Daniel Ludwiński

Zwalczył nałóg i bije rekordy. Setki kilometrów Adriana Kostery

Zwalczył nałóg i bije rekordy. Setki kilometrów Adriana Kostery Fot. archiwum Adriana Kostery
Daniel Ludwiński

Obecnie mieszka w Holandii, ale stale podkreśla, że kocha Toruń, z którego pochodzi. Adrian Kostera, ultramaratończyk i ultratriathlonista, rywalizuje na dystansach, które aż trudno sobie wyobrazić.

Olimpijski triathlon to 1,5 km pływania, 40 km jazdy rowerem i 10 km biegu. W zawodach IM Bretzel Ultra Triathlon w Colmar we Francji nasz reprezentant rywalizował ostatnio na 19 km pływania, 900 km jazdy na rowerze i 211 km biegu, na pokonanie których potrzebował nieco ponad 76 godzin. Zajął drugie miejsce, tylko za Niemcem Richardem Jungiem. Podobnych wyczynów ma już na swym koncie więcej.

- Moje początki? To był 9 września 2016 roku - wspomina Kostera. - Obchodziłem właśnie 30. urodziny. Wiele lat wcześniej, gdy miałem 2,5 roku, swoje 30. urodziny obchodził mój ojciec. Zdiagnozowano u niego wtedy nowotwór, stracił nogę. Gdy ja osiągnąłem taki wiek, pomyślałem sobie, że jeśli czegoś w swoim życiu nie zmienię, to całe moje życie potoczy się dokładnie tak, jak życie ojca - że stracę nogę, że zachoruję na płuca. Po 15 latach wkładania wielkiego wysiłku w rzucenie palenia, z którym nie dawałem sobie rady, przeżyłem wtedy pierwszy dzień bez choćby jednego papierosa. Wieczorem czułem w sobie taką siłę, że uznałem, że teraz nie mam już żadnych ograniczeń i mogę wszystko. Wyszedłem z niewoli i chciałem to wykrzyczeć całemu światu oraz pokazać innym, że oni też mogą. Siadłem do komputera i zacząłem przeglądać rekordy Guinessa. Szukałem dla siebie jakiejś inspiracji. Nigdy nie uprawiałem żadnego sportu. Pracuję od rana do nocy. Po pracy zazwyczaj spotykałem się z kolegami i często piłem piwko. Szedłem późno spać, budziłem się na kacu i znowu szedłem do pracy. W księdze rekordów natrafiłem jednak na wpis o człowieku, który w USA ukończył 50 triathlonów Ironman w 50 dni. Zaciekawiło mnie to i postanowiłem sprawdzić, czym jest triathlon, bo nie miałem nawet pojęcia, co to za dyscyplina. Powiedziałem żonie i przyjaciołom, że rekord Amerykanina jest właśnie tym rekordem, który pewnego dnia poprawię i zrobię 100 triathlonów Ironman w 100 dni. Wszyscy pukali się w czoło, a ja wyszed- łem po raz pierwszy pobiegać. Zrobiłem kilka kilometrów i było mi bardzo ciężko. Zapisałem się też na basen i od zera zacząłem uczyć się pływania. Tak rozpoczęła się moja przygoda ze sportem.

Praca w szklarni i triathlony

Pochodzący z Torunia ultra triathlonista planuje przejść na zawodowstwo, ale do dotychczasowych sukcesów doszedł łącząc treningi ze zwykłym zarabianiem na życie. Kostera pracuje w szklarni, po powrocie do domu spędza czas z najbliższymi, a na koniec dnia trenuje. - Przygotowując się do biegów na kilkaset kilometrów wygląda to tak, że gdy inni trenują po 2-3 godziny, ja ćwiczę weekendami po 12 lub po 24 godziny. Nastawienie jest bardzo ważne. Mam to ułatwienie, że jestem niepoprawnym optymistą. Zawsze i wszędzie potrafię znaleźć coś pozytywnego. Uwielbiam spędzać czas na przemyśleniach. Podczas wielogodzinnych treningów słucham książek z audiobooków. Przez pierwsze dwa lata brałem udział w różnych zawodach, ale przełom przyszedł w 2019 roku, gdy wygrałem mistrzostwa Holandii w biegu dobowym, a wcześniej bieg na 100 kilometrów. W sierpniu tamtego roku startowałem już na mistrzostwach świata w podwójnym Ironmanie, gdzie byłem czwarty. Brałem udział w tych zawodach jako amator, który większość dni spędza w pracy. Miałem najtańszy możliwy sprzęt i byłem tuż za podium konkurując z ludźmi, którzy są profesjonalistami. Ich koło rowerowe kosztowało więcej niż mój cały triathlonowy dobytek. To był moment, który bardzo mnie ucieszył. Wiele osób mówiło, że wśród amatorów jestem mistrzem świata.

Rekordy w pandemii

2020 rok uniemożliwił Kosterze, jak i innym ultra triathlonistom, starty w planowanych zawodach. Toruński sportowiec postanowił więc znaleźć dla siebie własne wyzwania, w których bił rekordy.

- Przebiegłem 60 kilometrów, następnie przejechałem 900 kilometrów na rowerze i znowu przebiegłem 211 kilometrów. Zajęło mi to 77 godzin. Ani przez minutę nie byłem sam. Polacy z całej Holandii przyjechali mnie wspierać i być ze mną chociaż przez kilka kilometrów. Jesienią ubiegłego roku anulowano mi kolejne zawody, tym razem na dzień przed wyjazdem. Postanowiłem więc podwoić dystans z czerwca. Rozrysowaliśmy trasę i najpierw przebiegłem 120 kilometrów, potem przejechałem rowerem 1800 kilometrów, w dodatku w potworną wietrzną i deszczową pogodę, na koniec znowu biegłem, tym razem przez 422 kilometry. To najdłuższy duathlon, jaki kiedykolwiek odbył się na świecie. Zajął mi 10 dni. Znów byli ze mną Polacy, ale i Holendrzy, którzy wiedzą o mnie coraz więcej. Takie wsparcie miałem już wcześniej. Na przełomie 2019 i 2020 roku postanowiłem przebiec 100 maratonów w 100 dni. Szedłem o 7 do pracy, wracałem o 17, spędzałem czas z żoną do 18.30 i wychodziłem biec maraton. Kończyłem przed północą i szedłem spać. I tak przez 100 kolejnych dni. Przyjeżdżali do mnie ludzie z całej Holandii i razem ze mną biegali te maratony. Zawsze startuję w polskiej koszulce i niosę dobry wizerunek Polaka, daleki od jakichś negatywnych stereotypów.

W upale w Dolinie Śmierci

Kostera ma już w głowie kolejne pomysły na starty. Nasz triathlonista ma zamiar wystąpić w Sparthatlonie z Aten do Sparty na dystansie 246 km, a także w niewiele krótszym Badwater. Bieg w USA jest uznawany za najtrudniejszy na świecie - odbywa się w słynącej z ekstremalnych temperatur (ponad 50 stopni) Dolinie Śmierci, a prócz bardzo długiej trasy i upałów ogromnym wyzwaniem są przewyższenia.

- Właśnie takie zawody, w których pokonuje się ekstremalne trudności, pociągają mnie najbardziej - mówi Kostera, który nie kryje, że docelowo takie wyzwania mają doprowadzić go do spełnienia marzenia, od którego wszystko się zaczęło, czyli pokonania 100 triathlonów Ironman w 100 dni. - To najtrudniejsze zadanie i to nie tylko fizycznie, ale i finansowo oraz logistycznie. Aby to zrobić potrzebuję możliwości bycia poza pracą przez cztery miesiące.

Ostatni sukces w Colmar sprawił, że Kostera ma zamiar w pełni postawić na sport. Triathlonista szuka sponsorów, założył też swój profil na Patronite. W przyszłym roku planuje wystartować na dystansie dziesięciokrotnego Ironmana w Szwajcarii (38km pływania, 1800km jazdy na rowerze i 422km biegu). Celem będzie pobicie rekordu świata.

I choć Kostera mieszka obecnie w Holandii, a mapa jego startów obejmuje coraz więcej państw, sportowiec stale podkreśla, skąd pochodzi.

- Toruń jest dla mnie wyjątkowym miejscem - nie kryje. - Jeśli mam jakieś sprawy w Polsce, nawet niekoniecznie tu, to i tak zawsze przyjeżdżam do Torunia. Jest kilka rzeczy, które robię zawsze - muszę pójść po ulubioną zapiekankę, muszę przejść się po Starówce, zobaczyć Wisłę i most. Mam w domu półkę z medalami i pucharami. Pośród nich stoi statuetka Mikołaja Kopernika. Nie mieszkam już w Toruniu, ale to miasto pozostało na zawsze w moim sercu.

"Każdy z nas może zmienić swoje życie na lepsze"

W trakcie zawodów w Colmar Kostera pozwalał sobie na dwie drzemki na dobę - każda trwała po 10 minut. Jeden raz spanie potrwało dłużej - godzinę. Na kolejnych pętlach pomocą służyli przyjaciele tworzący jego team, podający mu picie, ale i dbający o relację na żywo w mediach społecznościowych.

Drugie miejsce w zawodach we Francji sprawiło, że Kostera przeżywa swoje pięć minut - zrobiło się o nim znacznie głośniej niż przy okazji wcześniejszych sukcesów. On sam podkreśla jednak, że chce być przykładem dla innych, którzy mogą, tak jak to było w jego przypadku 5 lat temu, zmienić swoje życie.

- Nie chcę pokazywać się jako idol, posąg ze stali, człowiek-maszyna. Wręcz przeciwnie - moim zadaniem jest pokazać, że każdy człowiek, tak jak ja, który zaczął kilka lat temu od rzucenia palenia i pracy w szklarni, jest w stanie rozpocząć bieganie od drobnego truchtu, potem przebiec pierwsze 5 lub 10 km, zaliczyć maraton, a także Ironmana. Można realizować wszystkie cele, które chciałoby się sobie wymarzyć. To nie jest tylko dla ludzi, którzy mają super kondycję i zaczęli uprawiać sport w dzieciństwie. Każdy z nas może w pewnym momencie zmienić swoje życie na lepsze - kończy Adrian Kostera.

Daniel Ludwiński

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

theo1959

Facet ma niezla sile !! Ale do redaktora, to jak to jest .Raz pisze pan ,ze pracuje w szklarni a potem ,ze rzucil palenie i ..prace w szklarni ???

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.