Marta Gawina

Żenujący język dał prezydenturę

Marta Gawina

Dlaczego przegrała Hillary Clinton, czy Władimir Putin powinien się cieszyć z wyniku wyborów i kim jest wiarołomny elektor - wyjaśnia dr Izabela Kraśnicka z Uniwersytetu w Białymstoku.

Amerykanie wybrali elektorów, którzy będą już bezpośrednio wybierać prezydenta USA. Czy możemy już z całą pewnością powiedzieć, kto 19 grudnia wygra wyścig do Białego Domu?

Tak, wybory elektorskie odpowiadają ostatecznemu głosowaniu samych elektorów na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Przede wszystkim podkreślić należy, że amerykańska konstytucja w ręce poszczególnych stanów oddaje sposób przeprowadzania wyborów i regulacje głosowań elektorów. To znaczy konstytucja ustala ogólny mechanizm: każdy stan, wedle własnego systemu (w terminach określonych wyraźnie przez Kongres) wybierze tylu elektorów, ilu członków ma w obu izbach Kongresu. Elektorzy ci następnie dokonają wyboru prezydenta i wiceprezydenta kraju. W konsekwencji mamy 50 stanowych ordynacji wyborczych (plus jedną ordynację Dystryktu Kolumbii), które różnią się miedzy sobą. Wspólne jest tylko to, że „we wtorek przypadający po pierwszym poniedziałku listopada w roku wyborczym” odbywają się we wszystkich stanach wybory elektorów, po czym w „poniedziałek po drugiej środzie grudnia” elektorzy spotykają się w stolicach swoich stanów i oddają głosy na prezydenta i wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych.

Stanowe ordynacje wyborcze napisane są w znakomitej większości w ten sposób, że mieszkańcy USA głosują na listy elektorskie, na których wyraźnie wskazane jest nazwisko kandydata na urząd prezydenta, którego dany elektor popiera. Kandydatury elektorów zgłaszają partie polityczne, które mają kandydata na najwyższy urząd w państwie. Dlatego jasne jest już, jak owi elektorzy zagłosują 19 grudnia.

Czy elektor wybrany przez społeczeństwo może zmienić zdanie? Z czym to się wiąże?

Teoretycznie może. Jest to tzw. „wiarołomny elektor”, który może zagłosować na zupełnie inną osobę, niż kandydat, z którego listy został wybrany. W niektórych stanach prawo wyborcze zobowiązuje nawet, pod groźbą sankcji prawnych, elektorów do właściwego głosowania. Historia wyborcza zna takie „wiarołomne” wypadki, ale są to sytuacje dosłownie pojedyncze, sporadyczne, wynikające czasem z pomyłki i nigdy niewpływające na wynik wyborów.

W 48 stanach obowiązuje zasada „winner-takes-it-all”, czyli wszystkie głosy elektorskie danego stanu przypadają w ostatecznym rozrachunku jednemu, zwycięskiemu kandydatowi. Jeśli zatem, na przykład w newralgicznym dla obu partii stanie Ohio, 52 proc. głosów zdobył Donald Trump, a Hillary Clinton otrzymała 43.5 procentowe poparcie, to i tak wszystkie 18 głosów elektorskich, która ma Ohio przypadły Trumpowi. Zatem nawet jeżeli jeden z 18 elektorów „pomyli się”, to przy ogólnej liczbie 270 głosów potrzebnych to wygrania wyborów, owa pomyłka zasadniczo nie będzie miała znaczenia. Wiarołomność elektorska musiałaby stać się trendem powszechnym, aby wpłynąć na wynik wyborów. A to wydaje się zupełnie nierealne, godzi bowiem w podstawy zaufania wyborczego.

Komu Pani kibicowała? Niektórzy twierdzili, że to bardzo trudne wybory, bo żaden z kandydatów nie był właściwy, idealny.

Bez większego entuzjazmu kibicowałam Hillary Clinton. Nieprzewidywalność i retoryka jej kontrkandydata były kategorycznie nie do przyjęcia. Nigdy nie ma kandydatów idealnych, ale w tych wyborach faktycznie nie ma czego zazdrościć wyborcom. Znam takich, którzy mimo wieloletniego zaangażowania politycznego po jednej czy drugiej stronie, w tych wyborach odcięli się zupełnie od obu kandydatów.

Prezydentem zostanie jednak Donald Trump. To duże zaskoczenie?

Czy to zaskoczenie? Dla wyborców Hillary Clinton - ogromne, dla wyborców Donalda Trumpa niewielkie, chyba że zaskoczył ich (też pozytywnie) rozmiar wygranej. Wydaje mi się, że w sytuacji, w której od wielu tygodni, czy nawet miesięcy kandydaci idą w kampanii tak blisko w sondażach, to należało się liczyć z każdym wynikiem.

Przez wiele tygodni to Donald Trump cieszył się praktycznie takim samym poparciem jak kandydatka Demokratów. Jak ten ekscentryczny miliarder przekonał do siebie tylu ludzi?

Retoryką opartą na krytyce obecnego układu. Układu, który obwinił za niepowodzenia tych Amerykanów, którzy są sfrustrowani i zmęczeni. Pieniędzmi, które, na początku przynajmniej, sam wyłożył na sfinansowanie kampanii. Wizją przeprowadzenia totalnych porządków i ukarania wszystkich winnych obecnej, złej sytuacji. To naprawdę zadziałało. Siłą Donalda Trumpa była także słabość Hillary Clinton, czyli to, że trudno się do niej przekonać, że wiszą nad nią cienie niejasnych decyzji, uwikłań politycznych i nietrafnych doborów współpracowników.

Donald Trump zrobi porządki w partii republikańskiej?

Na to pytanie nie ma dzisiaj jednoznacznej odpowiedzi, bo sami Republikanie są obecnie bardzo podzieleni. Nie tylko część z nich nie poparła Donalda Trumpa, ale wyraźnie ostrzegała przed nim i konsekwencjami jego wyboru na najwyższy urząd w państwie. To dla partii bardzo trudna sytuacja.

Wygląda na to, że Republikanie będą mieć większość w Kongresie. Czy to oznacza, że nowy prezydent będzie miał pełnię władzy bez żadnej kontroli?

Oznacza to, że pierwszy raz od wielu lat Republikanie mają większość w Kongresie czyli kontrolują władzę ustawodawczą równocześnie mając „swojego” prezydenta czyli władzę wykonawczą. To kolosalna odpowiedzialność. Oznacza to także, że nowy prezydent prawdopodobnie znajdzie odpowiedniego kandydata na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego, a to z kolei przechyli szalę w stronę sędziów o konserwatywnych poglądach. Prezydent Trump będzie zatem kontrolowany przez republikański Kongres i bardziej konserwatywny Sąd Najwyższy.

Niektórzy mówią, że Władimir Putin otwiera szampana. Pani też tak odbiera te wybory?

Na Kremlu na pewno cieszą się z powodu przegranej, poważnej przegranej, Hillary Clinton. Czy cieszą się z wyboru Donalda Trumpa, trudno do końca mieć pewność. O ile polityka zagraniczna Clinton, także wobec Rosji, byłaby w dużej mierze przewidywalna, o tyle polityka zagraniczna Donalda Trumpa dopiero się tak naprawdę ukształtuje i nikt, nawet Władimir Putin nie może być jej do końca pewny.

Czego może spodziewać się świat po prezydencie Trumpie?

Odpowiedzią właściwą na część zadanych dzisiaj pytań jest: trudno powiedzieć. Bo rzeczywiście trudno. Muszą minąć miesiące zanim cała ekipa nowego prezydenta wypracuje stanowiska wobec kluczowych problemów na świecie i przełoży hasła kampanii wyborczej na faktyczne działanie. Sądzę, że wiele z zapowiedzi, które padły w kampanii, szczególnie w kontekście polityki zagranicznej, zostanie zweryfikowanych. Zresztą wyborcy nowego prezydenta oczekują od niego przede wszystkim - i najlepiej natychmiast - zmiany wewnątrz kraju, reszta świata zwyczajnie mniej, albo zupełnie ich nie obchodzi.

Mówi się, że ta kampania prezydencka była wyjątkowo brutalna. Zgadza się Pani? Pewne jest, że przynajmniej nikt nie zginął jak to było w 1968 roku.

Osobiście uważam, że była nie tyle wyjątkowo brutalna, ile wyjątkowo płytka i nieelegancka. Skupiała się przede wszystkim na obyczajowości kandydatów i ich najbliższych oraz wzajemnie zarzucanych sobie kłamstwach. Język tej kampanii był nie tyle brutalny, co żenujący, przede wszystkim ze strony Donalda Trumpa. Ale to właśnie ten ton i ten język okazał się dla wielu Amerykanów prawdziwy i warty poparcia i - niezależnie od oceny własnej - należy to uszanować.

Jak wiele władzy ma prezydent USA, jeżeli nie ma większości w Kongresie?

Zgodnie z systemem „hamulców i równowagi”, na którym opiera się amerykański podział władzy, prezydent USA jest w swoich działaniach „kontrolowany” przez władzę ustawodawczą i sądowniczą, sam też sprawując pewien zakres kontroli nad tymi władzami. Bez większości w Kongresie, a przynajmniej w jednej z jego izb, prezydent może być skutecznie blokowany w wielu decyzjach. Najlepszym przykładem jest trwający wakat na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego (najważniejszego organu sądowego w USA, mającego realny, silny wpływ na interpretację konstytucyjnie gwarantowanych praw amerykańskich obywateli). Chociaż sędziego mianuje prezydent, to robi to, zgodnie z Konstytucją, „za radą i zgodą Senatu”. Prezydent Obama nie był w stanie mianować skutecznie sędziego ponieważ blokuje go zdominowany przez Republikanów Senat.

Wyborami w USA emocjonuje się cały świat. Aż tak jest to ważny dla świata wybór?

Jest to wybór ważny dla świata, bo w sferze polityki zagranicznej prezydent Stanów Zjednoczonych jest trochę mniej kontrolowany przez pozostałe gałęzie władzy i jego kompetencje są bardzo silne. Kwestią kluczową jest rola Stanów Zjednoczonych w Pakcie Północnoatlantyckim i ich relacje z sojusznikami w tych naprawdę skomplikowanych czasach. Bezpieczeństwo międzynarodowe od zawsze zależy od polityki wielkich państw i ich zaangażowania.

Dr Izabela Kraśnicka

pracuje na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku. Specjalizuje się m.in. w systemie prawnym Stanów Zjednoczonych i prawie międzynarodowym.

Marta Gawina

Białostoczanka i dziennikarka z kilkunastoletnim stażem, którą świat ciągle potrafi zadziwić. Także świat polityki, który na co dzień przybliżam naszym Czytelnikom. Ustalam kto, z kim, dlaczego i co z tego mamy. "Buduję" też drogi, pilnuję komunikacji . Choć łopat nie wbijam, staram się być na bieżąco z najważniejszymi inwestycjami w Białymstoku i województwie podlaskim. Tak, tak czekamy na S19...

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.