był w konwencji westernu, którego akcja rozgrywa się krótko po zakończeniu wojny secesyjnej. Opowiadał o przygodach młodej lekarki, która zdecydowała się otworzyć własną praktykę właśnie w Colorado Springs. Kobieta lekarz była wtedy absolutnym wyjątkiem.

Serial „Doktor Quinn” miał 150 odcinków. W Polsce zaczął być pokazywany w 1994 roku. Oczywiście oglądane w serialu ówczesne miasteczko na Dzikim Zachodzie nijak się ma do obecnej metropolii, obok której jest baza Fort Carson. Jeśli jednak oglądaliście „Doktor Quinn”, to już wiecie, skąd przyjechali do nas amerykańscy żołnierze. Warto jeszcze dodać, że miastem partnerskim Colorado Springs jest... Smoleńsk.

Bluszcz albo Żelazny koń

Wróćmy jednak do bazy w Fort Carson. I zostańmy przy liczbach. W forcie stacjonuje 26 tys. zawodowych żołnierzy oraz 42 tys. członków ich rodzin. Do tego 6,3 tys. cywilnej obsługi i aż 47 tys. emerytowanych wojskowych. Na terenie bazy wybudowano pięć szkół, w których uczy się 3,8 tys. dzieci.

Jak każda wojskowa dywizja, także 4DP ma swoją nieoficjalną nazwę, która po angielsku brzmi IVY, a po polsku „Bluszcz”. Celowo napisałem angielską nazwę drukowanymi literami. IVY pochodzi bowiem od
rzymskiej cyfry IV. Cztery liście bluszczu, które znajdziemy w godle dywizji, symbolizują nieustępliwość i wierność, które są podstawą głównego motta 4DP – „wierny i lojalny”. Za to druga nazwa – „Żelazny Koń” – została nadana, żeby podkreślić szybkość i siłę dywizji i jej żołnierzy.

Do pełnego obrazu dodajmy, że w skład 4DP wchodzą cztery brygady piechoty, pancerna brygadowa grupa bojowa (właśnie ta, która przyjechała do nas) i bojowa brygada lotnicza. Warto podkreślić, że 21 żołnierzy 4DP otrzymało najwyższe amerykańskie odznaczenie „Medal of Honor”.

Pierwsi na normandzkiej plaży

Wróćmy znów na szlak bojowy. Bo ten jest niezwykle ciekawy. Cofnijmy się do czasów II wojny światowej. W styczniu 1944 roku dywizja została wysłana do Wielkiej Brytanii i rozpoczęła przygotowania do inwazji aliantów na zajętą przez hitlerowskie Niemcy Francję. W dniu inwazji, w tzw. D-Day, 6 czerwca 1944 roku, jako pierwsza stanęła na francuskiej plaży w sektorze zwanym Utah Beach. Po udanym lądowaniu i przedarciu się przez Normandię wzięła udział w historycznym wyzwoleniu Paryża.

Następnie skierowała swoje działania na teren Luksemburga, gdzie jako pierwsza część armii amerykańskiej złamała niemieckie umocnienia na Linii Zygfryda i wkroczyła na terytorium Niemiec. Przez całą jesień i zimę toczyła zacięte walki z armią hitlerowską. Wiosną 1945 roku przekroczyła Ren i wkroczyła do wschodnich Niemiec, gdzie zakończyła swoje działania i w glorii wyzwoliciela Paryża powróciła do USA.

Po raz pierwszy w Polsce

W 1945 roku dywizja była najbliżej Polski. Dzieliło ją od nas kilkaset kilometrów. Ale nigdy tu nie dotarła. Armia Czerwona była za silna. Nikt nie chciał ryzykować starcia. Świat miał dość ponad pięciu lat wojny. 4DP przybywa do nas po 72 latach. A dokładnie jej jedna pancerna brygada, w sile około 4 tys. żołnierzy. W Żaganiu jest już jej część.

Gdy przed tygodniem „patrolowaliśmy” Żagań, mieszkańcy nie wiedzieli, co przyniesie przyjazd Amerykanów. Wkrótce bowiem z miasta wyprowadzi się część polskiego wojska, co zapowiedział minister Antoni Macierewicz. Pierwsze znaki związane z pojawieniem się żołnierzy USA są jednak obiecujące. Jankesi zamawiają setki makaronów, pizzy i innych dań z lokalnych barów. W kantorach zaczynają wymieniać dolary. A niektórzy do koszar przyjechali z Wrocławia taksówkami, co może być dobrym sygnałem dla miejscowych taryfiarzy.

Pięć lat spędzili w Wietnamie

Wróćmy znów do historii 4DP. Warto wspomnieć, że pod koniec 1965 roku została wysłana na kolejną wojnę. Tym razem do Wietnamu. Za zadanie miała kontrolować rozległy obszar w górzystym centrum kraju. Wkrótce jej żołnierze założyli główną bazę w miejscowości Pleiku.

Przez kolejne cztery lata dywizja była zaangażowana w ciężkie i brutalne walki z komunistyczną partyzantką wietnamską. Przeprowadzała akcje zaczepne poza swoim terytorium, ale musiała też bronić się przed atakami partyzantów. Ostatecznie została wycofana z Wietnamu pod koniec 1970 roku.

Wojna wietnamska, która wybuchła w 1961 roku, kosztowała Stany Zjednoczone 584 mld dolarów. Ostatni żołnierze zostali wycofani w styczniu 1973 roku. Brało w niej udział w sumie 8,7 mln wojskowych. Zginęło ich 58,2 tys., a 153 tys. zostało rannych. Wśród ofiar byli też chłopcy z 4DP.

Nic dziwnego, że wobec takiej skali ofiar i ogromu poniesionych kosztów wojna w Wietnamie wywoływała olbrzymie protesty w dużej części amerykańskiego społeczeństwa.

Irak, Tikrit, Saddam Hussein...

Do niezwykłych zdarzeń doszło podczas kolejnej misji. W 2003 roku 4DP została wysłana do boju w Iraku. Tam po raz pierwszy po II wojnie światowej żołnierze USA walczyli ramię w ramię z armią polską.

Po przybyciu na miejsce w kwietniu 2003 roku 4DP została rozmieszczona na północy Iraku, w okolicach Tikritu. Swoją działalnością objęła tereny na północ od Bagdadu. Tikrit był rodzinnym miastem Saddama Husseina. Dlatego w jego okolicach trwały główne poszukiwania ukrywającego się od wielu miesięcy, obalonego dyktatora. Udało się go złapać w grudniu. I to właśnie 4DP, wspólnie z amerykańskimi siłami specjalnymi, schwytała Husseina. Nad ranem wyciągnęli go ze studzienki kanalizacyjnej. Kamery katarskiej telewizji Al-Jazeera, która pokazała to zdarzenie, uwieczniły wykończonego wielomiesięczną ucieczką dyktatora. Obok niego stali żołnierze 4DP. Kilka dni później, podczas oficjalnej konferencji prasowej, prezydent George W. Bush mógł krzyknąć z radością i ogłosić całemu światu: „We got him!”, czyli „Mamy go!”.

W następnych latach żołnierze dywizji jeszcze dwa razy byli wysyłani do Iraku – w roku 2005 i 2007. Dowodzili międzynarodową dywizją „Bagdad”. Podczas swojej obecności w Iraku zajmowali się też walką z miejscową partyzantką. Do ich zadań należała ponadto odbudowa tego kraju z wojennych zniszczeń.

Byli też w Afganistanie

Ostatnią ważną misją przed przyjazdem 4DP do Polski był wyjazd do Afganistanu. Od 2001 roku trwała tam wojna. Różne były jej etapy. W styczniu 2013 roku w Białym Domu doszło do spotkania Obamy z Hamidem Karza¬jem, na którym ustalono, że siły afgańskie przejmą całkowitą kontrolę nad państwem na wiosnę. Oznaczało to, że miały one odgrywać wiodącą rolę w operacjach bojowych, a żołnierze sił międzynarodowych mieli wycofać się z miast i wiosek do baz. Ustalono, że amerykańskie wojska będą szkoliły, instruowały i trenowały afgańskie siły bezpieczeństwa.

Żołnierze z 4DP zostali tam wysłani w lipcu 2013 roku. Do ich głównych zadań należała właśnie pomoc Narodowym Siłom Bezpieczeństwa Afganistanu w utrzymaniu porządku. Do tego odbudowa takich prowincji, jak niezwykle niebezpieczny Kandahar, nieoficjalna stolica afgańskich talibów.

To sami zawodowcy

Siły zbrojne USA są w pełni zawodowe. Żołnierze, którzy właśnie do nas przyjechali, to wyłącznie zawodowcy. Obowiązek służby wojskowej istniał w Stanach Zjednoczonych tylko w latach 1917-1918 i 1940-1973. Jedynie rezerwa i Gwardia Narodowa są formacjami ochotniczymi.

Żołnierze USA w bazach wojskowych, ambasadach są w prawie wszystkich krajach świata. Łącznie za granicą stacjonuje ich około 127 tys. Ta liczba w poszczególnych latach zmniejsza się lub zwiększa.

Wydatki wojskowe Stanów Zjednoczonych pochłaniają 4 proc. PKB. W 2007 roku było to około 553 mld dolarów. To największa kwota na świecie, także w przeliczeniu na jednego żołnierza. Siły zbrojne USA są jednymi z największych na świecie, jeśli chodzi o sprzęt. Mają najwięcej samolotów, śmigłowców, dużych okrętów bojowych i drugi po Rosji arsenał nuklearny.

Naczelnym dowódcą żołnierzy Stanów Zjednoczonych – także tych w Żaganiu, Skwierzynie, Świętoszowie i Bolesławcu – jest prezydent. Lada dzień zostanie nim Donald Trump.

PS Tekst powstał we współpracy z sekcją prasową 4DP. Oficerowie pracujący w Fort Carson, za naszym pośrednictwem, serdecznie pozdrawiają Czytelników „Gazety Lubuskiej”!

Michał Kurowicki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.