Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Życie zmusiło go, żeby szybko wydoroślał i stał się odpowiedzialny

Czytaj dalej
Fot. Michal Rogala / Polskapresse
Paweł Gzyl

Życie zmusiło go, żeby szybko wydoroślał i stał się odpowiedzialny

Paweł Gzyl

Choć jest jednym z najbardziej pracowitych aktorów nad Wisłą, jeszcze nie udało mu się zaistnieć szerzej w świadomości widzów. Być może zmieni to jego rola w thrillerze „Amok”, który właśnie wszedł na ekrany naszych kin.

Łukasz gra w nim policjanta prowadzącego nietypowe dochodzenie. Pewnego dnia otrzymuje anonimowy telefon, z którego dowiaduje się, że autor powieści „Amok” jest autentycznym mordercą i opisał w swym dziele prawdziwą zbrodnię, którą popełnił kilka lat wcześniej. Zaprzyjaźnia się więc z pisarzem i za wszelką cenę próbuje go doprowadzić do sądu. Czy mu się uda?

To kolejna mroczna rola w filmografii aktora. Choć jego bohater jest pozytywną postacią, nie brak jednak pęknięć na jego wizerunku. Ponury introwertyk skrywa mroczną tajemnicę, którą jego przeciwnik nie zawaha się wykorzystać, aby uzyskać nad nim przewagę.

- Najbardziej cenię w zawodzie aktora chyba to, że nigdy się nie jest drugi raz w tym samym miejscu. To też jest uciążliwe, męczące, bo bardzo często i przez dłuższy okres jest się na walizkach. Jest to wykańczające, ale nigdy nie wyobrażałem sobie sytuacji, w której muszę przychodzić i odbębniać te osiem godzin w jednym miejscu.

Ja tego nie neguję, broń Boże, tylko wiem, że to kompletnie nie jest dla mnie. A poza tym cenię sobie spotkania między ludźmi, przekazywanie energii - tłumaczy Łukasz w serwisie Bydgoszcz Inaczej.

Pistolet po Niemcu

Urodził się w Sosnowcu - i jak sam dzisiaj podkreśla, to Zagłębie, a nie Śląsk. Dorastanie w środowisku mocno przywiązanym do tradycji miało na niego duży wpływ. Tym bardziej że w ogóle nie poznał swego ojca - wychowywała go tylko matka. To sprawiło, że szybko musiał przejąć męskie obowiązki w domu. Ona zarabiała na utrzymanie - a syn pomagał jej, w czym mógł. Kiedy miał dziesięć lat, naprawiał już malucha, którym matka jeździła do pracy i na zakupy. Jak dzisiaj twierdzi, nie robił tego z musu, ale po prostu dlatego, że chciał pomagać.

Łukasz Simlat często wciela się w postać wrażliwego twardziela
Michal Rogala / Polskapresse

- Nie znam swojego ojca i myślę, że świadomość mamy, iż musi mnie sama wychować, wiązała się u niej z dużym lękiem. Nie wiem, na ile to siedzi we mnie i ogranicza… Ale na pewno, jak się jest jedynym facetem w domu, to czasem trzeba ogarniać sytuację w wieku do tego nieadekwatnym - wspomina w „Elle”.

Do pewnego stopnia ojca zastąpił mu dziadek. Był mężczyzną mocno doświadczonym przez los - przeżył dwie wojny światowe i miał wnukowi wiele do opowiedzenia. „Zobacz, synusiu, to jest pistolet, który zabrałem Niemcowi” - zaczynał jedną ze swych historii, a młodemu chłopakowi od razu rozświetlały się oczy.

Mikołaj w metrze

Pomysł na to, aby zostać aktorem, wpadł mu do głowy, już kiedy był w pierwszej klasie liceum. Może nie było to typowe dla chłopaka z Zagłębia marzenie, ale matka wspierała go w tym dążeniu od początku. Dzięki niej niebawem zaczął uczęszczać na zajęcia aktorskie w studium prowadzonym przez Dorotę Pomykałę i Danutę Owczarek. Szło mu świetnie - nic więc dziwnego, że dostał się do warszawskiej akademii teatralnej za pierwszym razem.

Kiedy koledzy i koleżanki już podczas studiów zaczynali robić kariery, jemu początkowo nie szło najlepiej. Aby zarobić na życie, parał się więc różnymi zajęciami - prowadził Dni Garwolina, rozdawał cukierki w stołecznym metrze i reklamował telewizję kablową w stroju Mikołaja. Szansę dał mu w końcu teatr. Zaczął być angażowany do różnych przedstawień w Warszawie.

- Teatr to zupełnie inny rodzaj energii. Nie potrafię sobie bez tego wyobrazić życia. Jest tam pewna doza szczerości. (...) Łaknę tej właśnie niewiadomej - co się wydarzy podczas spektaklu, co się popsuje. Tu nie można powiedzieć „stop”. Zawód ten jest narkotykiem. Łaknę adrenaliny, ponieważ każdy dzień jest inny. Nigdy nie będzie takiego samego wieczoru, takiej samej sceny, nigdy nie jesteśmy w tej samej kondycji. Teatr jest u mnie na pierwszym miejscu, choć staram się go łączyć też z filmem -mówi w serwisie Teraz Toruń.

Hel albo Mazury

W telewizji Łukasz zadebiutował w pamiętnym serialu „Dom”. W kinie dostrzeżono go we „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Z roku na rok aktor zaczął coraz częściej występować, trafiały mu się ciekawe role, w których objawiał wyjątkowy talent do kreowania charakterystycznych postaci. W zeszłym roku dostał na festiwalu filmowym w Gdyni nagrodę za najlepszą rolę męską w filmie „Zjednoczone stany miłości”.

Łukasz Simlat często wciela się w postać wrażliwego twardziela
Tomasz Bolt / Polskapresse

- Jestem pracoholikiem. Kiedy po dwóch miesiącach przerwy staję na planie, jeszcze nic nie zdążę zagrać, a już jest: „Aaa! Cześć, cześć!” - to takie kręcące. Wracam ze zdjęć, idę na spektakl, potem nie mogę zasnąć, organizm jest rozwibrowany, śpię trzy godziny, wstaję na zdjęcia i przychodzi moment, że myślę: „Niech nikt ode mnie już nic nie chce” - wyznaje w „Elle”.

Nic więc dziwnego, że po tak intensywnym okresie pracy Łukasz musi znaleźć czas na przysłowiowy „reset”. Wyjeżdża wtedy na Hel, gdzie spaceruje samotnie po długiej plaży lub na Mazury, gdzie z kolei lubi posiedzieć na ławce z sąsiadem i pomilczeć.

Jego marzeniem jest własny dom na Mazurach, gdzie mógłby prowadzić normalne, spokojne życie w rodzinnym gronie.

- Najważniejsza u aktora jest psychika, bo to dzięki niej przez pewien czas stajemy się daną postacią. Czyszczenie głowy z tego śmietnika jest później największym problemem - uśmiecha się Łukasz.

Alfabet Łukasza Simlata:

Łukasz Simlat ma nie tylko aktorskie pasje. Całkiem dobrze opanował także grę na dwóch instrumentach - saksofonie i gitarze. Ten pierwszy jednak z biegiem lat odstawił na bok, natomiast na gitarze lubi pograć nadal, choćby podczas wakacji na Mazurach.

Aktor przyznaje, że jest z usposobienia cholerykiem. Kiedy więc czasem podczas zdjęć wszystko wali się, irytuje go, że nie miał wcześniej prób. I komentuje to dosadnie. Potem w internecie pojawiają się uwagi typu: „O, już się w głowie poprzewracało”.

Łukasz bardzo dba, by informacje o jego życiu prywatnym nie przedostały się do mediów. Nadal blisko związany z Sosnowcem, ciągle kumpluje się z dawnymi przyjaciółmi z Zagłębia. A miłość? Media wiążą go z koleżanką po fachu - Agnieszką Roszkowską.

Aktor ma od zeszłego kwietnia luz - został zwolniony wraz z kolegami z etatu w Teatrze Studio, kiedy sprzeciwił się oficjalnie polityce nowego dyrektora. Aktorzy nagrali teledysk, utrzymany w konwencji disco polo, w którym wystąpili przeciw swemu pracodawcy.

Kiedy Łukasz nie miał jeszcze aktorskiego patentu, wypłynął z dwoma osobami na jezioro Niegocin, gdzie znalazł się środku „białego szkwału”. Musiał sobie poradzić ze ścianą deszczu i gradem. Choć się bał - nie przyznał się pasażerom. Wrócili cali i zdrowi.

Reżyserem „Wszystkie stany miłości” jest Tomasz Wasilewski. To właśnie praca pod jego okiem przyniosła Łukaszowi nagrodę dla najlepszego aktora w Gdyni. Film dostał też nagrodę za najlepszy scenariusz na festiwalu w Berlinie.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Kuriera Porannego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Kuriera Porannego
  • codzienne e-wydanie Kuriera Porannego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.poranny.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.