Złość na dziecko, czyli nieproszona emocja, która każdemu się zdarza

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Gabriela Jelonek

Złość na dziecko, czyli nieproszona emocja, która każdemu się zdarza

Gabriela Jelonek

Choć złość w macierzyństwie to piętnowana i często wstydliwa emocja, nie oznacza to, że w trudnych chwilach się nie zdarza. Jak sobie z nią radzić, gdy trudno opanować nerwy?

Każda mama czasem złości się na swoje dziecko. To prawda, choć kłóci się z wyidealizowanym obrazkiem „matki Polki”, zawsze wyrozumiałej i ponad wszystko stawiającej dobro dzieci nad swoje. Jednak złoszczenie się nie oznacza, że jesteśmy złymi matkami.

Czytaj też: Przemoc domowa w czasie pandemii koronawirusa. Dane są alarmujące, Rzecznik Praw Obywatelskich stworzył "Plan awaryjny"

Na złość często patrzymy zero-jedynkowo. Społecznie postrzegamy tę emocję jako nieproszonego gościa, bo przecież matka, która kocha swoje dziecko, nie może się na nie złościć. Bzdura! Ten mit powielany jest od lat, utwierdzając matki w wyidealizowanym obrazie matczynej oazy spokoju. Tymczasem złość to naturalna emocja, której doświadcza każdy człowiek.

- Złość pojawia się w każdej kulturze, u każdego człowieka na świecie. To emocja uniwersalna i nie jest czymś, co powinniśmy wykluczać z naszego życia. Klucz to nauczyć się sobie z nią radzić. Gdy jesteśmy zezłoszczeni, nasz organizm także się „złości”, np.: wzrasta ciśnienie krwi, ukrwienie mięśni. Jesteśmy postawieni w stan gotowości, aby się bronić

– mówi dr Konrad Piotrowski, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Czytaj też: Tolerancja Polaków kończy się wraz z wejściem do rodziny? Rodzice często nie tolerują partnera dziecka, gdy jest z innej kultury

Dla wielu może brzmieć to absurdalnie, bo matki nie chcą przecież bronić się przed swoimi kilkoletnimi pociechami. Ale w pandemii wszyscy jesteśmy wystawiani na próbę, wielu z nas nie może zaspokajać swoich potrzeb, jak choćby odpoczynku. W wielu domach wszystkie aktywności rodziny odbywają się w małych pomieszczeniach. Praca i nauka odbywa się zdalnie, w tym samym pokoju odpoczywamy i spędzamy wolny czas.

- Złość jest jedną z emocji, która często przychodzi z przeciążeniem. Uważność, dbanie o siebie i odpoczynek są tak samo ważne, jak to, co zrobimy po wybuchu złości – mówi psycholog Jagoda Konieczna-Blicharz z Instytutu Małego Dziecka im. Astrid Lindgren.

Poczucie winy

Po wybuchu złości matkom najczęściej towarzyszy poczucie winy i przekonanie, że są niewystarczająco dobrymi i kochającymi dla swojego dziecka. Część kobiet wręcz katuje się tymi myślami i nieumiejętnie próbuje zmienić tę sytuację.

- Poczucie winy nigdy nie jest dobrym doradcą. Czasami chcemy zrekompensować dziecku nasze zachowanie, gdy zareagowaliśmy zbyt gwałtownie (bo np.: mogło się nas przestraszyć, gdy zaczęliśmy krzyczeć). Wówczas, z poczucia winy, zachowujemy się bardziej pobłażliwie, co może sprawić, że dziecko będzie ponownie przekraczać granice. To z kolei sprawi, że w nas znów zacznie gromadzić się złość

– wyjaśnia Konieczna-Blicharz.

Czytaj też: Koronawirus: Jak rozmawiać z dziećmi w sytuacjach kryzysowych?

Dzieci w trudniejszy dla siebie czas wchodzą w wieku około 18 miesięcy do 3 lat. Wtedy pierwszy raz pojawia się u nich silna potrzeba autonomii i decydowania. Kilkadziesiąt sytuacji buntu w ciągu dnia dla każdego będzie trudne. Bywają dni, że dziecko na wszystko reaguje słowem „nie”. Wówczas ubranie się, zjedzenie śniadania, czy wyjście do przedszkola staje się problematyczne. Gdy się spieszymy, a atmosfera robi się nerwowa, trudno utrzymać nerwy na wodzy. Jak w takich sytuacjach reagować?

- Najlepiej spróbować przekierować uwagę dziecka i pokazać, że czeka je coś atrakcyjnego, np.: że jadąc do lekarza będziemy przejeżdżać obok ulubionej budowy i będzie można zobaczyć przez okno koparki. Można też wprowadzić element zabawy np.: wyścigi kto pierwszy ubierze buty. Dzieci często dają się wciągnąć w takie gry

– mówi psycholog Jagoda Konieczna-Blicharz.

Obecność w przedszkolu czy żłobku to dla dzieci duże wyzwanie rozwojowe. Dziecko poznaje nowe rzeczy, uczy się nowych stosunków społecznych. Nawet jedzenie jest inne od tego, które dostawało w domu, co może budzić napięcia. Wcześniej to inni dostosowywali się do dziecka, a w placówkach opiekuńczo-wychowawczych to mały człowiek musi dostosować się do otoczenia i panujących w nim reguł. Warto wtedy tłumaczyć dziecku różne zachowania i emocje, które nim targają, dzięki czemu nabędzie nowe umiejętności adaptacyjne. Pomóc w tym może rutyna, rytuał i utrwalanie schematu dnia czy wykonywania poszczególnych czynności.

- Gdy dziecko ma swój plan i nie chce założyć butów, a np.: musimy wyjść do lekarza, warto wykazać się zrozumieniem, ale i zobrazować sytuację. Powiedzmy wtedy, że ma wybór: albo samo założy buciki, albo będzie konieczność, aby rodzic mu je założył. Dzieci często buntują się, bo np.: trudno im przerwać zabawę. Jeśli pod wpływem buntu i niekiedy histerii ugniemy się i odwołamy wizytę u lekarza, to takie protesty z pewnością będą się powtarzać. Dziecko nauczy się, że wystarczy głośny krzyk i płacz, aby osiągnąć swój cel, czyli kontynuować zabawę i uniknąć wizyty u lekarza, której może się obawiać - wyjaśnia psycholożka.

Czytaj też: Polacy coraz później zakładają rodziny. Mężczyźni nie chcą formalizować związków, kobiety stawiają na niezależność

- Gdy już wyjdziemy z domu, okażmy zrozumienie. Powiedzmy, że wiemy, że dziecko bardzo chciało się bawić, ale są w życiu sytuacje, gdy trzeba przerwać przyjemności. Możemy podać przykład z własnego doświadczenia, np.: „lubię spędzać z Tobą czas i gdy muszę iść do pracy, także trudno jest mi się z Tobą rozstawać". Można podać dziecku swoje sposoby na radzenie sobie ze zdenerwowaniem. Może być to np.: słuchanie ulubionej muzyki. Wówczas maluch nauczy się korzystać z przykładu rodzica i czerpać z jego sposobów na radzenie sobie z trudnymi emocjami – dodaje.

Kłótnie z nastolatkami

Relacje rodziców wcale nie są łatwiejsze z nastolatkami. W pandemii coraz więcej rodzin, mieszkając na małych powierzchniach i spędzając ze sobą praktycznie każdą chwilę, mówi o trudnościach w porozumieniu z dorastającymi dziećmi.

- W wieku nastoletnim mamy większą potrzebę autonomii i izolacji, niż wtedy gdy jesteśmy małymi dziećmi. Ciągłe przebywanie nastolatków z rodzeństwem i rodzicami może zaburzać realizację tej potrzeby. Jeśli dochodzi między rodzicami a dzieckiem do ciągłych kłótni i zaczynamy ze sobą walczyć, to sygnał, że nie radzimy sobie z sytuacją – mów dr Konrad Piotrowski.

Czytaj też: Samotność w pandemii przytłacza coraz więcej osób. Ale może być dla nas dobrą lekcją

Zdalne lekcje i możliwość spotykania się z rówieśnikami tylko online dodatkowo utrudniają nastolatkom funkcjonowanie. Jednak gdy dochodzi do eskalacji konfliktów, rodzic powinien najpierw przyjrzeć się sobie i swoim zachowaniom w sytuacji stresowej. Gdy sami krzyczymy w sytuacjach napięcia, nie dziwmy się, że w ten sam sposób reagują nasze dzieci.

- Nastolatek może nie radzić sobie ze złością, gdy sam jest ofiarą przemocy w domu lub wśród rówieśników. Spróbujmy odkryć, co go złości. Pamiętajmy, że nastolatki są bardziej skryte niż dzieci. Jest to zupełnie naturalne, a wręcz wskazane. W końcu muszą się nauczyć radzenia sobie w życiu bez swoich rodziców. Bywają bardziej skryci i chętniej rozmawiają z rówieśnikami niż z dorosłymi. Jako rodzice powiedzmy, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby im pomóc, dajmy do zrozumienia, że zawsze kiedy tylko zechcą to będziemy dla nich. Jednocześnie, dajmy dorastającym dzieciom możliwość złoszczenia się, ale pokażmy, jak konstruktywnie można wyrazić tę emocję

– podpowiada doktor Piotrowski.

Jak sobie radzić?

Kluczem w radzeniu sobie ze złością – zarówno swoją, jak i dzieci – jest umiejętność proszenia o pomoc. Gdy zaczynamy dostrzegać coś, co budzi nasz niepokój, warto poprosić o pomoc rodzinę.

- Pojawiająca się w nas irytacja powinna być sygnałem ostrzegawczym. Wato ją zauważyć i wtedy się zatrzymać. Złość to alarm, że nasze granice zostały przekroczone. Można traktować ją jako posłańca, który ma dla nas bardzo ważną informację. Niewyspanie u młodych mam odbiera zasoby i może nasilać złość. Nie bójmy się więc prosić o pomoc ojca dziecka czy innych członków rodziny. Godzina czy pół w samotności, nawet pod prysznicem, może być dla nas zbawienna – mówi Jagoda Konieczna-Blicharz.

Czytaj też: Depresja ma uśmiechniętą twarz. Każdy z nas zna chorą osobę

Planujmy więc dzień tak, aby mieć choć chwilę dla siebie. Nie bez znaczenia są także relacje z innymi matkami, przyjaciółkami i znajomymi, które podzielą się sposobami na radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Często okazuje się, że nie jesteśmy w swoich troskach osamotnione, a sytuacje takie spotykają każdego.

- Kobiety często wpadają w pułapkę dążenia do ideału, stawiając sobie wyśrubowane wymagania. Mając małe dziecko nie da się zrobić wszystkiego. Pamiętajmy o tym, bo sztuka odpuszczania jest równie ważna. Dziecko w silnych emocjach potrzebuje wsparcia, którego nie będziemy w stanie mu dać, jeśli sami o siebie nie zadbamy – dodaje psycholożka.

Co zrobić, gdy dojedzie do wybuchu złości rodzica i dziecka? Malucha możemy spróbować wziąć na ręce, otworzyć okno, wziąć łyk wody, a nawet wyjść na balkon, aby zmienić otoczenie i trochę się otrzeźwić, dać emocjom się uspokoić. Później warto wyjaśnić, co spowodowało złość obu ze stron.

- W rozmowach z dziećmi obowiązuje zasada 30 sekund. Komunikat nie powinien być dłuższy, ponieważ dziecko nie jest w stanie dłużej się skupić. Pokazujmy więc mądrze dziecku, jak jest skonstruowany świat

– podkreśla.

Napięcie i lęk wzrosły w pandemii i bez wątpienia w rodzinach jest więcej konfliktów. Warto więc zacząć zauważać tę emocję, dla wielu wstydliwą, aby nauczyć się z nią radzić i pokazać to dzieciom.

Czytaj też: Ubóstwo menstruacyjne Polek. Wata i pocięte szmaty zamiast podpasek to codzienność niemal pół mln kobiet. W pandemii problem jest większy

- Często nie potrafimy radzić sobie ze złością, co może się przemieniać w agresję. Warto podkreślić, że złość i agresja to zupełnie różne rzeczy. Złość to naturalna emocja, jak radość albo smutek, ale niektóre osoby nie potrafią tej emocji wyrażać i zaczynają się zachowywać agresywnie. W Polsce aż 40 proc. dorosłych uważa, że można uderzyć dziecko, aby je zdyscyplinować, zazwyczaj wtedy kiedy dziecko nas zezłości. Złość, która przeradza się w agresję a nawet przemoc niszczy relacje, zaufanie i struktury rodzinne – podkreśla dr Piotrowski.

Gdy codzienność sprawia nam coraz mniej radości, jest trudna i żmudna, warto sięgnąć po pomoc psychologa. W wielu miejscach w pandemii ruszyła darmowa pomoc psychologiczna, z której można skorzystać także online.

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Gabriela Jelonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.